poniedziałek, 21 maja 2012

Czym się różni blogerka od manekina z Zary?

źródło - www.kwejk.pl
Witam Panie.

Spójrzcie na wystawę w Zarze, a teraz na mnie... jeszcze raz na wystawę i na mnie. Szkoda, że manekin z wystawy nie jest mną, ale gdyby niewielkie szczegóły to mógłby wyglądać tak jak ja. 

Popatrz na dół i na górę, na mój oryginalny outfit, właśnie jesteś na blogu super feszyn szatniarki, która wygląda prawie jak manekin z Zary mógłby. Spójrz na mnie, bo mam torebkę z Romwe, czyli to co najbardziej kochasz. Spójrz jeszcze raz, torebka zmienia się w buty DeeZee. Wszystko jest możliwe, gdy Twoją główną inspiracją są manekiny i lookbooki znanych sieciówek.
Siedzę w Zarze.  


Taki właśnie wstęp powinno mieć jakieś 80% polskich blogów modowych. Niestety kreatywność i oryginalność to pojęcia nieznane naszym szatniarkom. Według nich najbardziej feszyn i trędi jest to, co właśnie pojawiło się w najnowszej kolekcji najbardziej znanych sieciówek. W dodatku aby się nie przemęczać, żywcem potrafią skopiować stylizacje ze sklepowych manekinów albo lookbooka, no może zmieniając jakieś szczegóły.

Przeglądając blogi natykamy się wciąż i wciąż na te same marki. Nie wiem jak bardzo jest to powiązane z reklamą tych firm, a jaką rolę odgrywa tu po prostu zwykłe lenistwo blogerek. W każdym razie po ałtfitach prezentowanych na popularnych (i zarabiających na siebie) blogach wyraźnie widać, że szperanie po sklepach i zabawa modą to dla wielu blogerek zbyt wielkie wyzwanie. W końcu w wielkim centrum handlowym, gdzie są setki sklepów, ciężko jest upolować coś, co jest warte uwagi. Dlatego też szczupłe nóżki szatniarek zazwyczaj kierują swe kroki wprost do najpopularniejszych i najbardziej obleganych sklepów.

Rzut okiem na manekina i w ciągu pięciu, maksymalnie dziesięciu minut, feszyn ałtfit skompletowany. Chyba, że w swoim jakże zapracowanym życiu, blogerka znajdzie chwilę aby w zaciszu domowym, na laptopie Lenowo przejrzeć strony internetowe najpopularniejszych firm - wtedy cały proces jest o wiele łatwiejszy, nie traci przecież cennego czasu na przeglądanie ubrań na wieszakach, tylko od razu kieruje się po odpowiedni rozmiar. Teraz pozostaje jej już tylko przymierzyć (a w przymierzalni zrobić kilka sweet foteczek w Istagramie) i ruszyć do kasy. I tutaj dochodzimy do punktu, w którym dość istotne okazuje się posiadanie "znajomości" wśród pracowników sklepów, np. kasjerów. Rabacik na kolejne mientowe rureczki gwarantowany!
A w zaciszu domowym blogerka odpala stronę Romwe albo innego Asosa, wybiera dodatki reklamowane na pierwszej stronie jako "new hot stuff" i wszystko gotowe. Ewentualnie wypatruje przez okno listonosza z kolejną paczką niebotycznie wysokich (i zazwyczaj za dużych) butów albo innymi gratisami od współpracujących z nią firm.
Po wstawieniu notki może się opalać w blasku swojej zayebistości i dowartościowywać miłymi komentarzami od niezłomnych fanek.

Nic trudnego, prawda?

A ja tymczasem przeglądam te wszystkie jakże kreatywne i odkrywcze blogi, w tle mam włączone strony internetowe znanych firm i myślę: „Znajdź 10 różnic, dasz radę, na pewno się uda”.... Czyżby?
Spójrzmy na poniższe zestawienia zdjęć z lookbooków różnych marek.
Czy ktoś widzi różnicę miedzy nimi, a tym co serwują nam na swoich blogach polskie szatniarki?
Ja nie widzę. I wcale nie uważam, że to wina wady wzroku.

Zdjęcia pochodzą ze strony zara.pl
Zdjęcia pochodzą ze strony asos.com
Zdjęcia pochodzą ze strony romwe.com


Niestety jeśli chodzi o sklepowe manekiny - zdjęć nie posiadam, a z aparatem do galerii handlowej się nie zapuszczam. Ze względu na dobro swoje (oraz polskich szatniarek, of kors), nie przedstawię też konkretnych stylizacji z żadnego bloga. Podejrzewam, że mogłoby to się skończyć zaspamowaniem mojej skrzynki pocztowej fragmentami z kodeksu karnego i cywilnego. Wiem jednak, że przy niewielkim nakładzie czasu każda z czytelniczek Niemodnych Polek jest w stanie sprawdzić ile prawdy jest w moim tekście ;-)

I na koniec konkurs:
Pokaż mi szatniarkę w butach Aldo albo Kazar, w spodniach z najnowszej kolekcji Levisa, w t-shircie Religion albo żakiecie z Orsay'a to postawię Ci Martini!

BluntGirl   




79 komentarzy:

  1. Uwielbiam ten wstęp!:D jest fenomenalny! niestety wszystko co napisałaś jest prawdą, a oryginalne szatniarki mające pomysł na siebie można na palcach zliczyć.. a jak już je policzymy to się okazuje ze ponad połowa to nie Polki! :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Zastanawiam się, czy ktoś jeszcze w ogóle widuje na blogach (mniej lub bardziej sławnych) takie marki jak Orsay, Reserved, Top Secret, Camaieu itp? (wzięłam pierwsze z brzegu sklepy z mojej lokalnej galeryji, w której Zary i pokrewnych nie ma i pewnie nie będzie). Czy to już są sklepy nie prowadzącego blogów modowych pospólstwa? do którego zresztą sama się zaliczam, bo lubię tam czasem coś kupić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reserved jest przecież IN, nie znasz się! Szarliz chodzi w Reserved <3

      Usuń
    2. No, ba! Nawet Jemerced (przypominam - "najbardziej luksusowy polski blog modowy") współpracuje z Reserved. :D

      Usuń
    3. Camaieu ba specyficzny styl nie podąza za trendami jak ktos lubi taki styl to sie moze tam ubierac ja tam nigdy dal siebi nie nic nie znlalazłam
      Top Secret- kopie brytyjskich marek lepiej kupic orginał
      Orsay - wiekszosci kiepskie rzeczy'
      Reserved -mają całkiem sporo fajnych rzeczy a jaksoc lepsza od H&M przy takich samych cenach wiec nie rozumiem czemu nie jest popularny

      Usuń
  3. Wydaję mi się, że niska popularność Orsay, Reserved, Camaieu czy Top Secret wynika głównie z tego, że te marki mają naprawdę niewiele do zaoferowania osobom, które chcą się w jakikolwiek sposób wyróżnić na ulicy. Owszem, mają masę ciuchów dobrych, poprawnych, idealnych np. do pracy, ale nie przypominam sobie kiedy ostatnio jakaś rzecz przykuła moją uwagę w innej sytuacji niż zakup jakiegoś basica. Jedynie do Orsaya chadzam regularnie i czasem uda mi się coś wybrać, choć ogólny charakter asortymentu raczej nie jest w moim stylu :)
    Co do "żywych wieszaków" - zgadzam się, ale widać to głównie na zagranicznych blogach. Polskie dziewczyny radzą sobie kupując w lumpeksach i to im zdecydowanie wychodzi na dobre :] Choć z drugiej strony - w modzie większość rzeczy już była i tak na dobrą sprawę do każdego można doczepić się, że kogoś/coś kopiuje. A nie chciałabym, żeby doszło do sytuacji, w której bycie "oryginalnym" polegałoby na wciśnięciu guzika "random" przy porannym ubieraniu się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wydaję mi się, że niska popularność Orsay, Reserved, Camaieu czy Top Secret wynika głównie z tego, że te marki mają naprawdę niewiele do zaoferowania osobom, które chcą się w jakikolwiek sposób wyróżnić na ulicy" - tak, ZARA TO GWARANTUJE. PEŁNĄ ORYGINALNOŚĆ.

      Usuń
    2. Ale blogerki też się w żaden sposób nie wyróżniają, bo kupują te same/podobne ubrania w tych samych sklepach. Mam tu na myśli przede wszystkim te najbardziej popularne blogerki, nie jakieś nikomu nieznane ;-) Najprostszy przykład - sandałki na obcasie z Zary, które lansowane są na blogach aż do porzygu.

      "Wieszaki" widać na polskich blogach i o takich blogach jest ta notatka. Oczywiście nie na wszystkich polskich, ale jednak na większości. Zagraniczne nie były analizowane.

      Usuń
    3. Poza tym jest masa sklepów, które proponują coś fajnego.
      Buty można mieć z Aldo, są jak najbardziej na czasie. Torebka od Słonia Torbalskiego też może wyglądać feszyn. Fajne koszule są nie tylko w Zarze. Jak się chce pokazywać przed ludźmi to pasowałoby zajrzeć w CH do większej ilości sklepów niż 5 najbardziej popularnych.

      Usuń
    4. interesujący wywód, łatwo zatem wywnioskować że jak kupię bluzkę w Orsayu to ja się będę wyróżniać a nie 10 osób z koszulą z Zary :D

      Usuń
    5. Luiza - Czytaj ze zrozumieniem, nie wspomniałam ani słowem na temat Zary, mam do niej stosunek mocno obojętny i nigdy nie zrozumiem sensu wydawania tam milionów monet na ciuchy, które w lumpie można dostać za 2zł + koszt jednorazówki :]

      BluntGirl - Blogów modowych w ostatnim czasie powstała MASA - siłą rzeczy będą się powielać, dlatego tak trudno znaleźć coś oryginalnego. Można powiedzieć, że rośnie już kolejne "pokolenie" blogerek inspirujących się stylem pierwszych dziewczyn-szafiarek, powielając tym samym pewne schematy. I zamiast zrobić coś własnego - naiwnie kopiują style tych "kultowych".
      I oczywiście - jak się chce to można znaleźć masę świetnych, mniej lub bardziej niszowych firm, będących alternatywą dla sieciówek. Problem polega na tym, że niewielu się chce :]

      Fat Jealous Cat - dokładnie :)

      Usuń
  4. Ominęłaś jedną rzecz - one tych ciuchów nawet nie kupują, one je dostają od np Romwe w zamian to, że się sfotografują tak, żeby fajnie szmatka wyglądała i podlinkują sklep. Pokażą to raz drugi, a potem na allegro od razu.
    Więc jest jeszcze gorzej - one nawet tego same nie wybierają :D

    ps Orsay niestety jest po prostu tandetny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dostawaniu ciuchów od sponsorów tez zapewne pojawi się w odpowiednim czasie notka na naszym blogu :)
      Orsay niektóre rzeczy ma całkiem fajne i w rozsądnych cenach, można z nich coś wyczarować jak się chce :)

      Usuń
    2. Małe sprostowanie - rzeczy, które szatNiarki dostają od sponsorów są przez nie wybrane ;]

      Usuń
  5. "...to postawię Ci Martini!"
    Proponowanie ludziom alkoholu jest bardzo nie na miejscu, zwłaszcza w dobie kryzysu! Kto w dzisiejszych czasach poleci na 'procenty'?
    Sugerowałbym zmianę Martini na haftowaną chustkę, tym bardziej że masz tyle pięknych w szafie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moje chustki som tylko moje! nikomu nie oddam! :D

      Usuń
    2. Myslalam, ze to cukier jest towarem luksusowym a tu paczajcie wodka.... Jak juz byc pijakiem to luksusowym :D

      Usuń
  6. Bardzo dobry tekst. Dziekuje za niego :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Po pierwsze: świetny tekst. Po drugie: wchodzę na modnepolki, klikam na "nowe" i na pierwszej stronie ta sama aztecka spódnica z Bershki. Tak samo banalnie zaprezentowana. Co do manekinów masz rację, sporo osób ubiera się tu i tu, bo to kul, bo fajnie jest napisać "spodnie-zara". Co z tego, że akurat ta firma dziaduje jeśli chodzi o jakość produktów, a ceny wywala kosmiczne.

    Jednak muszę przyznać, że sama często ubieram się w sieciówkach. Chociaż nie odebrało mi rozumu żeby za tshirt z nadrukiem zespołu (zwykły, bawełniany) płacić 60 czy 70zł skoro mogę sobie taki sam zamówić na jakieś stronie internetowej albo najprościej na allegro, za cenę jednak mniejszą. A za resztę zawsze mogę kupić sobie dobrego, słodkiego lizaka.

    OdpowiedzUsuń
  8. Posiadam buty z Kazara, Aldo i Prima Mody, torebki Kazara i Venezii, uwielbiam swetry z Orsaya, rozpływam się nad ciuchami Hollistera i nie znoszę Zary, nigdy nic tam dla siebie chyba nie znalazłam... ale nadal kupuję w sieciówkach. Trudno nie kupować w sieciówkach, skoro są na każdym kroku i najłatwiej właśnie tam znaleźć coś w miarę estetycznego. Jednak we wszystkim moim zdaniem powinno się stosować zasadę: umiar ponad wszystko. Można z mody korzystać i od czasu do czasu się nią kierować, ale nie można być chorągiewką na wietrze, zmieniającą się w każdym sezonie pod aktualne trendy.
    Tak, denerwuje mnie niesamowicie te wieszaki Zary na każdym kroku i nawet to na którymś blogu napisałam... ale nie zostało to przyjaźnie przyjęte, jak się łatwo domyślić.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zarę kupuję tylko w second handzie, bo wyższej ceny nie warta:D I wkurzają mnie sandałki z Zary (wiecie które) na każdym blogu ...heh
    Świetny wpis, normalnie dodam do obserwowanych:)

    OdpowiedzUsuń
  10. To może to racja, że 80 % blogów to kopie manekinów Zary, może.. Nie uważam natomiast, żeby mój blog taki był. Nie mam w swoje szafie ani jednej rzeczy z Zary, wybieram tańsze marki, na które mnie stać. Bardzo lubię zakupy w second handach i spora część mojej szafy pochodzi właśnie stamtąd. Rzeczą, która teraz totalnie działa mi na nerwy jest aztecka spódnica z Bershki, widać, ją na 99,99 % blogów. :| Liczy się styl, a przede wszystkim oryginalność.

    Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzruszyła nas twoja historia :*

      Usuń
    2. Gdzie sie podział kolega od chusteczek ja się pytam??

      Usuń
    3. A ja uważam, że dziewczyna ma fajny styl - nie żadna kopia. Ciekawe stylizacje.

      Usuń
  11. BluntGirl, właśnie wygrałam Martini w Twoim giwełejuuu :D

    http://violinstyle.blogspot.com/2012/04/tangerine-tango-tunic-dress-with-aldo.html

    OdpowiedzUsuń
  12. po przeczytaniu wszystkich trzech postów po prostu muszę dodać ten blog do obserwowanych :D
    w przypływie szczerości wyznaję, że sama mam kilka ciuchów z Zary, ale ich jakość jest na tyle 'wysoka', że aż boję się je prać :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Przemyślany, ciekawy tekst, który niestety przestawia nam smutną rzeczywistość polskiego "szafiarstwa". Szkoda tylko, że dziewczyny o jakich piszecie w notce stają się ikonami, autorytetami dla tych piętnastolatek, które będą długo odkładać pieniądze na te wymarzone buciki Meliski, tylko po to żeby później gdy już je kupią dowiedzieć się że ich czasy minęły, że są passee (pasee, passe jak to się kurde pisze?!). Szkoda, ze przeglądając allegro (jestem fanką zakupów internetowych żyjącą w przeświadczeniu, ze jest to sposób na oszczędzanie) kolejna sukienka zatytułowana "blog", "blogerska", "jak kasia tusk", nie wspominając tu już o romwe bije rekordy popularności. Ludzie jak w transie, licytują rzeczy błogosławionej charlize-mystery i innych "pereł" polskiej szafy, wyczekując na kolejną wyprzedaż szafy.
    Smutne wszystko to strasznie.Taka rewia mody na wysypisku śmieci. warszawa z resztą też już nie ta...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby był tu przycisk "lubię to" - kliknęłabym bez zastanowienia ;-)

      Usuń
  14. i przepraszam za wszystkie błędy stylistyczne, ale pisałam to wszystko pod wpływem impulsu nie czytając powtórnie swojego wywodu.
    Reasumując moje wypociny miałam na myśli, ze pokolenie "Warszaffkiki" zrobi wszystko by być jak..., zatracając w tym wszystkim chęć bycia sobą

    OdpowiedzUsuń
  15. Rewelacyjny wstęp! Lubię takie teksty - lekko, z dystansem, trochę ironicznie, a jakże prawdziwie :D

    OdpowiedzUsuń
  16. http://almaanies.blogspot.com/search?updated-max=2011-08-26T15:34:00%2B02:00&max-results=7&start=81&by-date=false

    http://blondehairgreyeyes.blogspot.com/2009/08/wanted.html

    http://blondehairgreyeyes.blogspot.com/2010/03/100dn.html

    http://wieszakitinkerbelli.blogspot.com/2009/12/ballet-dancer.html

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. almaanies.blogspot.com/ - Zara, asos, Zara, Mango, Fossil, Zara, Mango, Asos, Mango, Aldo, Zara, Asos, Asos.... :P

      Usuń
    2. no nie u almaanies to
      -zara
      -zara
      -h&m trend
      -zara
      i od niedawna michael kors

      Usuń
    3. I jeszcze wielebna miikax3, u której chyba zawsze jest to samo.

      Usuń
  17. Uśmiałam się czytając posty, powodzenia i wytrwałości :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Masz świetny styl pisania, ironiczno-żartobliwy.
    Mam wrażenie, że będzie ciekawie, choćbyś pisała o dupie-marynie, hehehe ;)
    O blogach szafiarskich się nie wypowiadam, bo ich nie czytam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prosze bardzo buty z Aldo na polskim blogu http://www.makelifeeasier.pl/moda/stroj-dnia-52/

      Usuń
  19. Odpowiedzi
    1. A moim zdaniem autor bloga powinien spróbować napisać coś mądrego i zabawnego bez plucia jadem... Bo łatwo się wybić na złośliwości i jechaniu po innych, trudniej bez tego...

      Usuń
    2. ten blog pisze 13 dziewczyn, a nie jedna xD

      Usuń
    3. Jesteśmy zbyt pełne jadu, by tego z siebie nie wylewać.

      Usuń
    4. Niemodna Polka - "Lubię to" ! :)))

      Justyna

      Usuń
  20. Mnie bardziej niż kopie manekinow wkurzają teksty "tą sukienkę kupiłam w Tajlandii, w Polsce NIE-DO-DOSTANIA, torebka VINTAGE moja pra pra babcia dostala ja od Fidela Castro, a naszyjnik jest by (jakas kolejna młoda projektantka)" I blogerki ktore kiedys wlasnie prezentowaly ciuchy tylko z sieciowek a teraz rozwazaja na swoich blogach, ze zastanawiaja sie teraz co kupuja i gdzie to bylo robione i wybieraja niszowe firmy... normalnie olśnienie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha nikomu nie dogodzisz ! Kupuje w sieciówkach źle, orginalne rzeczy vintage, niemarkowe- teź źle

      Usuń
  21. Kiedy nowy post, Dziewczyny? :) Czekam na kolejną dawkę śmiechu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według redakcyjnej rozpiski jeszcze dziś :-)

      Usuń
  22. mariamarysienka22 maja 2012 20:46

    dziewczyny, świetny blog :) ci, którzy twierdzą że to jad myślą bardzo dobrze - bo my, wszystkie dziewczyny internetu, jesteśmy brzydkie, grube, zakompleksione, mamy tłuste włosy i nie stać nas na darmową torebkę z Romwe, dlatego wszystkim szatniarkom zazdrościmy i wylewamy na nie hektolitry pomyj, bo same nie umiemy niczego stworzyć! o!
    :D

    OdpowiedzUsuń
  23. mariamarysienka22 maja 2012 20:57

    a, i jeszcze chciałabym osobiście błagać o notkę dot. używania angielskich określeń kiedy tylko się da, bo spódnica nie brzmi tak feszyn jak skirt :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa propozycja :D Mamy co prawda ustawione tematy na 1. turę, w której każda z nas coś pisze, także Twoją propozycją zajmę się w 2. cyklu, dzięki za podsunięcie pomysłu:-)

      Usuń
    2. mariamarysienka22 maja 2012 22:01

      hah, jak każda z Was będzie codziennie coś pisać, to nie mogę się doczekać, co z tego wyjdzie :) no i będę miała na każdy wieczór zapewnioną lepszą rozrywkę niż projektowanie ciuchów w azteckie wzory z wielkim logo ze skrzyżowanych CM bo skrzyżowane dwa C są już chyba passe, przynajmniej ja ich nie obserwuję u szatniarek :(

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. co jak co ale angielskie okreslenia brzmia lepiej odnosnie ubran i juz :P mietowy... kojarzy się od razu ze smakiem lodów, a mint raczej z garderobą. naduzywanie jest straszne, ale w uzywaniu angielszczyzny pomiędzy polszczyzną nie widzę złego

      Usuń
    5. To jak mówisz na miętowy? Mintowy?

      Brzmi, jak "chodź no Heniu, paczaj, cóż żem kupiła ja Ci - mintowe kolesony!!!"

      Usuń
    6. Modocenialnia jesteś WIELKA !

      Usuń
  24. laptop musi być z jabłkiem, nie jakie tam lenowo... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znasz sie. Z jabłkiem ma być telefon ! laptopa za rzadko widać na foteczkach :D

      Usuń
    2. Lepiej i to, i to. Przecież jabłko też musi być widoczne. A na ajfonach są hipsterskie ochronne pudełeczka.

      Usuń
  25. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  26. Zastanawiałaś się może czemu tak się dzieje ? Mieszkam w Polsce od niedawna i to co zaobserwowałam to naprawdę jest u nas jeszcze bardzo mało sklepów i mały wybór, ulice są szare, także te "dziewczyny" nie mają skąd brać inspiracji i szukają ich w popularnych sieciówkach.Nie każdy też lubi zakupy przez internet.Piszesz o butach z DeeZee - i dobrze,że jest DeeZee itd choć jakość ich pozostawia wiele do życzenia pokaż mi sieciówke w której dostaniesz wszystkie kolory szpilek.Ja mam to szczęście, że mogę sobie pozwolić na zakupy zagranicą bo niestety w Polsce ciężko mi znaleźć coś oryginalnego. Jestem pewna,że z czasem wszystko się zmieni,na naszym rynku pojawi się coraz to więcej marek i będzie większy wybór i będzie to widoczne na blogach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze na sieciówkach świat się nie kończy, ale mniejsza o to.

      Po drugie - czy Zara, albo inny H&M to sklepy z pięcioma rzeczami na krzyż? Nie. Jednak czasem odnoszę wrażenie, że może jednak tak... Część rzeczy staje się masthewami i widać je na wielu blogach. Jeszcze pół biedy, jak rzecz jest sama w sobie mocno wyróżniająca się, to wiadomo, że będzie się wtedy kojarzyć, że już się ją widziało - o ile to tylko jeden z elementów. Gorzej, jeśli co chwilę oglądamy podobne zestawienia ubrań z tego samego sklepu - nawet, jak modelka wygląda w danych ubraniach jak topielica, to co z tego ;-) To nie chodzi o to, żeby ubrać się po ciemku i być szalenie oryginalnym, tylko o to, żeby szukać tego, co jest dobre dla danej osoby.

      Ja np. nie lubię mocno krótkich sukienek bez żadnych ramiączek. Najbardziej lubię takie za kolano, rozkloszowane, z dekoltem V. Ciężko coś tego typu znaleźć w sieciówce - niby postęp jest, bo się zrobił nieco szał na sukienki takie:
      http://www.olive.pl/images/mini/fa2b997bc9f589d44156c2cf5fa96b6b.jpg
      ... jednak to wciąż nie jest to, na czym nie zależy (nie ta długość i zbyt mocno zabudowana góra). I co? I jakoś sobie radzę. Bo jak pisałam: na sieciówkach świat się nie kończy. Przez internet nie kupuję nic, a jakoś sobie radzę ;-)

      Po trzecie - zwykli ludzie z ulicy to jednak nie blogerzy zajmujący się modą ;-)

      Po czwarte - nie jesteś jedyną blogerką robiącą zakupy w zagranicznych sklepach. Niektóre nawet na ebayu szukają tego, czego nie mogą znaleźć np. na allegro. I czasem tego nie widać zbytnio ;-)

      Usuń
    2. Jako autorka powyższego tekstu nie mogę się nie wypowiedzieć ;)
      Modocenialnia uchwyciła najważniejsze rzeczy, a ja dodam jeszcze od siebie tyle - od blogerki modowej, która w pewnym sensie dzięki popularności swojego bloga staje się "ikoną mody" dla wielu swoich fanek, wymaga się po prostu czegoś więcej niż zerżnięcie stylizacji z lookbooka/manekina (nieprawidłowe skreślić). Pisząc ten tekst miałam na myśli konkretne blogi, w których aż wieje nudą, powtarzalnością, a kreatywności zero. I słowa, że w Polsce jest kilka sklepów na krzyż i nie ma wyboru to jest argument, który mnie kompletnie nie przekonuje. Sklepów jest tyle samo, co na zachodzie, asortyment jest duży, można wybrać coś innego, oryginalnego. Wystarczy pomyśleć, poszukać i trochę się wysilić. A na niektórych blogach widać, że "pomyśleć", "wysilić się" to słowa nieznane ich autorkom.

      Usuń
    3. Oczywiscie - najwazniejsza jest kreatywnosc, inwencja wlasna blogerek - do dyspozycji maja nie tylko sieciowki, sh, internet ale takze mozliwosc uszycia/przerobienia ciuchow.
      Nie moge sie jednak zgodzic z tym, ze mamy taki sam wybor marek, jak za granica. Owszem, otwieraja sie kolejne centra handlowe, ale wszedzie mamy te same sklepy - hm, zara, reserved. itp.
      Niestety, musza przyznac racje Fatilicious - w Polsce wybor jest ubogi, tylko nie zdajemy sobie z tego sprawy, bo nie mamy porownania z innymi krajami.
      Gdybysmy mieli wiekszy wybor to jestem pewna, ze i "ulica" wygladalaby inaczej ;)

      Usuń
    4. w Nemczeh nie jest leppej wrecz gorzje tam nastolatki sie uberają New Yorkerze i C&A to sa marki iuchami które są w duzej mierze tandetne

      Usuń
    5. tekst sama prawda, ale : "Sklepów jest tyle samo, co na zachodzie" ??? Oj nie... Tu się mylisz. Niestety

      Usuń
  27. Oficjalnie zostaję Waszą fanką (pewnie do momentu, aż nie napiszecie czegoś o mnie :D) i biegnę robić zaraz stylizację z koszulką Religion (bo mam, ha!), bo jak przystało na szatniarkę jaram się rzeczami za darmo i chętnie wyłudzę od was martini. Choć wolałabym wódkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozycze Ci buty z Aldo zeby zwiekszyc Twoje szanse :D

      Usuń
  28. Autorko, kimkolwiek jesteś zaczynam Cię wielbić!

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja to wogole nie rozumiem, przeciez Zara to tez sieciowka?? Markowe to moze byc D&G, Versace, LV itp.. wiec niewiem co za zachwyt zwyklyumi sklepami lol...

    OdpowiedzUsuń
  30. nierozumiem skad sie wzielo ze ciuchy np z zary sa markowe .. przeciez to tez sieciowka.. markowe to moze byc D&G Versace czy LV..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pomyliło ci sie markowe z designerskie

      Usuń
  31. hmhm a co myślicie o blogu Styledigger? Wg mnie wyróżnia się na tle wszystkich blożków modowych, jest ciekawy, a autorka rzeczywiście ma coś do powiedzenia na temat mody, no i przede wszystkim próżno szukać u niej topowych ciuszków blogerek, ma swój unikalny styl . Doceńcie ją !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba w dupie u murzyna jak się chwali co je publikując foteczki menu z drogich restauracji :)

      Usuń
  32. Raspberry and red nosi buty z Aldo:) Martini dla mnie!

    OdpowiedzUsuń
  33. weź też pod uwagę to, że ubrania z sieciówek typu H&M są dość tanie. a dżinsy można kupić i tam i w Levisie, jednak te drugie będą kosztowały min.dwa razy tyle, ile w sieciówce. fakt, jakością je przewyższą, ale która fashion victim zwraca uwagę na takie sprawy?

    OdpowiedzUsuń
  34. DZIEWCZYNO GENIALNA NOTKA, ZGADZAM SIĘ 100% WSZYSTKIE TE CHUDE SUKI W BUTACH ALDO I Z FOTKAMI NA PLAŻY Z IPHONE CZY COŚ ja pierdole co za szpanerstow lans i hipsterstwo dziękuję za przywrócenie mi wiary, że nie wszyscy tak pojebani są w tym kraju BUZIAKI

    OdpowiedzUsuń
  35. Nie wiem czy martini(; wciąż do zgarniecie ale prosze :http://40x42.blogspot.com/2012/05/70s-mood.html Da sie bez zary ? da sie!


    Przy okazji musze napisać - dzis wasz blog znalazlam i przeczytalam caly. Piszecie fantastycznie i bardzo spostrzegawczo. Powodzenia (:

    K.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: komentarze chamów, prostaków i chętnych na darmową reklamę mogą pewnego dnia zniknąć. Pomyśl zatem, czy nie szkoda Ci ścierać na marne literek z klawiatury.