środa, 30 maja 2012

Jak nie radzić sobie z krytyką?

24 maja na kanapie w studiu DD TVN rozsiadły się Charlize Mystery i Jemerced.
Niemal cała Polska o 9:45 włączyła telewizory, by przyjrzeć się dyskusji dziewczyn z prowadzącymi. Wieść gminna niesie, że zainteresowanie było tak ogromne, iż gdyby nie awaria prądu w południowo-wschodniej Polsce, padłby kolejny ostatnimi czasy rekord oglądalności - cóż, niestety się nie udało i zaszczytne pierwsze miejsce wciąż należy się Ś.P. Hannie Mostowiak.
Nie martwcie się jednak drodzy czytelnicy, którzy przegapiliście tę fascynującą rozmowę - materiał można obejrzeć na stronie programu Dzień Dobry TVN.

Jemerced powiedziała, że dla niej krytyka jest ważna i lubi ją, bo dzięki temu wie, że jej zestawy nie są nudne, zaś za zbytnim słodzeniem nie przepada. Może powinny wziąć to sobie do serca te początkujące znawczynie mody, które krążą po popularnych blogach i wszystkim się zachwycają? Tak, to widać. Redakcja Niemodnych Polek czeka na reakcję swojej ulubienicy pod tym względem :-)
Natomiast Charlize Mystery przyznała, że psychologia, którą studiuje, pozwala jej radzić sobie z krytyką, z którą spotyka się prowadząc bloga. Droga Karolino, gratulujemy postawy! Inne blogerki zdecydowanie powinny brać z Ciebie przykład. Czekamy z niecierpliwością na konkretne porady dotyczące Twojego podejścia. Biorąc pod uwagę, że psychologia jest tak popularna wśród blogerek, być może doczekamy się całego cyklu odpowiedzi na taką publikację? Kto wie.

Tymczasem jednak Niemodne Polki niestudiujące psychologii mogą bazować jedynie na własnych obserwacjach i odpowiedzieć na pytanie:
Jak nie radzić sobie z krytyką? 
(Rozprawa pseudonaukowa na podstawie wybranych blogów modowych i fanpejczy z fejsbuczka)

Wypracowane postawy są przeróżne.

Pierwszą metodą jest włączenie moderacji.
screen by me - blogspot ;-)

Z krytyką łatwiej sobie radzić, gdy inni jej nie widzą, bo jest to mniej upokarzające. Komentarzy negatywnych wystarczy nie wypuścić z macek narzędzia do cenzury.
Proszę tylko, żeby nie reklamować wówczas swojego bloga na forum Wizaż.pl twierdząc, że będzie się wdzięcznym za każdą opinię - bo ja do teraz nie doczekałam się publikacji mojego komentarza na temat tandetnej podróbki LV u pewnej blogerki lubującej się w dzieleniu się z internautami zdjęciami w artystycznych pozach na oklejonej gazetami klatce schodowej.

Co jednak zrobić na fejsbuku, gdzie moderacji nie ma lub gdy chce się zachować pewne pozory na blogu? Oczywiście sprawa jest prosta: usuwać niewygodne komentarze. Plusy: wpisy znikają, a Ty możesz trwale wyprzeć je z pamięci. Minusy: pojawiają się nowe z okropnymi oskarżeniami o kasowanie komentarzy.
screen by me - fejsbuk ;-)


Poczucie własnej wartości możesz podbudować także korzystając z pomocy Twoich wielbicieli lub łasych na każde kliknięcie w ich profil początkujących blogerek. Po prostu opublikuj w osobnym wpisie negatywny komentarz i czekaj. Na co? Oczywiście na falę protestów przeciwko opiniom lub faktom przedstawionym w opublikowanym komentarzu.
- Co?! Przecież jesteś ładna i naprawdę zgrabna! Nie jesteś chuda, ona Ci zazdrości, bo jest pewnie spasiona!
- Na bank jest paszczurem, patrzcie, nie ma zdjęcia profilowego, haha!

W ten sposób płynnie przechodzimy do kolejnej metody: naślij na wroga całą armię. Z pewnością ktoś chętnie zjedzie autora negatywnej opinii na jego własnym blogu. Dzięki takim przepychankom autorom wojujących blogów poprawiają się statystyki - zdecydowany plus. Pewne problemy mogą wywołać komentarze anonimowe, jednak wystarczy porównać adresy IP i już można zaczynać. Tak właśnie wyglądała wielka wojna DaisyLine i Fashionelki, o której była już na tym blogu mowa.

Jeśli ktoś czuje, że psychologia kompletnie nie jest w stanie mu pomóc się uporać z internetową krytyką, może przenieść się na prawo i uporać się z komentującymi. Ewentualnie można też mieć ojca lub chłopaka prawnika i niech oni się angażują, nie zaprzątając blogerce głowy tak błahymi sprawami, jak krytyka. 
screen by me - tak! to z bloga niemodnychpolek! ;-)

screen by me - komentarz znaleziony na wizażowym profilu jednej z współautorek bloga ;-)

Inny sposób polega na całkowitym zablokowaniu możliwości komentowania. Daje to pełną gwarancję, że żaden negatywny komentarz nie pojawi się na blogu - ale czy poza nim także? Sposób ten powinny wykluczyć osoby, które zamierzają mimo wszystko deklarować, jak lekko podchodzą do krytyki, gdy jednocześnie kilka miesięcy wcześniej udzieliły "wywiadu", w którym przyznały, iż to właśnie opinie niezgodne z ich oczekiwaniami przyczyniły się do skasowania bloga, po czym powróciły z wyłączonymi komentarzami.

Można także zabłysnąć i stwierdzić, że osoby, które nie mają bloga powinny zamilknąć
screen by me - forum modnapolka ;-)

Niestety autorka tej wypowiedzi nie przewidziała jednej zdumiewającej rzeczy: zabroniła w ten sposób także zachwycania się czytelnikom, którzy blogerami nie są :-(

Jednak nie oszukujmy się - Jemerced ma rację: bez krytyki jest nudno. 
Popularny blog bez żadnych negatywów w komentarzach jest wręcz mało wiarygodny!

I z pewnością części blogerek marzy się hejter z prawdziwego zdarzenia. Bo ktoś taki przyciąga uwagę - szczególnie, gdy nakieruje się na niego czytelników. 
Gdy na Wizażu żył krótko, acz intensywnie wątek z plotkami o blogerkach - na modnejpolce powstał temat dotyczący tamtego wątku. Tak, telenowela :-D Nagle pretensje o plotki zaczęły mieć osoby mało znane w blogosferze, o których... nikt na Wizażu nie napisał. I ni stąd, ni zowąd z nowych wizażowych kont pojawiły się linki do tych blogów. Interesujące, prawda? ;-)

Poza tym ważny jest dystans do samego siebie!
Jeśli czytając tego bloga i będąc szatniarką poczułaś się urażona humorystycznym przedstawieniem mózgu feszynistki - wyraź swoje oburzenie! 
screen by me - fejsbuk ;-)

Nie chciałabym spotkać takich ludzi na występach kabaretowych. W środku skeczu o kibicach gotowi byliby wstać i krzyknąć, że też są kibicami i tak się nie zachowują :-D 
W każdym razie w imieniu redakcji bloga dziękuję za reklamę :-)

Niemodne Polki pozdrawiają swojego jedynego wiernego anonima - wielbiciela chusteczek. 

U nas cenzury nie ma, używajcie sobie do woli :-)

poniedziałek, 28 maja 2012

Szpilki to moje ulubione buty, zaraz po conversach, litach i meliskach.

Popatrz na dowolnie wybranego bloga. Na te piękne, zgrabne nogi blogerki, przyozdobione cudownymi, co najmniej 12 centymetrowymi szpilkami. Popatrz, jak pięknie komponują się z ałtfitem. Nie ma wygodniejszych butów, są tak idealne, że można w nich swobodnie chodzić. Wcale nie szkodzi, że są trochę za duże, oraz zupełnie przypadkowo, sponsorowane przez firmę DeeZee, której reklama znajduje się na blogu. Lub kosztowały równowartość zarobków kasjerki z Tesco. Popatrz na nie jeszcze raz. I przypomnij sobie, gdzie mieszkasz i jak to, co zobaczysz na obrazku, przyjaźnie nastawione jest do Twoich cudownych butów i jak wspaniale się w nich poruszać po takich płaszczyznach. Ba, biegać i skakać! Zwłaszcza jak buty są za duże, mają 4 cm platformy i niemożliwie cienki obcas, właściwie im cieńszy tym lepszy. Przekonaj się sama albo daj się przekonać reklamodawcy z Twojego bloga.

Jeśli należysz do blogerek które oczywiście kochają szpilki, ale jeszcze nie mają skilla przekonywania, że to jedyne słuszne buty, należy posłużyć się filmikiem instruktażowym nakręconym przez jedną z naszych ulubionych blogerek w zupełnie innym celu, ale który wystarczająco wyjaśni nam za chwilę dwie ważne kwestie. Pierwsza - nie ma to jak hipokryzja czyli „Kocham szpilki, to moje ulubione buty - ale na zdjęciach, zaraz po nich zakładam baletki”. Druga - jeśli nie umiemy w nich chodzić, wystarczy chłopak. Już wiadomo, do czego się oni przydają - wszak nie ma to jak asekuracyjne męskie ramię, wspierające dzielnie chwiejące się dziewczę w  niebotycznie wysokich, ulubionych i (oczywiście) najwygodniejszych na świecie szpileczkach założonych specjalnie na romantyczny spacer po pięknej kostce brukowej ekskluzywnej ulicy.

Zdjęcia pochodzą m.in z kwejk.pl, toxel.com oraz własnych zasobów

Ostatecznie wzorem nowego symbolu naszej lekko tłustawej popkultury, szpilki zawsze mogą zastąpić kapcie w wersji luksus feszyn, wszak są podobno idealne do udawania się pod prysznic. Nikt jednak do dziś nie sprawdził, a przynajmniej nie zdał oficjalnej relacji, czy spod prysznica również wychodzimy w szpilkach, czy może to już jest ten moment, kiedy zamieniamy je na szałowe, mientowe conversy. Ach, trampki! Tym w zabawnych kolorach nie sposób odmówić uroku. Ale czemu mam wrażenie, że szał na nie minie tak szybko jak się zaczął? Trampki dla części z nas to pamiętne obuwie zmienne do szkoły, z czasów kiedy konwersy nosiło się, bo po prostu były, a nie z powodu magicznej gwiazdki na boku oraz imponującej ceny, dodającej nam co najmniej +50 do lansu i +30 do zajedwabistości. Zresztą, kiedyś nosiło się i produkt mejdinczanja i żadna różnica, bo właściwie każda guma śmierdziała tak samo, materiał się ostatecznie sprał, a Chińczycy całkiem zgrabnie podrabiali gwiazdki, a także różne inne symbole. Ale jakimś cudem na blogach uświadczymy tylko conversy. I właściwie wcale nieprawda, że trampki to trampki. Conversy to nie trampki, to styl życia! Im bardziej mientowe tym więcej stajla

Lekkim krokiem (bo w trampkach) szybko przeskakujemy w meliski. Heloł??? Czy ktoś zamawiał letnie kalosze w wersji ultra mini? A właściwie co się stało z butami pachnącymi gumą do żucia? Och, czyżby nie były już takie modne? 

Na wszelki wypadek, aby nie pozostać za długo w klimacie rzeczy absolutnie passe, przeskakujemy w ukochane lity. Ulubione i jedyne - zupełnie jak szpilki i meliski. Szkoda tylko, że dziewczyny i kobiety wyposażone w te obuwie nie nauczyły się najpierw w nich chodzić. Ostatecznie możemy się umówić, że must have to must have, nikt nie wspominał o must wear albo must walk. Można sobie usiąść na krawężniku albo zrobić zdjęcia samym butom jako ozdobie salonu. Poza tym, o co się martwić? Na zdjęciach się nie chodzi, na zdjęciach się dobrze wygląda. Tak samo jak w lordsach na kilkustopniowym mrozie (sam feszyn i seks, niczym Hugh H). Albo sandałkach na bose stopy w marcu, wszak jest upalnie - 20 stopni, całkiem uzasadniony argument. Czekamy z niecierpliwością na Huntery na plaży. Chociaż to mogłoby być zbyt przewidywalne, tam też bywa woda. Wtedy pocieszające będzie zobaczyć chociażby sneakersy lemare' na cocktail party. 

A na koniec - skonstruujmy idealnego buta blogerki. Na pewno musi mieć platformę. Szpilkę. I sznurowanie. Do tego powinien być z pachnącej gumy, która jednak trochę śmierdzi trampkami. A najlepiej z gwiazdką z boku i koniecznie płaski. Wtedy cały potenszal i feszyn zostanie zmiksowany w jedno.

niedziela, 27 maja 2012

Gajwełej! Rozdanie! Hit blogerek!

Gajwełej! Do wygrania spódnica z baskinką hit blogerek*

* szczegóły dotyczące nagród znajdują się w regulaminie 

REGULAMIN:
1. Gajwełej organizowany jest przez redakcję niemodnepolki.blogspot.com 
2. Nagrodą główną jest spódnica z baskinką - zostanie ona przesłana do zwycięzcy w formacie JPG. Wybrane zostaną także 3 osoby, które otrzymają nagrody pocieszenia w postaci publikacji ich prac w notce z wynikami oraz po jednym komentarzu na ich blogach z głównego konta redakcji NiemodnychPolek! 
3. Zwycięzcą mogą zostać jedynie osoby, które spełnią wszystkie warunki konkursowe nazywane dalej zadaniami i określone w pkt. 4. 
4. Zadania: 
- Zalajkuj nasz fanpejcz na fejsbuku
- Pokaż w komentarzu na naszym blogu pod notką gajwełejową, dlaczego to właśnie Ty zasługujesz na tę niezwykłą nagrodę! Wszelkie formy dozwolone: referaty, prezentacje multimedialne, filmy, torty, wiersze, piosenki, itd. Motyw przewodni to oczywiście "baskinka"! 
5. Czas trwania gajwełeja: od opublikowania go na blogu do 03.06.2012r. godz. 23:59. Wyniki zostaną ogłoszone do 10.06.2012 r.! 
6. Zwycięzcą nagrody głównej zostanie pani Jerzysława Jarząbek z Jeżyc. 

Gajwełej - z nami Ci się uda!

Masz już blog. W jego nazwie dumnie wybrzmiewa słowo "fashion", sprzedawcy z Zary pozdrawiają Cię na ulicy, a dzięki naszym radom udało Ci się opanować robienie zdjęć w stopniu pozwalającym na odróżnienie Cię od Fiata Multipli i psa Elwooda. Czego jeszcze potrzebuje tak światowa blogerka jak Ty?
Zastanówmy się... 
Naszyjnik fluo
Mini z Bershki
iPhone
Neonowy lakier
Obserwatorzy 
Czyżby TU tkwił problem spędzający Ci sen z powiek? Jeśli licznik dziennych odwiedzin wciąż z trudem odbija się od zera, a kot Twojej sąsiadki ma więcej fanów od Ciebie... to niezawodny znak, że potrzebujesz GAJWEŁEJA
Nie martw się, Niemodne Polki czuwają na posterunku, by pomóc takim sierotom blogerkom jak Ty!

stylio.pl // kosme-tiki.blogspot.com // blog.lilacfashion.com

Krok 1. W trybie pilnym załóż własny fanpage na Fejsbuku. W przyszłości będzie Ci służył do publicznej walki z firmami i ośmieszania tych, którzy ośmielą się napisać, że nie jesteś piękna. Na razie jednak przyda Ci się do budowania własnej armii fanek, potrzebnych do żebrania o darmowe skarpetki.
Krok 2. Jeśli dostajesz kieszonkowe, sprawa jest prosta - możesz zainwestować w swoją przyszłość kupując jakiś modowy staff do rozdania. Sieciówki oferują szeroki wachlarz możliwości. Zależnie od funduszy, jakie udało Ci się wyprosić u rodziców, możesz zdecydować się na gumkę z H&M, szminkę z Rossmanna albo, w wersji exclusive, majtki z ASOS. Jeśli poważnie podchodzisz do tematu - polecamy karty podarunkowe. 200zł to odpowiednia kwota za siedemnaście wiernych obserwatorek, na które możesz liczyć dzięki swej szczodrości!
Krok 3. Jeśli rodzice Cię nie rozumieją i uważają, że powinnaś zająć się raczej nauką do testów gimnazjalnych, niż rozwijaniem własnego talentu i pasji, musisz poradzić sobie inaczej. Specjalnie dla Ciebie ułożyłyśmy gotowy tekst do porozsyłania firmom, które pragną wesprzeć Cię w Twojej blogowej karierze:
witam ,mój blog ma już siedmiu obserwatoruw , którzy wchodzą do mnie codziennie .może zrobimy razem jakiś konkurs ,jestem otwarta na wspułprace , bo słyszałam że robicie za darmo ,i chce od was dostać buty ,które pomogą mi zdobyć nowych obserwatorów , ale tanich niechce ,to kiedy zrobimy razem konkurs.?
Polecamy zacząć poszukiwania od Romwe i sklepów z tanimi butami. 
Krok 4. Jeśli masz już modowy staff do rozdania, musisz zastanowić się nad formułą konkursu. Jeśli jesteś odważna i niestraszne Ci kary finansowe za nielegalne organizowanie loterii - zrób losowanie. Jeśli jednak zastawiłaś w lombardzie telewizor babci, żeby zdobyć finanse na nagrodę, bezpieczniejszy będzie konkurs na stylizację albo wierszyk na temat zapachu Twojej nowej koszulki. Wówczas zwycięzcą rozdania może zostać Twoja siostra i wszystko zostanie w rodzinie! Nie bój się, nikt się nie zorientuje.
Krok 5. Nie zapomnij o wymaganiach. Podstawowe z nich:
- dodanie bloga do obserwowanych,
- polubienie Twojego fanpage na Fejsbuku,
- zostawienie komentarza z mailem i formułką "jestem Twoją psychofanką!",
- rozesłanie łańcuszka szczęścia z adresem Twojego bloga,
- stworzenie kolażu z Twoim nickiem z bloggera i naszyjnikiem fluo i wrzucenie go do swojego blogrolla.
Krok 6. Poinformuj cały świat o swoim konkursie. Pamiętaj - im więcej osób się o nim dowie, tym bardziej staniesz się sławna. Spam w komentarzach na innych blogach i na Modnej Polce to zbyt mało! Polecamy fanpejdże sklepów na FB i forum Wizażu.
Krok 7. Podaj wyniki gajwełeja przynajmniej 3 dni po zaplanowanej dacie. Bądź sprytna - zniecierpliwieni obserwatorzy na pewno dodadzą ponaglające Cię komentarze. Więcej komentarzy = więcej sponsorów.

Powodzenia! 
XOXO GRAVEDIGGER

Wiadomość z ostatniej chwili: już wieczorem specjalny, ekskluzywny gajwełej na Niemodnych Polkach! Zostańcie z nami!

sobota, 26 maja 2012

Ju łona bi tap madl?

zdjęcie pochodzi z kissies.se
Więc trudno, stało się - założyłaś bloga. 
Spędziłaś wiele czasu starannie kopiując ałtfity z wystaw znanych sieciówek. 
Stworzyłaś fanpejdża na popularnym portalu społecznościowym. 
Zdobyłaś nawet dwóch wiernych obserwatorów, a mama i babcia codziennie nabijają Ci wejścia. 
Coś jednak jest nie tak. 
Coś zaburza tę sielankę. 
Coś spędza Ci sen z oczu i zmusza do siadania nocami na parapecie z kubkiem kakao. 
Coś sprawia, że nikt nie odwiedza zakładki Współpraca! 
I nagle objawia się przed Tobą przerażająca prawda. 

Twoje zdjęcia ssą! 

Musi paść sakramentalne pytanie. Dlaczego?! 
Przecież już czułaś się jak Anja Rubik. Pozowałaś tak profesjonalnie, że nawet koleżanka, która robiła Ci zdjęcia powiedziała, że powinnaś zostać modelką. Oczami wyobraźni widziałaś swoje fotki na okładce Woga, albo chociaż Pani Domu. Znasz się na tym, w końcu oglądałaś Tap Madl na tvn. Ręka na bioderku, nóżka oparta o płotek i zniewalający uśmiech? A może seksowna poza na schodach? Temperatura ledwo przekracza zero absolutne, ale dla znanej blogerki o dość motoryzacyjnym imieniu gęsia skórka jest powodem do dumy. Pewnie cierpi dla sztuki. Panuje również moda na fryzurę w stylu Samary Morgan z Ringu.
Przykłady można mnożyć w nieskończoność. Co ciekawe, osoby, które uważają się za wyrocznie mody, nie potrafią odróżnić dobrych zdjęć od żałosnych. Czy można więc mówić w takim przypadku o wyczuciu stylu? Odpowiedź nasuwa się sama. 
Żyjemy w czasach, w których każda małolata umiejąca zrobić haj feszyn pozę (najlepiej z dłońmi opartymi o talię i łokciami skierowanymi do przodu) nazywa siebie modelką, a każda z lustrzanką - fotografem. Tfu! co ja mówię ..photographerem. Te małolaty są równie bliskie prawdy, co pewna znana blogerka twierdząca, że psychologia pomaga jej znosić krytykę ;-)   

zdjęcia pochodzą z: americanostyle.blogspot.com, jemerced.com, newlifewithfashion.blogspot.com

Zatem czego nie robić? Oto lista największych przegięć: 
1. Przede wszystkim nie wrzucaj nieostrych zdjęć. Nie, nie będzie artystycznie. Po prostu nikt nie obejrzy dokładnie Twojej stylizacji.
2. Twój fotograf wpadł na niezwykle nowatorski pomysł robienia zdjęć pod kątem? Niestety, jedyne czego Twoi obserwatorzy będą mogli Ci zazdrościć po obejrzeniu tych dzieł, to niewykręconej szyi.
3. Nie wyglądasz ani pro, ani bardziej blogersko ze stopami i kolanami skierowanymi do środka.
4. Blog modowy = prezentacja ubrań. Legenda głosi, że ktoś kiedyś widział coś takiego jak żelazko.
5. Nie powinnam widzieć, że masz plomby w siódemkach, kiedy robisz "seksownie rozchylone usta".
6. Dziękuję, zobaczyłam metkę Tommiego Hilfigera za pierwszym razem, nie potrzebuję pięciu zbliżeń.
7. W podobnym klimacie, co punkt szósty: przewijanie pierdyliarda niemal identycznych zdjęć tej samej stylizacji jest bardzo irytujące.
8. "Artystyczne" różowe błyski z Instagramu naprawdę szału nie robią.
9. Myślałam, że skończyła się moda na duck face, a jednak..
10. Błagam, posprzątaj w pokoju, zanim zaczniesz robić tam słit sesyjkę.
11. Jeśli smutna rzeczywistość sprawiła, że nie zostałaś modelką, to nie musisz mieć na każdym zdjęciu miny pt. "gardzę światem".
12. Też zawsze chodzę w sandałkach i cienkim sweterku po śniegu.
13. Studenci medycyny dziękują za żywe modele układu kostnego!
14. Prześwietlone/ niedoświetlone/ z jakąś kupą w tle/ z niewyjściowym ryjkiem itd. Litości!
15. I pamiętaj! Pieniek w ogródku jest idealnym miejscem do pozowania.
   
zdjęcie pochodzi z warsawfashion.blogspot.com

Uprzedzając komentarze. Nie potrzebujesz wypaśnego sprzętu za kilkanaście, czy kilkadziesiąt tysięcy. Nawet kalkulatorem (pomijając jakość) da się zrobić interesujące zdjęcie. Amen.  


Helga

piątek, 25 maja 2012

Na patelni czyli jak (nie) stać się ofiarą muffina?


W dobie feszyn szatniarek, aby dobrze wyglądać, trzeba też dobrze zjeść. Najlepiej tak zjeść, aby nie przytyć, ale pokazać, że jadło się w modnym centrum konsumpcyjnym. Znamy już Starbucks i Coffeeheaven, ale, niestety, ich rozmieszczenie dalece różni się od rozmieszczenia lęgowej populacji bielika na terenie Rzeczypospolitej Polskiej. 

Jednak mamy też domowe stoły i lady kuchenne, na których coraz częściej pojawiają się własnoręcznie przygotowane dania, przyrządzone według przepisów najlepszych znawców kulinarnych, których kariera w Internecie jest zawrotna. Tak więc, dzięki temu, muffina możemy mieć bez wychodzenia z naszego feszyn gniazdka - wystarczy przepis Pani Domu i foremki z IKEA. Jednak to wciąż nie dorównuje tym capkejkom, którymi możemy się posilić w barze Starbucksa czy jego konkurencji Coffeeheaven. 

Tak, są to kawiarnie bardzo modne, można w nich przysiąść ze swoim Lenowo czy Makiem, notatkami ze statystyk, obok położyć Ajpada czy też inny tablet (zależy co się dostanie w owym czasie do testowania) oraz Ajfona czy innego smartfona. Ach, NIE! Telefonu nie kładzie się na stole, tylko trzyma go w rękach! Klikasz i cykasz. Ale co? Wystarczy mieć zainstalowany program typu INSTAGRAM, użyć filtr „który nadaje klimat”, zrobić zdjęcie tego, co jesz... i po chwili czytać komentarze – OłMajGad, Ty taka chuda i tyle jesz? Nie no, zazdroszczę Ci tej szybkiej przemiany materii! Na co odpowiedź – Hej, ja mogę jeść dziennie takie ilości, na jakie ty nie pozwalasz sobie w ciągu miesiąca. Ta przemiana materii to zasługa mojego dziadka, prababci, siostrzeńca i stryjenki

Nieważne jest, czy ten muffin za 13,90 ma w sobie ogromną ilością kalorii, czy „ekologiczny” sok został wyprodukowany z pomarańczy uprawianych w Kalabrii. Najważniejsze jest to, że pijesz kawopodobny napój w jednej z tych sieciówek, które nigdy nie miały i nie będą mieć lokalnej tożsamości, a później relacjonujesz to na swoim fanpejdżu. Papierowy biały kubek z zielonym znaczkiem, trzymany w dłoniach podczas spaceru, wylansuje Twoją postać ukrytą za szkłami wielkich raybanów. Właśnie teraz możesz czuć się dostrzeżony, właśnie to jest przepis na ofiarę muffina.

Źródło: www.favim.com

czwartek, 24 maja 2012

Must have tego sezonu, czyli czego nie kupować, bo prawdopodobnie połowa blogosfery już to posiada

Marzysz o tym, żeby wyglądać jak topowe feszynistki? Chcesz swoim blaskiem przyćmiewać wszystkich na ulicy? A może posiadasz bloga i chciałabyś, żeby zdobył on większą popularność i reklamodawcy bili się o banner na twojej stronie? Oto mały przewodnik o tym, co powinno znaleźć się w szafie każdej zdesperowanej ofiary mody, a co powinny omijać osoby chcące wyglądać inaczej niż reszta.
Zaczynamy!

Złota/Srebrna gumka z H&M, na allegro do dostania za jedyne 35zł, okazja prawda? 

 
Spodnie z motywem kwiatowym, najlepiej zestawione z bluzką w odcieniu kwiatków, bo po co ryzykować ;)

 
Asymetryczne sukienki lub spódniczki. Przypominam, że asymetryczne szpilki z Zary są out, natomiast wiodącym hitem są…


Sandały z Zary! Jeśli jeszcze nie posiadasz ich w swojej szafie, to w żadnym wypadku nie możesz nazwać się ulegającą "owczemu pędowi" ofiarą mody

 
Innymi rzeczami wartymi uwagi są: spódnice w azteckie wzory (najlepiej z Bershki), naszyjniki z H&M oraz lordsy.


Zdjęcia pochodzą z: aretaszpura.com, charlize-mystery.blogspot.com, fashiongalaxy.blogspot.com, kapuczina.blogspot.com, marionachic.blogspot.com, miikax3.blogspot.com, movesfashion.blogspot.com, plentyodhangers.blogspot.com, viol-in-fashion.blogspot.com, billiejeanstyle.blogspot. com, fashionelka.com, fashioneria.blogspot.com, pinacoolada.blogspot.com, mullanstyle.blogspot.com, oliwiora.blogspot.com, beuty-fashion-shopping.pl, pannaleopardowa.blogspot.com, wildfox7.blogspot.com, agnesskafashion.blogspot. com, ajsonserwus.blogspot.com, annkaf.blogspot.com, maddinka.com, plaamkaa.blogspot.com, makelifeeasier.pl, cajmel.blogspot.com, evelinefashiondiary.com, jemerced.com, anna-ruciaprada.blogspot.com

środa, 23 maja 2012

Z ostatniej chwili....

godzina 18:56 
Jak donosi nasz korespondent Mariusz Maks Golonko, w świecie polskich szatniarek doszło dzisiaj do strasznego wydarzenia. Znana kontrowersyjna szatniarka F. (nazwiska nie możemy wyjawić ze względu na dobro śledztwa) została pomówiona o wyłudzenie. Odgraża się, że na swoim blogu opublikuje szczegóły dotyczące tej sprawy. Z tego co udało nam się dowiedzieć od anonimowych informatorów - pani F. otrzymała od firmy XXX dwie walizki oraz kilka par butów, ale nie otrzymała jakiejś tajemniczej paczki. Dwumiesięczne oczekiwanie na kuriera poskutkowało tym, że pani F. zdecydowała się na załatwianie tej jakże poważnej sprawy poprzez komentarze na znanym portalu społecznościowym. Zarówno pani F. jak i firmie XXX gratulujemy profesjonalizmu i z niecierpliwością czekamy na kolejne informacje dotyczące tego wydarzenia. 
Będziemy informować Państwa na bieżąco, śledźcie naszego bloga, już niebawem kolejne informacje!

godz 19:01
Fani pani F. atakują firmę XXX niepochlebnymi komentarzami, rozpoczęła się naprawdę zagorzała dyskusja. Przed przeczytaniem polecamy nabyć popcorn. Niestety wciąż nie ma oficjalnego stanowiska pani F. w tej sprawie. Szczegóły TUTAJ

godz 19:09
W blogerskim światku wrze. W obronie pani F. stanęło już kilkoro znajomych blogerów. Fani swoje niezadowolenie wyrażają tak głośno, że być może skończy się to wyjściem na ulice polskich miast i protestem przeciwko oszustwom w internecie. Póki co obie strony sporu milczą. Czekamy na oficjalną wypowiedź pani F. oraz firmy XXX. Jak donoszą anonimowi informatorzy, możliwe że  firma XXX stanowisko w tej sprawie obejmie dopiero jutro rano. Natomiast co do pani F. informacje są podzielone - być może zaskoczy nas czymś jeszcze dzisiaj! Zostańcie z nami!

godz 19:10
Oddział z Archiwum X przypomina, że pani F. już niegdyś brała udział w równie emocjonującej aferze. Przytoczymy tutaj wypowiedź dobrego kolegi pani F., który o sprawie rozpisywał się dość dokładnie. Wszystko możecie przeczytać TUTAJ. Wspólne zakupy i wycieczki po Europie zacieśniają więzy między blogerami, wiemy więc, że pani F. w niedoli na pewno nie zostanie sama. Jak to się skończy dla firmy XXX?

godz 19:41
Z komentarzy fanów możemy wywnioskować, że w dzisiejszych czasach poważne sprawy marketingowe blogerki i współpracujące z nimi firmy załatwiają na dwa sposoby - albo mailowo, albo poprzez portale społecznościowe. Nikt już nie używa telefonów komórkowych. 
Firma XXX milczy. Pani F. także, zapewne odsypia wojaże peżotem po świecie.

godz 19:47
Jest już oficjalne stanowisko pani F.! Na blogu pojawiła się informacja odnośnie całej sytuacji, podsumowana zaledwie jednym zdaniem i smutną minką. Nie tego oczekiwaliśmy, aczkolwiek mamy nadzieję, że dowiemy się czegoś więcej. Czy pani F. rzeczywiście nie wywiązała się z umowy z firmą XXX? A może te tajemnicze ustalenia i równie tajemnicza paczka, która nie dotarła do pani F., to jakieś pomówienia? Kto ma rację i co z tego wyniknie? Czy pani F. będzie miała proces sądowy i problemy z urzędem skarbowym? Już niebawem, tylko u nas, śledź na bieżąco! 

godz 20:06
Kontrowersje rosną. Fanki pani F. ostro bronią swojej modowej guru. Jakakolwiek krytyka zachowania pani F. jest piętnowana i określana jako zazdrość i zawiść. Jak dowiedział się nasz korespondent - pani F. oraz firma XXX mają umowę barterową, zatem zastraszenia dotyczące zgłoszenia sprawy do urzędu skarbowego są słowami rzuconymi na wiatr. Wynik tego starcia to póki co 2:0 dla pani F. Emocje sięgają zenitu, zostańcie z nami!

godz 20:12
Nasza dziennikarka, Ewa Zadra, przeprowadziła wywiad ze znajomymi i fanami pani F. Z relacji tych osób wynika, że wrzucanie print screenów maili oraz prowokacja na portalach internetowych to działania typowe dla pani F. Jak mówi jedna z fanek pani F. - "Gdy F**** wrzuca na swojego fejsa zdjęcie kolejnej wiadomości z mejla to od razu wiem, że będzie gruba afera. No ale co, no przecież no dobrze robi, przecież jak to wrzuci to wiadomo, że ta firma już nigdy do niej nie napisze i nie będzie cudować co nie?". Czy te działania i tym razem odniosą pożądany skutek? Tylko u nas relacja NA ŻYWO, zostańcie z nami.

godz 20:22
Opinia publiczna wrze od domniemań, kłótnie i przepychanki na portalach społecznościowych wciąż trwają, dodatkowo o sprawie informuje już coraz więcej stron internetowych. Jak ta sprawa się rozwinie? Wciąż nie wiemy jakiej tajemniczej przesyłki kurier nie dowiózł pani F. Wciąż nie znamy oficjalnego stanowiska firmy XXX. Co dalej z tym wszystkim? Czy kupowanie butów przez internet już nigdy nie będzie takie samo...?

godz 20:30
Poza znanymi blogerami, którzy wraz z panią F. przemierzali Europę wzdłuż i wrzesz, o sprawie jest już głośno nawet na serwisie wykop.pl. Dodatkowo nasz naczelny informatyk odnalazł tę oto stronę, jak więc widzimy pani F. zdobywa kolejne wirtualne punkty w tym sporze. Zostańcie z nami. 

godz 20:42
Jest już oficjalne stanowisko firmy XXX! Sprawa nabiera rumieńców, komu teraz wierzyć? Niektórzy uważają, że cała sytuacja jedynie nakręca popularność zarówno firmie XXX jak i pani F. A Wy jak uważacie? Podzielcie się swoimi myślami, zapraszamy do komentowania tego niesłychanego zdarzenia. 


godz 20:50
Przed chwilą pojawiła się jakże dowcipna riposta pani F. Tylko u nas i tylko na naszym blogu możecie podziwiać górnolotny kunszt myślowy i talent graficzny w postaci obrazka komentującego całe zdarzenie.
Wojna "internetowa blogerka- sklep XXX" made on. 

znalezione na klik!
Czy dojdzie do proponowanych rozmów przy okrągłym stole? Czy dowiemy się co zawierała tajemnicza paczka? Zostańcie z nami, nasi korespondenci pertraktują właśnie z firmami kurierskimi, może już niebawem zagadka zostanie rozwiązana.

godz 21:30
Docierają do nas kolejne wieści o tej aferze. Rozwinęła się ona do tego stopnia, że rozpoczęto społeczne dyskusje, czy bycie blogerem/blogerką to praca czy też nie. W naszej redakcji zgodnie uznaliśmy, że tym pytaniem powinni zająć się studenci wyższych uczelni - wszak zagadnienie wręcz idealne na pracę doktorską. Niektórzy doszukują się w aferze "trzeciej prawdy". Czy kiedykolwiek dowiemy się jak było i kto w tym sporze ma rację? 

godz 21:39
Strona firmy XXX zniknęła w czeluściach internetu. Czy to przyznanie się do winy? Czy próba złagodzenia sytuacji? Internauci na pewno szybko o tym nie zapomną.

godz 21:46
Jeśli nie mieliście na tyle szczęścia aby śledzić całą sprawę na bieżąco, oto zdjęcie będące w posiadaniu tylko i jedynie naszej redakcji, jest to unikatowy print screen wymiany zdań pani F. oraz firmy XXX. Tylko i wyłącznie na naszym blogu, tylko tutaj możesz to zobaczyć! Strona firmy XXX została skasowana bądź zablokowana, jak dobrze że są Niemodne Polki i ich anonimowi informatorzy. Z nami nie przegapisz ŻADNEJ afery ze świata blogerek, a zwłaszcza szatniarek.

Tymczasem chwilowo żegnamy się z Wami i zapraszamy jutro.
Dzisiejsza relacja dobiegła końca, nie przewidujemy już znaczących zwrotów akcji. Śledźcie naszego bloga, już za jakiś czas obszerny artykuł o aferach i konfliktach w świecie szatniarek.

Z poważaniem,
Niemodne Polki xoxoxoxoxox


ATENCJONE! UWAGA! EDIT!

godz 22:19
Redakcja Niemodnych Polek jednak wciąż czuwa, nasz anonimowy korespondent podsunął kolejnego newsa i śpieszymy aby o tym poinformować. Afera nabiera barw. Pani F. w pierwszych komentarzach zarzekała się, że walizki, które dostała nie pochodzą od firmy XXX, ale od ich konkurencji. Otóż okazuje się, że jednak w tej kwestii firma XXX miała rację, co udowodnione jest o tutaj. Nasuwa się więc pytanie - czy blogerki naprawdę kradno walizki? Jedno jest pewne - pani F. i jej wyznania stały się  w tym momencie mniej wiarygodne. 

NAJŚWIEŻSZA INFORMACJA, TYLKO U NAS!

24 maja, godz 13:00
Jest już oficjalne stanowisko firmy XXX! Niestety nie wynika z niego nic konkretnego jeśli chodzi o interesującą nas kwestię. Krótka, mało rzeczowa odpowiedź mydląca oczy czytelnikom. Natomiast sprawa dwóch walizek wciąż nierozwiązana, tak samo jak sprawa tajemniczej przesyłki. Czy kiedykolwiek poznamy prawdę?

NAJNAJNAJNAJNAJŚWIEŻSZA INFORMACJA, TYLKO U NAS!

26 maja, godz 22:00
Jak donosi nasz anonimowy informator, wojna między panią F. a firmą XXX rozpętana została celowo! Otóż ze względu na mniejszą popularność bloga pani F., postanowiła ona zrobić coś, aby było o niej głośno. Pomógł jej w tym Kominek, wierny kompan europejskich podróży. Ponieważ obtarły go buty z firmy XXX, zaproponował aby pani F. rozdmuchała konflikt z nimi. Plan się udał, gdyż o pani F. jest ostatnio bardzo głośno w internetowym świecie. Wciąż nie wiemy jednak co było w tajemniczej paczce. Pertraktacje z firmami kurierskimi trwają. Zostańcie z nami!

Ślepe podążanie za trendami - niewolnice mody sieciówkowej

Jeśli na blogach zaczyna pojawiać się jeden motyw przewodni... wiedz, że coś się dzieje.
Jeśli blogerki jedna przez drugą prześcigają się w wymyślaniu kolejnych stylizacji i nagle wszystkie mają ten sam ulubiony kolor... wiedz, że coś się dzieje.
Jeśli w sieciówkach nagle przeważają ULUBIONE odcienie wszystkich blogerek... to wiedz, że na pewno COŚ SIĘ DZIEJE !

Nikogo nie dziwi już fakt, że u większości dziewczyn prowadzących blogi modowe, ulubiony kolor zmienia się jak w kalejdoskopie. Jesienią z pewnością były to brązy i złoto, zimą do łask wróciły odcienie metaliczne oraz ULUBIONA, klasyczna czerń. Wiosną należałoby nieco odświeżyć garderobę wobec tego, podążając za najnowszymi trendami, na blogach mamy aktualnie wysyp całego przekroju letniego jadłospisu. I tak ulubionymi barwami naszych milusińskich tej wiosny są mięta, limonka, pistacja, malina, cytryna oraz poziomka. W zależności od upodobań są to kolory nasycone (te już niestety pasee, dla tych, które nie nadążają za prawdziwymi znawczyniami mody) lub też rozbielone PASTELE. Oto coś czego w tym sezonie nie może zabraknąć w szafie żadnej szanującej się feszynistki.

Przeglądając naszą polską blogosferę zdarzyło mi się natrafić na specjalne poradniki, opisujące co jest HOT, a czego powinniśmy pozbyć się ze swoich szaf w trybie natychmiastowym, ze spuszczoną nisko głową i płonącymi ze wstydu policzkami.


Zdjęcia wykorzystane w powyższym obrazku zostały pobrane ze strony http://www.zara.com/

Jeżeli jesteś dziewczęciem o brzoskwiniowej cerze i typie urody, która w otoczeniu bladych, delikatnych kolorów nie przypomina topielicy, a dodatkowo Twoje BMI nie przekracza 17 pkt, możesz odetchnąć z ulgą. Co jednak, jeśli odbiegasz nieco od wcześniejszego opisu? Cóż... przeczytałam ostatnio na (podobno) najpoczytniejszym polskim blogu, że absolutnie nie wolno Ci ubrać w tym sezonie granatowej marynarki, czy też ciemnych spodni. Co zatem robić? Masz dwie opcje:

- Żyjesz zgodnie z trendami, na siłę starając się być za pan brat z modą kreowaną przez sieciówki. Mini spódniczki (koniecznie z asymetrycznym tyłem) podciągnięte na nieistniejącą talię może nie wyglądają na Tobie najlepiej ale czego nie robi się dla mody!

- Pozostajesz przy swoim stylu, wybierając kolory i fasony dopasowane do Ciebie i Twojej sylwetki, z pokorą spuszczając głowę na ulicy, starając się nie zauważać pogardliwych spojrzeń i karcącego kręcenia główkami przez rzesze samozwańczych trendsetterek.

Wybór należy do Ciebie!

Krysia Feszynistka

wtorek, 22 maja 2012

Caution decision ahead. Use your brain carefully.

all rights reserved


Jeśli jesteś szafiarką istnieje prawdopodobieństwo, że Twój mózg tyka. Ale nie po prostu tyka. Tyka niczym zegarek Michaela Korsa.

Być może po Twoich zwojach mózgowych leje się bita śmietana wraz z latte made by Starbaks.
Kora ruchowa używa jedynych słusznych szpilek.
A rdzeń kręgowy prowadzi wprost do Zary.



Mój trendy mózg nie zdążył mi się jeszcze znudzić i nie mogę się doczekać, aż założę go do opalonej skóry.

poniedziałek, 21 maja 2012

Czym się różni blogerka od manekina z Zary?

źródło - www.kwejk.pl
Witam Panie.

Spójrzcie na wystawę w Zarze, a teraz na mnie... jeszcze raz na wystawę i na mnie. Szkoda, że manekin z wystawy nie jest mną, ale gdyby niewielkie szczegóły to mógłby wyglądać tak jak ja. 

Popatrz na dół i na górę, na mój oryginalny outfit, właśnie jesteś na blogu super feszyn szatniarki, która wygląda prawie jak manekin z Zary mógłby. Spójrz na mnie, bo mam torebkę z Romwe, czyli to co najbardziej kochasz. Spójrz jeszcze raz, torebka zmienia się w buty DeeZee. Wszystko jest możliwe, gdy Twoją główną inspiracją są manekiny i lookbooki znanych sieciówek.
Siedzę w Zarze.  


Taki właśnie wstęp powinno mieć jakieś 80% polskich blogów modowych. Niestety kreatywność i oryginalność to pojęcia nieznane naszym szatniarkom. Według nich najbardziej feszyn i trędi jest to, co właśnie pojawiło się w najnowszej kolekcji najbardziej znanych sieciówek. W dodatku aby się nie przemęczać, żywcem potrafią skopiować stylizacje ze sklepowych manekinów albo lookbooka, no może zmieniając jakieś szczegóły.

Przeglądając blogi natykamy się wciąż i wciąż na te same marki. Nie wiem jak bardzo jest to powiązane z reklamą tych firm, a jaką rolę odgrywa tu po prostu zwykłe lenistwo blogerek. W każdym razie po ałtfitach prezentowanych na popularnych (i zarabiających na siebie) blogach wyraźnie widać, że szperanie po sklepach i zabawa modą to dla wielu blogerek zbyt wielkie wyzwanie. W końcu w wielkim centrum handlowym, gdzie są setki sklepów, ciężko jest upolować coś, co jest warte uwagi. Dlatego też szczupłe nóżki szatniarek zazwyczaj kierują swe kroki wprost do najpopularniejszych i najbardziej obleganych sklepów.

Rzut okiem na manekina i w ciągu pięciu, maksymalnie dziesięciu minut, feszyn ałtfit skompletowany. Chyba, że w swoim jakże zapracowanym życiu, blogerka znajdzie chwilę aby w zaciszu domowym, na laptopie Lenowo przejrzeć strony internetowe najpopularniejszych firm - wtedy cały proces jest o wiele łatwiejszy, nie traci przecież cennego czasu na przeglądanie ubrań na wieszakach, tylko od razu kieruje się po odpowiedni rozmiar. Teraz pozostaje jej już tylko przymierzyć (a w przymierzalni zrobić kilka sweet foteczek w Istagramie) i ruszyć do kasy. I tutaj dochodzimy do punktu, w którym dość istotne okazuje się posiadanie "znajomości" wśród pracowników sklepów, np. kasjerów. Rabacik na kolejne mientowe rureczki gwarantowany!
A w zaciszu domowym blogerka odpala stronę Romwe albo innego Asosa, wybiera dodatki reklamowane na pierwszej stronie jako "new hot stuff" i wszystko gotowe. Ewentualnie wypatruje przez okno listonosza z kolejną paczką niebotycznie wysokich (i zazwyczaj za dużych) butów albo innymi gratisami od współpracujących z nią firm.
Po wstawieniu notki może się opalać w blasku swojej zayebistości i dowartościowywać miłymi komentarzami od niezłomnych fanek.

Nic trudnego, prawda?

A ja tymczasem przeglądam te wszystkie jakże kreatywne i odkrywcze blogi, w tle mam włączone strony internetowe znanych firm i myślę: „Znajdź 10 różnic, dasz radę, na pewno się uda”.... Czyżby?
Spójrzmy na poniższe zestawienia zdjęć z lookbooków różnych marek.
Czy ktoś widzi różnicę miedzy nimi, a tym co serwują nam na swoich blogach polskie szatniarki?
Ja nie widzę. I wcale nie uważam, że to wina wady wzroku.

Zdjęcia pochodzą ze strony zara.pl
Zdjęcia pochodzą ze strony asos.com
Zdjęcia pochodzą ze strony romwe.com


Niestety jeśli chodzi o sklepowe manekiny - zdjęć nie posiadam, a z aparatem do galerii handlowej się nie zapuszczam. Ze względu na dobro swoje (oraz polskich szatniarek, of kors), nie przedstawię też konkretnych stylizacji z żadnego bloga. Podejrzewam, że mogłoby to się skończyć zaspamowaniem mojej skrzynki pocztowej fragmentami z kodeksu karnego i cywilnego. Wiem jednak, że przy niewielkim nakładzie czasu każda z czytelniczek Niemodnych Polek jest w stanie sprawdzić ile prawdy jest w moim tekście ;-)

I na koniec konkurs:
Pokaż mi szatniarkę w butach Aldo albo Kazar, w spodniach z najnowszej kolekcji Levisa, w t-shircie Religion albo żakiecie z Orsay'a to postawię Ci Martini!

BluntGirl   




niedziela, 20 maja 2012

Modna reklamówka

Czego nie robi się dla mody z głupoty? Ja się już dowiedziałam, chociaż pewnie niejedno mnie jeszcze zaskoczy, ale do rzeczy.

Robiąc przegląd prasowo-blogowy (zaczynając od Pudla, a kończąc na wuppertalskim blogu) dowiedziałam się (o, dzięki Ci, Boże, bo bym chodziła jak ten nieboraczek), że w tym sezonie (a może i kilka wstecz?) nie nosi się torebek. O nie, nie, moje drogie, torebka (o ile to nie LV Speedy 30) jest fopa i to w pełnym tego słowa znaczeniu.
Teraz nosi się... reklamówki. Oczywiście nie zwykłe, te z biedronki nosi pospólstwo, szlachta nosi reklamóweczki Missoni, Jil Sander itepe, itede. I to nie w zwykłym, miejskim secie, ale na wielkie wyjścia typu Fashion Week. Już sama nazwa wskazuje, że powinno być feszyn, tak więc idąc tym tropem: zamiast torebki - reklamówka, zamiast butów - plastikowe butelki, a o resztę pytajcie znawczynie. Ale wróćmy do tego absurdalnego tematu.


Torebunia - reklamówka musi być obowiązkowo neonowa, pastelowa albo miętowa.
Szczytem marzeń jest, aby była pomarańczowo - przezroczysta z widoczną zawartością. Ale może o to w tym chodzi? Przecież w zwykłej taszce nie widać portfeliku z RI, kosmetyczki z zawartością, za którą można wykupić pobyt w spa dla pięciu osób na cały tydzień i innych tego typu rzeczy, zwykłym śmiertelnikom niedostępnych ze względu na cenę. Może to kolejny pomysł szatniarek na chwalenie się zawartością albo umowa z firmą kosmetyczną - w ten sposób zareklamujemy wasze produkty na salonach? A może to jeden z tych trędów, głupich i bez sensu, ale skoro tręd, to trzeba być trędi i reklamówę mieć!
Ja bynajmniej trędi nie jestem i być nie zamierzam, Speedy 30 też nie mam, więc o feszyn w moim wypadku nie ma mowy.


Nie wiem - i chyba się nie dowiem - w jakim celu nosi się siatkę na zakupy zamiast normalnej torebki, nie mniej jednak zafascynowało mnie to i jeśli ktoś będzie miał na zbyciu (za rozsądną cenę, wahającą się w granicach 20 groszy, a nie kilkudziesięciu złotych) modną i ekologiczną siatę, niech da znać. Mój młodszy brat będzie miał w czym nosić buty na zmianę. Niech i on ma coś od życia.


Pozdrawiam, A.




Zdjęcia pochodzą ze stron: snobka.pl oraz figa.pl  :)

sobota, 19 maja 2012

Niemodna Polka

Niemodna Polka? A kto to w ogóle jest?

Pewnie jest gruba. Brzydka. Pryszczata. Ma krzywe zęby. Koślawe nogi.
Całe dnie spędza przed komputerem. No-life na całego.
Kolejne paczki chipsów zapija hektolitrami Blowa i zagryza czekoladą, narzekając cały czas na swój metabolizm.
Nie spotyka się ze znajomymi. Po prostu ich nie ma.
O braku faceta chyba nie trzeba wspominać?

Codziennie odpala swojego laptopa tylko po to, by przeglądać blogi szafiarek i im zazdrościć. 
Nigdy nie będzie taka jak one.
Muffinki? Ona wcina drożdżówkę z kruszonką.
Najtańsze cappuccino z saszetki wypija ze zwykłej szklanki, bo jej kubek ze Starbucksa (w którym była dwa lata temu) to największa świętość, z którą przechadza się w niedzielne popołudnia po rynku miasteczka oddalonego o ponad 100 km od najbliższego punktu tej sieci. 
Na obiad nie uda się do kolejnej restauracji. Sama przygotuje makaron. Pewnie znów wyjdzie rozgotowany. 
Na ryby w SPA zareagowałaby śmiechem. 
Fuertaventura? "Ace Ventura ma brata? Też jest detektywem?"

Ma prawo jazdy (zdała za piątym razem), o samochodzie może jednak zapomnieć.
W chłodne wieczory, patrząc w ogień kominka, pogrąża się w marzeniach o Peugeocie... choć jednocześnie w głębi duszy wie, że pozostaje jej tylko PKP, PKS i MPK.

Musi zadowolić się wylewaniem jadu w Internecie.
Ona w trzynastu wcieleniach wielbicielek Tesco.