Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miłość na blogersko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miłość na blogersko. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 października 2015

Miłość na blogersko. Sezon 3 epizod 6

Tess w panice spojrzała na telefon - dochodziła północ! Szybko zrobiła kilka zdjęć rozpłaszczonej na podłodze Isabel i przeskakując nad nią wybiegła z toalety. Z daleka widziała, że na VIPowskim podwyższeniu Grzejnik gromadził dookoła siebie swoją trzódkę. Blogerka dostrzegła Ąszeja, dziko śmiejącą się Plusz - aww, znów ma szminkę na zębach! - chwiejącą się na niebotycznie wysokich obcasach Margaritę, Bączusia, Adiego i jeszcze kilka osób z najbliższej świty blogera, w tym - o dziwo - Samara, z którą Tess nie zdążyła jeszcze zamienić ani słowa podczas całej imprezy. 
- Tessss! Chodź tu do nas! - histerycznie zawołał Grzejnik - bo nie zdążymy! Widziałaś Isabel?
- Taaa, leży półprzytomna pod umywalką - zaśmiała się dziewczyna
- Damy radę ją tu przynieść? Hm może lepiej nie, jeszcze nam zapaskudzi ałtfity - myślał na głos Grzejnik -  no dobra. Plan jest taki. Za 3 minuty zaczyna się odliczanie do północy. Potem się wszyscy na siebie rzucamy, składamy życzenia, pijemy szampana a potem mój suprajz. 
- Tess - szepnął Adi - poczekaj tu chwilę, dzwoni do mnie... eee... kolega
- Teraz? zwariowałeś? Musisz odbierać w tej chwili? Zaraz północ!
- Mam 17 nieodebranych połączeń, to może być coś pilnego, zaraz wracam!
Dziewczyna tylko się skrzywiła i wzniosła do góry kieliszek z szampanem, przyłączając się do chóralnego odliczania, gdy jej chłopak zniknął za drzwiami toalety. 
- Tess? - zabrzmiało gdzieś z tyłu - Tess?
- ... osiem! siedem! - krzyczał tłum
- Sam? 
- Tess? Słuchaj. Ja wiem, że spieprzyłaś sprawę, nadal mam na ciebie foszka, ale mimo wszystko, nie umiem bez ciebie żyć! Musisz być moją przyjaciółką!
- cztery! trzy!
- Och Sam - dziewczyną targnęła niewypowiedziana ulga i rzuciła się swojej przyjaciółce w ramiona - Sam, myślałam, że ci nigdy nie wybaczę! - przyjaciółki obściskiwały się, nie patrząc, że oblewają i siebie i wszystko dookoła szampanem. Wszyscy padli w objęcia najbliżej stojących osób. Grzejnik wymieniał uściski z Bąkiem, Plusz z tajemniczym brunetem, Margarita z podłogą... Do dziewczyn podszedł Zdzich i już miał coś powiedzieć, gdy nagle podbiegł Adi
- Słuchajcie, dzwonił do mnie Bobek! - wypalił znienacka
- Kto? - skrzywiła się Tess - Bobek? Jaki Bobek?
- Eeee... noo... Bobek jest moim kumplem z gimbazy z Dębicy. I okazało się, że chodzi z Vanilą i nie może się do niej dodzwonić. Jechał tutaj samochodem i wyobraźcie sobie, wpadł w dołek! Mówi, że auto uszkodzone i naprawa będzie kosztować ze 2 tysiące. No i gdzie jest Vanila? 
- Nie chcesz wiedzieć - zaśmiała się Tess
- UWAGA UWAGA atenszyn pliz! - ryknął Grzejnik do mikrofonu - Mam małe ogłoszenie!!! 
Tłum blogerów, szepcząc i śmiejąc się, zwrócił twarze w kierunku swojego idola. 
- Jak wiecie, nasz naczelny literat i kulturoznawca blogosfery, Ąszej, tak Ąszejku, prosimy bliżej, wydał w tym roku swoje pierwsze dzieło Pułkownikolette. Chcieliśmy z tego miejsca podziękować wszystkim, którzy zgodzili się napisać, huehuehue, pozytywne recenzje dla Ąszejka... - dzikie brawa i gwizdy przerwały przemowę, Grzejnik znacząco się uśmiechnął i chrząknął - wiadomo, że my, blogerzy, musimy się wspierać! Z tego miejsca chciałbym ogłosić dwie nowiny. Pierwsza - Ąszejek zainspirował mnie, abym jako ojciec polskiej blogosfery i wasz nieformalny przewodnik po tym świecie podjął kroki w celu formalizacji...
Tess zrobiła wielkie oczy. Znaczy co - pomyślała - będzie pływał w słoiku jak te żabie preparaty w sali od biologii??
I w związku z tym - kontynuował bloger - postanowiłem przemianować swój blog na portal, przybrać nowy pseudonim a także założyć wydawnictwo. Od dziś mówcie mi Janusz Polowanie!
Wrzawa przybrała na sile. Wszyscy piszczeli jakby Grzejnik zaczął rozdawać darmowe latte. Ale nowo narodzony Janusz Polowanie uciszył wszystkich królewskim gestem i ponownie podniósł mikrofon do ust. 
- Ale to nie wszystko! Chciałbym was poinformować, że tego wieczoru, w związku z jednym z najcudowniejszych momentów mojego życia, narodziła się również nowa genialna kampania! Pobieramy się z Bąkiem i postanowiliśmy, że nasz ślub zostanie w pełni zasponsorowany! Projekt BG-gody uważam za rozpoczęty!

cdn

środa, 31 grudnia 2014

Miłość na blogersko. Sezon 3 epizod 5.

Aromat świeżo zaparzonej kawy łaskotał nozdrza Tess i sprawił, że blogerka się obudziła. Przeciągnęła się, ziewnęła i rozejrzała dookoła. Adiego nie było, Coco też nie, bulgotanie ekspresu - fe, znów zwykła plebejska czarna! - wszystko to wskazywało, że narzeczony wstał już jakiś czas temu, przyrządził kawę i zabrał Coco na poranny spacer. Tess przez chwilę poczuła wyrzuty sumienia, że nie wstała wcześniej i że nie dała się Adiemu wyspać, zabierając psa na dwór więcej niż raz, ale ponieważ głębsze refleksje na własny temat były jej raczej obce, szybko zanurzyła się we wspomnieniach ze świąt. Tak, to były udane Krismesy - pomyślała - a teraz szykuje się jeszcze lepszy sylwester!
Wszyscy liczący się blogerzy i ci aspirujący do tego miana wiedzieli, że gdy Ojciec Blogosfery Grzejnik zaprasza na party, nie można odmawiać. Tak tez było i tym razem. Tess oczywiście nie zamierzała odrzucić zaproszenia, mimo że wiedziała, że wśród gości będzie Isabel. Ale topór wojenny między nimi został nieformalnie zakopany i obecnie obowiązywał równie nieformalny pakt o nieagresji, zwieńczony lodowatym milczeniem. Poza tym nie musiały wcale ze sobą rozmawiać, lista gości była naprawdę interesująca i w tym gronie znalazło się wiele osób z którymi Tess mogła znaleźć wspólny język. O dziwo, Samara najwyraźniej wróciła do łask, bo Grzejnik wspomniał mimochodem o tym, że jest zaproszona, razem ze Zdzichem. Blogerka uśmiechnęła się do siebie jakby opowiedziała wyśmienity dowcip, ponieważ udało jej się namówić Grzejnika aby zaprosił na wielki Bal Blogosfery również Lejdi Vanilę. Zresztą, organizator imprezy specjalnie nie oponował, być może miał jakiś ukryty plan, a może Venila stała się cennym nabytkiem w jego - jak to sam lubił określać - stajni blogerów. 
Nagły zgrzyt klucza w zamku obwieścił powrót Adiego i Coco. Tess szybko wstała z łóżka i pobiegła do przedpokoju by tam wycisnąć soczystego całusa na ustach narzeczonego i uścisnąć zmarzniętą psinę. 
- Dzwonił Grzejnik - powiedział Adi - mówił, że nie mógł się do ciebie dodzwonić, pewnie jeszcze spałaś...
- I co? Nie odwołał imprezy, mam nadzieję? - zaniepokoiła się dziewczyna
- Nie, nie. Potwierdzał tylko ze wszystkimi po kolei. Więc potwierdziłem, że będziemy. 
- Super! Nie mogę się doczekać! Och Adi to może być przełamany wieczór dla nas! Cały krem blogosfery w jednym miejscu! - pisnęła Tess. Adi z czułością popatrzył na swoją narzeczoną, jednocześnie wycierając łapy wijącej się dziko Coco. Tess się nigdy nie zmieni, jest urocza! - pomyślał.
Ostatni dzień tego roku minął niespodziewanie szybko. Do wielkiego balu organizowanego przez Grzejnika pozostało niespełna 4 godziny, które musiały wystarczyć na przygotowania mientowej pary. Tess miała wybrane na tę okazję trzy różne sukienki, kupione podczas pierwszych dni zimowej wyprzedaży. Ponieważ zamierzała je zwrócić tuż po nowym roku, mocno się głowiła, czym i jak przypiąć od spodu metkę, tak aby jej nie uszkodzić i aby nie było jej widać. Zamierzała być gwiazdą wieczoru i przyćmić wszystkie inne blogerki, toteż wszystko musiało być perfekcyjnie. Była już wcześniej u fryzjera - ach ten Jajewski! Potrafi wyczarować fryzurę, której nie widać! - westchnęła i zabrała się za makijaż. To była doskonała okazja, żeby podlizać się Możelajnowi i wyłudzić kolejną dostawę kosmetyków i kampanię reklamową. Tess szybko rozłożyła pozostałości cieni, różu i szminek na toaletce i zrobiła fotkę ajfonem. Chwilę później zdjęcie zostało opublikowane na instagramie z podpisem "Najlepsze kosmetyki na świecie! Schodzą jak ciepłe piłeczki! @Możelajn #kosmetyki #możelajn #poliszgirl"
- No, teraz muszą załapać, że chcę więcej - uśmiechnęła się do swojego odbicia w lustrze i zaczęła nakładać podkład. 
Chwilę później - a tak naprawdę pół godziny przed planowanym wyjściem - rozległ się głos Adiego:
- Tess, pośpiesz się! Zostało nam niecałe 30 minut do przyjazdu taksówki!
- Oka, ubieram się już bejbi! - odkrzyknęła z pokoju dziewczyna - przyjdziesz zapiąć mi sukienkę?
- Idę! - i za chwilę w drzwiach stanął Adi - kochanie, wyglądasz pięknie! Nawet mimo niedopiętej sukienki!
- Och Adi, wiem! Będę królową balu - zaśmiała się Tess - pomóż mi, bo ten suwak jest za długi, nie mogę sama, weź tu tak z dołu, o... no ale nie szarp bo rozerwiesz! Materiał trzymaj!
- Tess, ale ona się nie zapina... - szepnął chłopak, przeczuwając katastrofę.
- Jak się nie zapina? Na wieszaku się zapinała. Chcesz może powiedzieć... że PRZYTYŁAM? - blogerka odwróciła głowę i groźnie spojrzała na swojego narzeczonego, jak na konkurencyjną blogerkę, walczącą z nią o ostatnie łupy wyprzedaży w Zarze. 
- No nie wiem, kochanie, całe święta jadłaś muffiny i wypiłaś cały zapas piernikowego latte... - chwila szczerości Adiego nie była zbytnio pożądana.
- Nie gadaj tyle! Dziś rano piłam tą paskudną czarną! Nie mogłam przytyć. Zapinaj! - Tess wciągnęła brzuch, opierając się o drzwi szafy - czuję się jak ta laska z Przeminęło z Wiadrem. Też ją tak sznurowali. Uff. - sapnęła - Zapiąłeś?
- yyy.. Tess.. nie chcę cię martwić ale to naprawdę opornie idzie
- ZAPINAJ!!! - ryknęła rozwścieczona nagle blogerka. I Adi posłuchał. Suwak dopiął się do samej szyi i w tym samym momencie szew na boku trzasnął, uwalniając mięciutkie boczki dziewczyny - AAAAAAAA! - rozległ się szloch zawodu i wściekłości - AAAAAA! JESTEM GRUUUUBAAAAA! I popsułam sukienkę. I nie będę mogła jej zwrócić! - zawyła Tess - Och Adi, ze mną to zawsze siedem nieszczęść!
- No to jeszcze zostało nam sześć - zabłysnął humorem Adi, ale mordercze spojrzenie Tess zbiło go z tropu. - Kochanie, załóż inną. O popatrz, ta jest z elastycznego materiału to nic nie pęknie.... eeee... chciałem powiedzieć, że idealnie dopasuje się do twojej sylwetki! - zakończył szybką ripostą i równie szybko się uchylił przed poduszką lecącą w jego stronę. 
***
Impreza sylwestrowa trwała w najlepsze od ponad godziny, gdy naburmuszona Tess i wściekły Adi pojawili się przy wejściu do klubu. Z daleka dostrzegli Grzejnika brylującego w tłumie gości ze szklaneczką trunku w ręce. Ojciec Blogosfery bawił się w najlepsze, śmiejąc się i żartując i pisnął znienacka, gdyż obejmujący go Bączuś uszczypnął go w pośladek.
- Och ty Bączusiu! - wyraźnie wstawiony Grzejnik obrócił się w stronę swojego chłopaka, co pozwoliło mu jednocześnie dojrzeć naburmuszoną parę, kłócącą się tuż przy wejściu - helou!!! Robaczki moje kochane, kissiki! - ryknął i zaczął przedzierać się przez tłum w ich kierunku, po drodze chwytając dwa kieliszki szampana. Tess wykrzywiła wargi w sztucznym uśmiechu i nadstawiła policzek do buziaka, po chwili to samo zrobił Adi - no chodźcie, chodźcie, wszyscy na was czekają! 
Grzejnik poprowadził ich na podwyższenie ze stolikami dla VIPów. Tess zauważyła sporo znajomych twarzy - była Plusz z jakimś chłopakiem, Ąszej, Isabel, gdzieś z tyłu zamajaczyła twarz Lejdi Vanili, troszkę dalej siedziała Samara ze Zdzichem, były nawet siostry Sparx! - A Margarita jak zwykle wygląda jakby zmywała makijaż poduszką - przemknęło przez głowę dziewczyny i złośliwy uśmieszek pojawił się na jej ustach. 
Na parkiecie szalał roztańczony tłum mniej znanych blogerów i blogerek i wszystko wskazywało na to, że impreza była naprawdę dobra. Do północy pozostało niespełna 2 godziny. Tess przysiadła wraz z Adim przy jednym ze stolików, gdzie za towarzystwo miała Ąszeja, Grzejnika, Bąka oraz Isabel. 
- Część z was już wie, że na dzisiejszy wieczór szykuję mega suprajsa - zaczął Grzenik, spoglądając jednocześnie w stronę Tess, Adiego, Ąszeja i Bąka - ale nie znacie szczegółów. Nie, nie, nie, Adi, nie patrz na mnie tym seksownym maślanym wzrokiem, nic ci nie zdradzę! Wszystko w swoim czasie! I tak wiesz więcej niż inni! A teraz zapraszam na parkiecik, ruszamy te swoje seksowne bioderka kochani! 
I prawie wszyscy udali się na parkiet. Niestety Tess nie zdążyła, gdyż nagle obok niej coś pacnęło na klubową sofę a jakaś ręka objęła ją za ramiona. Obłoczek z zawartością procentów owiał jej twarz i dziewczyna odwróciła głowę. W tej samej chwili ochrypły głos damski wyszeptał - czy też raczej wybełkotał - wprost do jej ucha:
- Tessss, ja ci szysko pszepaczam! Szysko! Naet sze mi uchradlas Adiego! I sze mi popsuaś impresse! Nie gniefam sie na ciebie bo jezdeś taka sudooofna! A tytuu krulofej dembicy i tak mi nie odbieszesz! - mówiąc to, Lejdi Vanila runęła twarzą wprost na kolana blogerki i zachrapała. Najwyraźniej wieczór się dla niej skończył. Tess zsunęła z siebie Vanilę z miną wyrażającą obrzydzenie jak po obcowaniu z poliestrem i skierowała się do toalet by się odświeżyć po zderzeniu z wysokoprocentową chmurą. Z jednej z kabin dobiegło ją chlipanie i pociąganie nosem. Blogerka głośno chrząknęła, chcąc dać znać, że ktokolwiek zamknął się w toalecie, ma teraz jej towarzystwo. Chlipanie jednak nie ustąpiło a przerodziło się w regularny płacz. 
- Oesu - pomyślała Tess, przewracając oczami do swojego odbicia w lustrze - ja to mam dziś szczęście. I zapukała w drzwi kabiny, pytając:
- Hej tam za drzwiami, wszystko okejka?
- Tess, to ty? - dobiegło ją zza drzwi
- Isabel? Co ty tam robisz zamknięta jak wszyscy się bawią? 
- Och Tess -  kolejna mocno już wstawiona blogerka postanowiła zrobić z niej swoją powierniczkę. Drzwi od kabiny otworzyły się z impetem, uderzając klamką w sąsiednie, od których zostały odbite. Fizyka zadziałała, drzwi wróciły i po chwili Isabel pacnięta nimi, siedziała wbita w sedes jednocześnie masując sobie puchnący w oczach policzek - och Tesssss - zalewała się łzami, nie wiadomo czy bardziej z bólu czy też z nieszczęścia, które kazało jej się tu zamknąć - och Teeeeeess... bo ja... bo ja.... bo ja go taaaak baaaardzo kooooooochaaaaaaam - krzyknęła rozdzierająco i zaczęła spazmatycznie szlochać. 
- Kogo? 
- Bąąąąąąkaaaaaa aaaaaaaarffffrrrrr - nie zważając na nic, Isabel złapała róg sukienki i wydmuchała nos - ała! Dlaszego tak mnie boli twasz? - nagle otrzeźwiała - dlaszgo wepchłaś mie do kibelka? - wybełkotała, powoli się podnosząc i kierując w stronę luster - pobiłaś mnie znóf? 
Tess nie mogła powstrzymać śmiechu. Na brzegu sukni Isabel widniały mokre plamy od wycierania nosa. Za to z tyłu zdobiła ją wielka plama po zanurzeniu w sedesie.
- Pszysnaj się! Kochasz Bonka i nie moszesz zniess mysli ze ja go kochm! - rzuciła w jej stronę odwieczna rywalka i nagle osunęła się po umywalce na podłogę. Tess rzuciła się do swojej kopertówki od Praliny Silewicz by wyciągnąć ajfona i uwiecznić porażkę Isabel. 
- Awww, słit! - pomyślała i uśmiechnęła się z zadowoleniem. Tak, wieczór stanowczo nabierał rumieńców i pozwalał zapomnieć o wpadce z sukienką. 

czwartek, 25 grudnia 2014

Miłość na blogersko. Sezon 3 epizod 4.

Spod kołdry dobiegało niemiłosiernie głośne chrapanie. Adi otworzył oczy, gdyż hałas nie pozwalał mu spać już od kilkunastu minut, nie warto było się oszukiwać, że jeszcze jest w stanie złapać choć odrobinkę snu. Obrócił się na drugi bok, przodem do rozwalonej na swojej części łóżka chrapiącej dziewczyny i delikatnie nią potrząsnął.
- Tess, kochanie! Pora wstawać! - wyszeptał jej do ucha i pocałował delikatnie w policzek.
- Chrrrryyeyehherrr - Tess głośno wciągnęła powietrze w spazmatycznym chrapnięciu i znienacka usiadła na łóżku, przecierając oczy - śniło mi się, że Samara mi powiedziała, że nienawidzi mnie do końca życia i nie będzie moją druhną i w ogóle nie przyjdzie na nasz ślub i ze mam sobie zaprosić Isabel i Vanilę i siostry Sparx i... - dziewczyna się zapowietrzyła i tę chwilę wykorzystał Adi, żeby przerwać ten słowotok.
- Kochanie, nie martw się, już jest po wszystkim. To tylko sen. Zaraz zrobię twoje ulubione latte piernikowe i upieczemy muffiny na poprawę humoru. Może wyszłabyś w tym czasie z Coco na spacer? - zaproponował i udał się do kuchni, co oznaczało, że Tess tak właściwie nie ma wyboru. Dziewczyna przewróciła się na brzuch, zakopując się jeszcze na moment w pościeli i w tym samym momencie jęknęła, gdyż Coco wskoczyła jej prosto na plecy. Adi najwyraźniej zostawił niedomknięte drzwi i psina skorzystała z okazji, by wśliznąć się do pokoju. Blogerka, opędzając się od opętańczego tańca Coco i mamrocząc pod nosem, zdecydowała się wysunąć nogi spod kołdry i ostatecznie wstać. Postanowiła nie zdejmować uroczych piżam jakie dostała wczoraj w prezencie świątecznym od swojej babci, znalazła swoje stare buty a la emu kupione jakiś czas temu na przecenie w Lydlu i mając cichą nadzieję, że nie spotka nikogo znajomego, nałożyła długi płaszcz przypominający szlafrok - ulubiony łup z zimowej przeceny, co z tego, że krzywo pozszywany. 
- W razie czego powiem, że promuję nowy look na hipsterskiego bezdomnego, o! - pomyślała, dumna z wytłumaczenia, jakie przyszło jej do głowy. Coco histerycznie poszczekiwała i stanowczo domagała się wyjścia. Tess założyła jej szeleczki w świąteczny wzór i wyszła. Niestety, pogoda nie chciała dopasować się do wyobrażeń blogerki o świętach i jak na złość, zamiast romantycznej scenerii w białym puchu otoczenie było szare i ponure. Coco to nie przeszkadzało, pobiegła na mały trawnik załatwić swoje psie potrzeby, zostawiając swoją panią pogrążoną w myślach i zapatrzoną na ekran ajfona. 
- .... nie kochanie, nie kupię ci tych paskudnych podrób z Lydla, popatrz na tę panią, jak to brzydko wygląda po kilku noszeniach, takie rozłażące się. Kupimy porządne buty! - dobiegło w kierunku Tess. Dziewczyna obejrzała się i zobaczyła przechodzącą obok kobietę, która najwyraźniej odmawiała córce kupna butów emu. Czy też raczej a la emu. Blogerka mocniej owinęła się płaszczoszlafrokiem i naciągnęła kaptur na głowę, niemniej zdążyła jeszcze złapać pogardliwe spojrzenie nastolatki. Pogarda w spojrzeniu dziewczyny nagle ustąpiła miejsca zdziwieniu. 
- Tess? TO TY??? Mamo, poczekaj chwilę, to Tess, ta sławna blogerka! - krzyknęła dziewczyna w stronę matki i podbiegła do blogerki.
- Nie, to nie ja, pomyliło ci się coś - mruknęła Tess, biegnąc w stronę psa. Złapała Coco na ręce i pomknęła w stronę wejścia do budynku, licząc na to, że fanka nie zdążyła zrobić jej kompromitującego zdjęcia. Marzyła, żeby zakopać się w pościeli i nie wychodzić z łóżka przez całe święta, popijając donoszoną przez Adiego kawę i podgryzając muffinki. Niestety, rzeczywistość była kolejny raz przeciwko niej. Łóżko zostało pościelone podczas jej nieobecności. Z kuchni dobiegł ją głos chłopaka:
- Tess? Dzwonił Grzejnik. Zapowiedział się na świąteczny brunch. Będzie tu razem z Bąkiem za godzinę, więc może się wykąp i ogarnij? - nieśmiało zasugerował, nie chcąc bardziej rozzłościć swojej dziewczyny, wnioskując po jej minie, że i tak jest niewesoło. Najpierw ten zły sen, teraz widać, że spacer z Coco nie polepszył jej nastroju - zrobiłem ci gorącą kąpiel z pianką o zapachu piernika i świątecznej sosny! 
- Dziękuję, jesteś słodki jak makaroniki z Paryża - mruknęła cicho Tess i udała się do łazienki. - Aww, naprawdę się postarał - pomyślała. Oprócz wanny pełnej wody i aromatycznej piany, cała łazienka udekorowana była również świecami najpopularniejszej wśród blogerek firmy, Janki Kandle. Zanurzyła się w gorącej kąpieli i oddała rozmyślaniom. To nie były najlepsze miesiące. Owszem, letnia kampania Springsbaja zasiliła jej konto na tyle dobrze, że mogli pozwolić sobie na dwutygodniowe wakacje all inclusive na jednej z greckich wysp, ale nawet fakt, że udział w tej kampanii znów otworzył drzwi do sukcesu w blogosferze, nie był w stanie wynagrodzić dziewczynie braku Samary przy jej boku. Odkąd opuściły swoje małe miasteczko na Podkarpaciu i przeniosły się do Warszawy, były niemalże nierozłączne. Wspólne studia, mieszkania na tym samym osiedlu by być jak najbliżej, kilka kłótni mniejszych i większych, wszystko to jakoś przetrwały razem. Samara była jej kulą u nogi... to znaczy kotwicą w odmętach rzeczywistości, w której Tess niejednokrotnie zdawała się gubić. Niestety po pamiętnym poście z friendsie i przyjaciółmi, którzy nie byli tak do końca jej prawdziwymi przyjaciółmi, wszystko się popsuło. Samara oczywiście nie zrozumiała, że Tess wciąż miała szanelkę na liście priorytetów i obraziła się za to, że nie została wciągnięta do kampanii. No cóż, widocznie nie była prawdziwą przyjaciółką...
Refleksje na temat wartości życiowych mocno zmęczyły blogerkę. Uznała, ze czas najwyższy zabrać się za siebie, gdyż Grzejnik i Bąk mogli być tu w każdej chwili. I rzeczywiście, nie myliła się. Zza drzwi dobiegł ją dźwięk dzwonka, szczekanie Coco, krzątanina w przedpokoju, powitania Grzejnika, Bąka i obcy głos pytający "o, to te podróby emu z Lydla? Kupiliście dla psa jako gryzaki?"
Tess nie namyślając się długo, pchnęła drzwi, wyszła i oznajmiła dobitnie, pewnym siebie głosem
- Te buty sa uzupełnieniem trądu hipsterskiego ustępującego ostatnio z wersji eeee.... nerdowsko vintydż na rzecz bezdomnego normcore. No dziwię się, że tego nie wiesz... - dziewczynę zatkało, bo oto dostrzegła kim był trzeci gość o nieznanym jej wcześniej głosie. Grzejnik przyprowadził do nich Ąszeja, wybitnego kulturoznawcę, literata, pisarza, autora najbardziej poczytnej wśród gimbazy książki o dziwacznym tytule "Pułkownikolette" czyli o Nicolette, córce pułkownika. Szykował się zatem interesujący brunch! 
Goście gapili się na nią dziwnym wzrokiem. Tess dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że stoi owinięta jedynie w ręcznik i w popłochu uciekła do pokoju. 
- Wejdźcie, siadajcie! Grzejniczku drogi, kissiki! Bączku podaj mi płaszcz, to odwieszę do szafy! Ąszejku, proszę do pokoju! - o gości zatroszczył się Adi, gdy Tess umierała ze wstydu w garderobie, jednocześnie w panice szukając godnego outfitu... 

środa, 6 sierpnia 2014

Miłość na blogersko. Sezon 3 epizod 3.

"To już kolejny wieczór, który spędzam samotnie na balkonie" - pomyślała Tess, sadowiąc się wygodnie na wiklinowej sofie udekorowanej poduszkami Mejd Baj Mam. Od spotkania blogerów, które miało promować nowe smaki Springsbaja minęło ładnych kilka dni, ale wszystko stanęło ponownie przed oczami blogerki jakby to było wczoraj. Dziewczyna westchnęła, bo mimo że sponsor całkiem porządnie zasilił jej konto i niby hajs się zgadzał, coś jednak było nie tak. I tym czymś była cisza, kompletnie nie przerywana żadnym dzwonkiem telefonu a przede wszystkim krzykliwym głosem Samary. Tess westchnęła i pogrążyła się we wspomnieniach z początku lipca, gdy wraz z Samarą udała się na kilkudniowe miniwakacje w Lądą a wszystko wydawało się być w najlepszym porządku. Dziewczyny zrobiły rundkę po sklepach i nawet jedna papierowa torba z zakupów w Victoria's Mystery nie zdołała ich poróżnić, mimo że obydwie chciały mieć ją do swojej kolekcji oprawionych w ramki szopping bagów. Rozwiązały sprawę jak przyjaciółki, dzieląc torebkę na 2 części. Wiadomo, że w przypadku papierowej torby Szanel sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej, ale żeby mieć papierową szanelkę, najpierw trzeba kupić prawdziwą. Niestety, po sprawdzeniu stanu konta obie blogerki grzecznie spuściły głowy i udały się na wyprzedaż do Primaniego. Po powrocie nagrały wspólny filmik na vloga Samary, na którym Tess udało się zareklamować gościnnie kosmetyki Możelajna z obietnicą makijażu i zdawałoby się, że przyjaźń dziewczyn jest już niczym nie zagrożona. Ale wtedy do akcji wkroczył Grzejnik, telefonując do Tess pewnego pięknego ranka.
- Haa...aaaalo - odebrała blogerka, starając się stłumić ziewnięcie i nie mogąc zrozumieć, kto dzwoni do niej tak wcześnie. Było zaledwie kilka minut po dziesiątej. 
- Hellou moja słodka! - zaświergotał Grzejnik - kochanieńka, jak tam stoisz z kampaniami? Bo wiesz, mam tutaj naprawdę świetny deal, ale potrzebuję zebrać ekipę! Kilka osób już się zgodziło, jednak wciąż brakuje nam ze dwóch twarzyczek i od razu pomyślałem o tobie i Adim! Wchodzicie?
- Wiadomix! - krzyknęła Tess, jeszcze nie do końca wiedząc o co chodzi, ale na dźwięk słowa "kampania" każdej blogerce stawał przed oczami widoczek puchnącego konta, więc nie można było się nie zgodzić. 
- No to super maleńka! Wpadnę wieczorem, dogadamy szczegóły! Zadbaj o to, żeby był Adi, bo się za nim stęskniłem! Kissiki! kso, kso! - Grzejnik był dziś mocno podekscytowany, więc najwyraźniej kroiło się coś większego. Blogerka nie mogła doczekać się wieczora. Chcąc, by wszystko wypadło jak najlepiej, natychmiast oddzwoniła do Adiego, który był dziś na pierwszej zmianie, żądając aby był w domu jak najszybciej i miał ze sobą zapas ulubionych muffinów Krula Blogosfery i ich najbardziej wpływowego przyjaciela w jednym. 
Wieczór nadszedł niespodziewanie szybko. Stoliczek balkonowy niemalże uginał się od muffinek i #homemaid kawy mrożonej a uśmiech nie schodził z oblicza ekscytującego się Grzejnika, który opowiadał detale, parskając dookoła okruszkami i zamaszyście gestykulując. Obok niego siedział nieco przygaszony Bąk. 
- Świetnie kochani, że się zgadzacie! Projekt jest mega, mamy się sfotografować jako paczka super uber kul odlotowych przyjaciół, tak jakbyśmy spędzali czas na super imprezie a Springsbaj był jej najważniejszym dodatkiem. Będzie naprawdę doborowa ekipa, same viajpi blogosfery!
- Czyli kto? - chciała doprecyzować Tess - no bo, że my będziemy, to jasne, a reszta?
- Eee... - Grzejnik na chwilę dał się zbić z tropu, bo uświadomił sobie, że być może to, co za chwilę powie, niekoniecznie przypadnie do gustu blogerce, ale kontynuował - będzie Plusz jako reprezentantka vlogerek kosmetycznych, no wiadomo, że ja jako główny organizator i ojciec blogosfery, Bączuś bez dwóch zdań musi być, ty reprezentujesz szeroko pojęty babski modowy lajfstajl ale musi być ktoś, kto będzie reprezentował i jedno i drugie! Za lajfstajl będzie odpowiedzialna Margerita, wiesz, ta co się nigdy nie maluje. A za modę... - tu załamał mu się na chwilę głos na myśl o bombie jaką zaraz zrzuci, więc napił się kawy, odkaszlnął i dodał - za modę będzie odpowiedzialna Isabel. 
- Co? - Tess nie mogła dać wiary w to, co usłyszała - ta małpa z doczepami? Myślałam, że o niej już zapomnieli!
- Nie, moja droga, Isabel niedawno zmieniła profil bloga na jeszcze bardziej luksusowy i teraz jest najbardziej gorącym nazwiskiem na liście reklamodawców - dodał siedzący do tej pory cicho Bąk, czym wprawił Tess w jeszcze większą irytację, bo to nagle wyjaśniło jej, dlaczego do niej dobijał się Możelajn podczas gdy kosmetyki z górnej półki pozostawały wciąż w sferze marzeń. 
- A co z Samarą? Przecież motywem przewodnim jest przyjaźń a ona jest naszą przyjaciółką? - znienacka odezwał się Adi.
- Ekhm... - Grzejnikowi znów zaschło w gardle, więc poratował się kawą i zapchał usta muffinką. Towarzystwo patrzyło w niego jak blogerki modowe w Annę Wintour i mężczyznę po lewej. 
- No Grzejniczku, powiedz im - ironicznie zachęcił go Bąk. Tess zamarła. 
- Eeeee - widać było, że dobór słów sprawia blogerowi trudność i najwyraźniej chce podać złą wiadomość w możliwie najlepszy sposób. - Samara się nie liczy - wypalił z wypiekami na twarzy - odkąd jest ze Zdzichem i zaczęła reklamować pasty do zębów, nikt nie chce z nią współpracować. Producent Springsbaja wyraźnie zaznaczył kto ma nie być na naszych zdjęciach i Sam jest jedną z nich. No ale mam nadzieję, że to nie wpłynie na waszą decyzję! Tess, maj gad, jak ten czas leci, muszę spadać! - histerycznie zaśmiał się Grzejnik i wstał, udając się do wyjścia. - Dograjcie szczegóły z Bączusiem, a jutro do ciebie przedzwonię! Kissiki i hugsy! Adi, słonko, może mnie odprowadzisz?
Tess została przez chwilę sama z Bąkiem. Nie mogła w to uwierzyć. Z jednej strony - takie szczęście, taki fart, najwyraźniej liczyła się w blogosferze na tyle, aby zostać jedną z vivivi, to znaczy viajpi, którzy zasłużyli na pierwszy rzut kampanii Springsbaja. Wybaczyli jej poprzednią wpadkę z piwem warzywnym i pozwolili się zrehabilitować, wpływ na konto też miał być znaczący. Ale z drugiej - całkiem niedawno odzyskana i scementowana wspólnym wyjazdem przyjaźń z Sam miała znów zostać wystawiona na próbę. Tess spojrzała na Bąka. Ten znacząco się uśmiechnął i odpowiedział:
- Sam nie wiem, co z nim jest nie tak. Odkąd nazywają go Krulem Blogosfery, przestał nadawać na tych samych falach co ja. Nie wiem czy to jeszcze ma sens. Zrobię z nim tę kampanię ale waham się co do wyjazdu na Kos. Wiesz Tess, też będę się zbierał. Zobaczymy się jutro, na zdjęciach. Przyjdźcie oboje do pubu, tam gdzie zawsze. Mamy wynajętą salę, będziemy robić zdjęcia ok 17. Pa!
Następnego ranka, po długim wieczorze spędzonym z Adim na rozmowach o słuszności brania udziału w kampanii, Tess była wyjątkowo niewyspana, a chłopak nie w humorze. Od początku protestował, twierdząc, że są to winni Samarze i albo powinni ją wciągnąć, albo dać sobie spokój z udawanymi przyjaźniami do reklamy.
- Kasa to nie wszystko - argumentował - zresztą, nieźle zarabiam jak na tutejsze warunki a ty również nie narzekasz na kampanie. Może to nie jest szczyt marzeń ale nie jest źle, wybijesz się jeszcze na czymś innym. 
- Ale kochanie, szanelka się sama nie kupi, ani ta prawdziwa, ani ta papierowa! A Samara zrozumie... chyba - z pewnymi obawami w głosie Tess prawdopodobnie próbowała przekonać bardziej samą siebie niż swojego narzeczonego o słuszności zaakceptowania tej oferty. 
- Daj spokój, co ty o nich wiesz w ogóle? No może z Bąkiem i Grzejnikiem naprawdę się przyjaźnisz, ale Isabel? Twój największy wróg? Plusz? No proszę cię! Z nią też nie masz najlepszych układów. Albo ta Margerita? Co cię w ogóle z nią łączy? 
- Och Adi - westchnęła blogerka - jak ty nic nie rozumiesz! Czasami po prostu trzeba pokazać się we właściwym miejscu z właściwymi ludźmi! A Sam, jeśli jest moją prawdziwą przyjaciółką, zrozumie! Poza tym wybrałam nam już maczujące ałtfity, więc nie zmarnujmy tego! 

Tess otrząsała się właśnie z ostatniego wspomnienia jakim był wieczór, kiedy robione było zdjęcie. Musiała obejmować ramieniem Isabel i radośnie się uśmiechać, trzymając butelkę Springsbaja z wyeksponowaną etykietą. Następnego dnia, po ukazaniu się foty, nieprzyjemny telefon od Sam uświadomił ją, jaki błąd popełniła. 
- Myślałam, że jesteś moją przyjaciółką - o dziwo, Samara nie krzyczała na Tess jak zwykle, a jej ton raczej był pełen zawodu - Tess, przecież mi nie chodzi o kasę, tylko o to, jakie zrobiłaś z siebie i ze mnie pośmiewisko, nazywając tych ludzi swoimi najlepszymi przyjaciółmi i pokazując, jak spędzasz z nimi czas, podczas gdy wcale tego nie robicie! 
- Sam, ale zrozum! Szanel! - dziewczyna próbowała odwołać się do instynktu blogerki modowej, drzemiącej w obydwu. - jak sobie kupię Szanelkę to mogę ci nawet oddać tą papierową!
- Ech Tess, ty się niczego nigdy nie nauczysz. Zadzwoń do mnie jak ci przejdzie, okej? I pozdrów Adiego. 

czwartek, 3 lipca 2014

Miłość na blogersko, sezon 3 epizod 2

Tess i Grzejnik właśnie kończyli swoje sezonowe Latte di Blogerrini z czarną porzeczką, gdy do Starbaksa wparowała wściekła Samara i oskarżycielsko wycelowała w blogerkę palec.
- Ty! Tess! - ryknęła jak zwykle, kompletnie nie skrępowana obecnością innych ludzi - wiedziałam, że Cię tu znajdę! W poniedziałek są wyniki z egzaminu, mimo że nie pisałaś, czyli nie zaliczyłaś i tak musisz przyjść po wpis! - Samara chyba kompletnie nic nie robiła sobie z faktu, że właśnie ujawnia kompromitujące szczegóły z życia swojej koleżanki przed grupą gimnazjalistek, nieśmiało zerkających w stronę stolika zajętego przez gwiazdy blogosfery. Za plecami Tess ktoś parsknął śmiechem. Tess obejrzała się spanikowana i wymamrotała przez zaciśnięte zęby:
- Zamknij się Sam, przecież profesor mnie nie zaliczył, mam swoją dumę! I nigdy nie zdradziłabym Adiego!
- Trzymajcie mnie, co za idiotka! Egzaminu nie napisałaś! Nie przyszłaś! - Samara, czerwona z emocji, prawie się zapowietrzyła. 
- To chyba nic tu po mnie - odezwał się znienacka Grzejnik, najwyraźniej nie chcąc być kojarzony z kolejnym publicznym upokorzeniem Tess. - spadam lasencje. Tess, kolmi! kissiki, paaaa! - i zabierając nadgryzionego muffina ulotnił się z kawiarni. Na jego miejsce opadła Sam, pociągnęła łyka z kawy koleżanki i zaczęła jej tłumaczyć jeszcze raz
- Zdajesz sobie sprawę, że jak tego nie zaliczysz we wrześniu, to koniec z Twoim radzeniem sobie z krytyką? Ludzie Cię zjedzą w internecie.
- No ale kto by się tym przejmował, mają niby studia a takie beznadziejne zawody. Wiem, bo przeglądam konta tych hejterów na fejsie! A twarze jakie straszne! Ale spoczko oczko, zmobajlizuję się i będzie dobrze. Wiesz, jestem taka świetna z psychologii, że dla wielu mogłabym być kołczem. To intuicyjne! I byłabym w tym świetna! 
Sam pokiwała głową, zrobiła facepalma i wyszła, przy okazji zabierając przyjaciółce resztkę kawy. Tess zadowolona siedziała na swoim miejscu, przyglądając się swoim hybrydowym paznokciom, które najwyraźniej wymagały odświeżenia. Cień na jej stoliku zmusił ją do podniesienia głowy. Obok stała młoda dziewczyna w wieku maksymalnie gimnazjalnym, kurczowo ściskając w dłoniach długopis i notes. 
- Tess? - dziewczyna aż zarumieniła się, zagadując swoją idolkę - mogę Cię prosić o autograf? Wiesz, że śledzę Cię od początku i jesteś moją fanką... to znaczy ja jestem Twoją fanką! I uwielbiam Twoje stylizacje i Coco i Adiego i zawsze tu przychodzimy, żeby Cię spotkać i popatrzeć na Ciebie, a teraz to kochamy Cię jeszcze bardziej! Chcemy być takie jak Ty! - tłumek wokół Tess zaczął się zagęszczać, cała ekipa z sąsiedniego stolika podeszła do gwiazdy blogosfery. - Jesteś dla nas wzorem! Jak powiem mamie, że nie zaliczasz egzaminów to może nie będzie mnie tak zmuszała żeby się tyle uczyć!
- Yyy, no tak, tak.... - zarumieniona Tess dawno nie przeżywała takiego ataku młodocianych fanek. Ba, nawet nie była świadoma, że zyskała ogromną popularność w przedziale wiekowym 12-14 lat. Przekonana była, że jej stylizacje i image trafiają głównie do młodych studentek i kobiet sukcesu, a tu niespodzianka, uwielbienie nadeszło z zupełnie innej strony. "Żaden lajk nie śmierdzi" - pomyślała, i ochoczo zabrała się do rozdawania autografów i robienia słit foci. Oczami wyobraźni widziała już na ilu zdjęciach się dziś pojawi i ile razy zostanie otagowana. Ach ta internetowa popularność, wyznacznik prawdziwego hajlajfu i lajfstajlu! Z daleka wszystkiemu przyglądał się Adi, najwyraźniej nieświadomy sceny jaka się przed chwilą rozegrała, bo puścił figlarnie oczko do swojej ukochanej i zaczął obsługiwać kolejnych klientów. Blogerka, uwolniona wreszcie od fanek, pomachała do niego i wyszła z kawiarni. Spacer w kierunku domu wykorzystała na planowanie rozwoju swojej kariery w najbliższych dniach wedle wytycznych, które ustalili z Grzejnikiem. Najpierw mały teaser do kampanii Możelajna, potem zapowiedź samotnej podróży życia do Lądą na szoping, a następnie kilka mniejszych postów informacyjnych i wakacje na jakimś Kosie. Tess nie miała pojęcia co to ten Kos, ale Grzejnik zapewnił ją, że dostał propozycję od sponsora i może zabrać ze sobą jeszcze 3 osoby i że Tess i Adi absolutnie nie mogą mu odmówić. Wiadomix było, że czwartą osobą będzie Bączuś a więc zapowiadała się wyśmienita zabawa. Humor dziewczyny polepszał się z każdym nowym pomysłem, więc do domu wkroczyła naprawdę zadowolona. Nie zdołała tego popsuć nawet kałuża zostawiona przez Coco w przedpokoju. Psina leżała wygodnie w swoim koszyku, wyraźnie obrażona na swoją panią. Nadgryziona spacerowa Selma Korsa leżała tuż obok, ale ani blogerka ani Coco nie wydawały się być tym szczególnie przejęte. Kałuża została sprzątnięta jakimiś starymi łachami z Romłi. Tess zabrała swojego wymuskanego laptopa na balkon, gdzie zasiadła na wygodnej sofie ogrodowej z Ajkiji i zabrała się za nowego posta, w którym zamierzała pochwalić się czytelnikom jak światowo zamierza spędzić nadchodzące wakacje. 

*****************************************************************

A tu wrzucamy wam linki do miejsc, gdzie dostępny jest sezon 1 i sezon 2 zebrane w całość :)

czwartek, 26 czerwca 2014

Miłość na blogersko. Sezon 3 epizod 1.

Rześkie promienie słoneczne wpadły bladym świtem do śnieżnobiałej sypialni, prosto na poduszkę i twarz śpiącej Tess. Blogerka obudziła się i zerknęła na swojego ajfona. Dochodziła 8.30. Ajfon wysunął się z jej dłoni a dziewczyna przewróciła się na drugi bok i z uśmiechem spojrzała na spoczywającą obok głowę jej Mientowego Ksiencia, zdobioną rozczochraną pieczarkową fryzurą. "Nieblogerska pora ale czas wstawać" - pomyślała Tess i udała się do łazienki, gdzie leżały porozrzucane pończochy nie do pary, pozostałość po kolejnej sesji promującej markę Vatta. Tak, teraz jako Twarz Rajstop & Pończoch była królową blogosfery i wszyscy, łącznie z takimi sławami jak Plusz czy Czarująca Misteria bardzo jej zazdrościły. Wróciła również do łask u Bąka i to jego sprawna dłoń wyczarowała fotki do kampanii Vatty a Grzejnik promował ją mocno i wytrwale jako wpływową i przedsiębiorczą ikonę blogosfery. Tess z pończochą na głowie przeglądała się w lustrze. Ten nieco dziwaczny outfit przypominał jej o triumfie jaki odniosła nad Lejdi Vanilą, kiedy to kilka tygodni temu zamaskowana niczym ninja działający w imię miłości dokonała ataku hakerskiego na komputer dębickiej gwiazdy. 
W myślach dziewczyny królowała sesja, niestety nie ta która powinna. Czerwiec trwał w najlepsze, ale Tess potrafiła rozmyślać tylko o nowych zdjęciach, stylizacjach i kampaniach. Nauka i egzaminy zeszły na dalszy plan. Ale rzeczywistość postanowiła o sobie przypomnieć ustami Samary, która właśnie zadzwoniła do swojej przyjaciółki. 
- Tess? Słuchaj! - ryknęła jak zwykle do telefonu - Za 8 minut wchodzimy na salę pisać test i każdy zauważył Ciebie brak tam! Nie chcesz zaliczyć tego semestru?
- Sam, Sam, wyluzuj - odpowiedziała blogerka, uważnie oglądając swoje hybrydowe paznokcie - zaliczę wszystko we wrześniu. Student bez poprawki jest jak… eee… jak… jak blogerka bez Szanel! - dumna ze swojej błyskotliwej riposty zaśmiała się do swojego odbicia, a koronka czarnej pończochy zaczęła zjeżdżać z jej włosów. 
- Rozumiem, że znasz jakieś sposoby na radzenie sobie z krytyką bez studiów psychologicznych? - Sam próbowała odwołać się do najczulszych punktów swojej przyjaciółki. 
- Oj tam oj tam, zawsze mogę skasować posty albo Denis mi shakuje internety. Dobra Samciu, kończę bo nie mogę z Tobą rozmawiać! Paaaa! - zaśpiewała Tess do telefonu i rozłączyła się, bo Sam zaczęła coś mamrotać o wodzie sedesowej uderzającej do głowy. Wizja koleżanki spędzającej wieczór w objęciach sedesu i rozchlapującej się dookoła wody podziałała na nią trzeźwiąco. Ściągnęła pewnym ruchem pończochę z głowy i wybrała numer do Grzejnika, z którym od początku kampanii rajstopowo - pończochowej spotykała się niemal codziennie. Dziś miała zamiar spotkać się z nim na popołudniowej zmianie Adiego w Starbaksie, gdzie zawsze mieli gwarantowane chociaż jedno Latte di Blogerrini gratis w zamian za wrzucenie kilku fotek na instagrama z odpowiednio wyeksponowanym kubkiem kawy i logo kawiarni. Grzejnik był jej potrzebny jako doradca wizerunkowy, gdyż Tess stwierdziła, że przez jakiś czas nie może pozwolić sobie na żadne wpadki. Niestety nie odezwali się do niej sponsorzy na których liczyła, ale czekała ją kampania kosmetyków Możelajn. Do Szanel było im daleko, ale darowanemu pudrowi nie zagląda się pod gąbeczkę... 


c.d.n.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Wyniki konkursu na finałowy odcinek MNB!

Dziękujemy wszystkim za nadesłane prace - czas wyłonić tę jedną jedyną, najlepszą! Wszystko było w rękach czytelników i to wy decydowaliście jak potoczą się losy Tess, więc teraz zaprezentujemy wam wyniki głosowania:

Najmniej, bo 27 głosów przypadło wersji trzeciej autorstwa Piecyczka. Na przedostatnim miejscu uplasowała się wersja piąta autorstwa Zy Ty z 36 głosami. Tuż przed finałową trójką jest wersja pierwsza autorstwa karolci, zebrała 66 głosów. 
Finał otwiera wersja szósta autorstwa Sol - głosów 67. Drugie miejsce zajmuje wersja druga autorstwa BB, na nią zagłosowaliście 110 razy. Zwycięża wersja czwarta napisana przez carrie - głosów 166! Gratulujemy! Skontaktujemy Cię z fundatorką nagrody :)

wtorek, 22 kwietnia 2014

Konkursowe odcinki MNB

Oto nadszedł moment kiedy finałowy odcinek MNB musi zostać wybrany.  Początkowo planowałyśmy opublikować 5 najlepszych, ale przysłaliście nam w sumie 6, więc publikujemy wszystkie i oddajemy w ręce czytelników. 
Ankietę do głosowania znajdziecie TUTAJ oraz na końcu posta. Głosy można oddawać do niedzieli 27. kwietnia włącznie, wyniki w poniedziałek 28. kwietnia, wieczorem. Miłej lektury!

Wersja 1, autor: karolciadre

Tess wybornie się bawiła oglądając galerię koleżanki po fachu…
Jednak po paru sekundach uśmiech zniknął z jej zapończoszkowanego lica. Znalazła to, po co musiała znaleźć się na tym końcu świata. Adi i Lejdi Dębicy. W lesie. On z siekierą. Ona – po prostu ona – kicz z Dębicy. Jej mientowy księże i ta dziewoja. Pospiesznie przejrzała wszystkie foty. Nie było ich dużo, ot ze dwadzieścia. Tess musiała coś z tym zrobić. Uratować siebie i swoją pieczarkę. Postanowiła jeszcze raz zadzwonić do Denisa. Jej brat, jako urodzony informator, dokładnie wyjaśni jej jak definicyjnie pozbyć się kompromitujących zdjęć. 

- Kociczko czekałem na Twój telefon cały dzień…

- Jaka kociczko ty Penisie, to ja twoja siostra!- odparła skonfundowana Tess – Znalazłam te foty, o których ci mówiłam. Jak mam się ich pozbyć, ale tak definicyjnie, żeby nie został po nich żaden ślad!
- Po pierwsze, droga siostro, mówi się definitywnie – poprawił siostrę Denis – Po drugie, podświetl foty i prawym klawiszem kliknij na usuń. Nie zapomnij usunąć ich z kosza. Potem wejdź w mój komputer i kliknij wyczyść dysk. To powinno załatwić sprawę.
- Twój komputer? Ale skąd ja wezmę tu twój komputer!! Denis ja jestem w Dębicyyyyyyy!
- Mój komputer to ikonka w każdym komputerze. – zaśmiał się Denis.
- Aha, ok. Nie wiem, co cię tak śmieszy. Dzięki, w takim razie poradzę sobie. Kissiki!
Tess odłożyła swojego słitasnego Ajfona. Jej brat taki zabawny, sądzi, że każdy nie ma życia i bawi się w tą całą informacje. Ale ona żyje dla mody i ma lepsze rzeczy w głowie. No, trzeba się wziąć do pracy. Zaznaczyła wszystkie zdjęcia i udało się wrzucić je do kosza. Teraz tylko czyszczenie dysku i jej pieczarka jest wolnaaaaa. – Ale zaraz – pomyślała Tess – dlaczego by nie nie skopiować kilku zdjęc Vanili w gorsecie i pończochach, mogą się przydac. Tess szybko przeslała kompromitujące zdjęcia lejdi na swojego ijfona. Wyczyściła dysk i zeszła do ogrodu.
Tymczasem w ogrodzie zabawa trwała na całego. Lejdi zapita w trzy głowy tańczyła na stole do hitu ‘on tańczy dla cie’. Adi czekał w rogu ogrodu na swoją Princepulke.
- Tess, kochanie, udało się?
- Och tak, pieczareczku, jutro możemy stąd wykorkować. – odparła rozpromieniona Tess.- Kończmy tą imprezę i chodźmy spać. Chce stąd zniknąć jak najszybciej.
Zakochani podeszli do Lejdi i oznajmili jej, że kładą się już spać, bo jutro rano muszą wcześnie wyjechać.
- och moi drrrrrrooodzy juez chczescie yśc spac???? Ale impreza jeszcze trwłaaaaa – próbowała przekonać do dalszej zabawy Lejdi chwiejąc się na nogach.
- My już podziękujemy. Tess ma jutro spotkanie biznesowe w stolycy i naprawdę idziemy spać. – odpowiedział Adi.
- Ach jak sobie chcecieeeee, my bawymy się daliiiiii!!!!!!!!! Oł jjeeeeeeeee.
Tess chwyciła Adiego pod ramię i zaciągnęła do pokoju. Jeszcze 4 godziny i stąd wyjadą. Było bardzo z siebie zadowolona. Usunęła fotki z komputera, wyczyściła dysk i już nie będzie musiała udawać przyjaciółki tej chińskiej podrobki Lejdi. Z takimi myślami zasnęła.
O nieludzko wczesnej ósmej godzinie, Adi obudził Tess, szeptając, że ucieknie im pociąg. Wróciły wspomnienia wczorajszej nocy. Tak!! Udało się jej! Jej i wrodzonemu geniuszowi informacyjnemu. Ma z głowy Lejdi Chińszczyznę i spokojnie może wracać do Warszawy. Lejdi jeszcze spała, kiedy Tess i Adi opuszczali jej hacjendę. Taksówka już czekała. Po dziesięciu minutach siedzieli już w pociągu. – To koniec – pomyślała Tess. – Teraz zajmie się tylko swoją pieczareczką i nowymi emejzingowymi stylówkami na bloga. Jednak rozmyślania przerwał jej dzwonek ajfonuuuu. Spojrzała na ekran – Lejdi Dębica. – A ta tu czego – pomyślała – pewnie, żałuje, że się upiła i nie mogła mnie pożegnać. 
- Witaj Vi vi vi!! – rozszczebiotała się Tess.
- Tess ty wstrętna pango!!!! Myślałam, że jesteśmy przyjaciółkami, ale ty, ty, ty jesteś, nooo jesteś wstrętną pangą! Doskonale wiem, co zrobiłaś, próbowałaś usunąć zdjęcia Adiego jako leśnego drwala! Zapomniałaś tylko wyczyścić kosz!! Haaaa, po za tym mam kopie na płycie! I jeszcze dziś je opublikuję! A ciebie nie chcę znać! Wyczyszczę cię z blogerskiego świata, pango jedna!
Lejdi rzuciła słuchawką. A więc moje problemy jeszcze się nie skończyły – pomyślała Tess. – Adi, Adi, pieczarko wstawaj! Mamy problem!!!! – wykrzyknęła zrozpaczona Tess budząc Mięntusa.


Wersja druga, autor: BB

Zapadł zmrok a w ogrodzie roznosił się zmysłowy zapach Janki Kandyl „Wiosenne Uniesienia” przeplatając się z wonią kaszanki z grilla. Lady, sącząc drinka skomponowanego z wódki i soku pomarańczowego, który szumnie nazywała „Wyborowym Sunrise” sentymentalnie wspominała przeszłość.
- Adi, ten zapach, ty wiesz jaka ja jestem wrażliwa na zapachy, on przywołuje takie wspomnienia…

Adi niestety również przywołał szereg obrazów w swojej głowie: wczesne popołudnie, on w rozciągniętym, białym podkoszulku, ona w zwiewnej sukience, raz po raz unoszonej przez lekki wietrzyk ukazujący bieliznę w kolorze złamanej bieli. Wokół las pachnący butwiejącym drewnem i brudnym ściekiem, który kiedyś był leśnym potokiem. Katarzyna, w pewnych kręgach znana jako Kazimiera, jak opętana strzelała zdjęcia swoją profesjonalną cyfrówką. Adi był wówczas oszołomiony, tak mu się teraz wydaje. Może to ta jajecznica z pieczarkami przygotowana przez jego ukochaną na śniadanie, może to wcale nie były pieczarki…? Katarzyna, która akurat była świeżo po lekturze „ Siedemnastu twarzy Greena” wciąż dawał mu wskazówki:

- Adi, bądź bardziej męski, brutalniej, mocniej przyciśnij ją do drzewa, chwyć za nadgarstki! O tak, tak! Unieś ramię, pokaż co tam masz!
Po skończonej sesji wybrali się na kawę do Makdonalda. Lady zamówiła nawet jedną porcję krewetek w sosie azjatyckim na uczczenie ich sukcesu. Zanim wrócili do domu, postanowili pójść do pobliskiego Juska pomarzyć jak urządzą kiedyś w przyszłości swoje wspólne mieszkanie w modnym, skandynawskim stylu. Adi kupił wtedy dla swojej wybranki rozkoszną czerwoną poduszeczkę w kształcie serca.
Adi otrząsnął się z krępujących wspomnień, gdy Lady Vi po raz kolejny zapytała o Tess. Początkowo niezdrowo interesowała się ich wspólnym życiem, ale później w przebłysku trzeźwości, zorientowała się, że od kilku dobrych chwil jej nie widziała.
- Może pójdę sprawdzić ? – zapytała z wymuszoną troską.
- Nie, to może ja. I obiecuję zaraz wrócić, czekaj tu na mnie moja gwiazdo, powspominamy jeszcze.
Lady przystała na tę propozycję, szczególnie gdy uświadomiła sobie, że wspinaczka po schodach w tym stanie przysporzyłaby jej sporo problemów. Pożegnała Adiego uwodzicielskim uśmiecham.
- Tylko nie znikaj na długo – wyszeptała.
Adi popędził do pustego domu.
- Tess, Tessss, psss – nawoływał ściszonym głosem, ale nie doczekał się odpowiedzi. Po chwili intensywnego nasłuchiwania dobiegł go jednak chichot i postanowił udać się w stronę skąd dobiegały dźwięki. Gdy otworzył drzwi do sypialni swojej byłej, widok niemal zwalił go z nóg. Ukazał mu się Tess wciśnięta w czerwoną bieliznę z syntetycznej koronki, jedną pończochę miała naciągniętą na nogę, drugą na czubku głowy. W ręce dzierżyła butelkę nalewki brzoskwiniowej już w zasadzie w całości opróżnioną.
- No i jak ci się podobam? – wypiszczała Tess kończąc zdanie soczystym czknięciem.
- Co ty robisz?! – krzyknął szeptem Adi – Mieliśmy do wykonania misję. Ja się od godziny poświęcam, flirtuję z Vanilą, przywołując bolesne wspomnienia i pozwalając się dotykać, bardziej niż bym sobie tego życzył, a Ty?! Ty się bawisz w najlepsze? Znalazłaś chociaż zdjęcia?
- Czy znalazłam? Zdjęcia? O tak! Znalazłam setki zdjęć i to jakich, takich zdjęć ze sobie nawet nie wyobrażasz!
Adi zwrócił wzrok w stronę laptopa i natychmiast tego pożałował. Na ekranie widniała bowiem fotografia Lady w pokracznej pozie, z wyzywającą miną, w szczątkowej bieliźnie a precyzyjniej mówiąc w samych pończochach, przywiązana apaszką do kaloryfera. Adi dostrzegł w tym rękę Katarzyny-Kazimiery inspirowaną Greenem.
- O Boże! – krzyknął tym razem na głos.
- No nie mów mi, ze to dla Ciebie nowy widok, że nigdy się z tym nie zetknąłeś – odparła grożąco Tess.
- Nie, z tym nie… Skąd, skąd to się wzięło?
- Nie znalazłam na komputerze Lady Vanili waszych zdjęć, i już miałam skompromitować dysk, trafiłam jednak na to! I wymyśliłam coś znacznie lepszego. – złowieszczy błysk w oku Tess przeraził Adiego – Patrz!
Tess zamknęła szybko folder z erotycznymi wybrykami i otworzyła okno przeglądarki gdzie na blogu Lady Vanili widniał przygotowany do publikacji post pod tytułem „ Takiej mnie nie widzieliście”.
- Ona nigdzie nie ma haseł – kwiknęła z rozbawieniem Tess – a teraz trzy, dwa, jeden…
- Nie! - krzyknął Adi – tego nie możemy zrobić! To podłe i niegodne nas!
- Co ty bredzisz mój książę. Co Ci zależy? A może na niej Ci zależy?!
Adi początkowo osłupiał i nie tylko dlatego, że Tess mogłaby być zazdrosna, bardziej dotknęło go, że ktokolwiek może myśleć, że coś łączy go jeszcze z Vanilą. Otrząsnął się jednak szybko bo oboje usłyszeli łoskot na schodach i zmysłowe nawoływania:
- Mą amur! Gdzie jesteś mój rycerzu?
Tess i Adi spojrzeli na siebie.
- Nie Tess, zależy mi tylko na Tobie, dlatego mam lepszy pomysł. Gdzie mój pendrive?
W tej chwili do pokoju wtoczyła się Lady, usiłując utrzymać równowagę na pająkowatych nogach, niezbyt trzeźwym spojrzeniem oceniła sytuację.
- No Ciebie oczekiwałam w mojej sypialni Adi, ale co Ty tu robisz?! – rzuciła ostro w stronę Tess.
- Walczę o moją miłość! – łamiącym się od emocji, melodramatycznym głosem krzyknęła Tess po czym otrząsnąwszy się z podniosłego nastroju złapała za i tak już mocno pomierzwione włosy Vanili. Dziewczyny szarpały się przez chwilę, obijając się o miękkie stosy odzieży porozwieszanej na drzwiach i szafach, dopóki Adi nie przerwał tej kuriozalnej walki.
- Dość! – huknął stanowczym głosem.
Tess i Lady Vi stanęły obok siebie próbując utrzymać równowagę. Adi uniósł rękę w której dzierżył pendrive.
- Tutaj! Tutaj skopiowałem Twoje erotyczne ekscesy Vanilo!
- Nie… - pisnęła cicho Lady.
- I niczego nie opublikujemy Tess pod warunkiem, że nasza szantażystka nie ujawni owej kompromitującej sesji, skasowałem post!
- Nie … pisnęła cicho Tess.
Lady Vi usiadła ciężko na krześle i tak uginającym się od sterty ubrań.
- Nie ma żadnej sesji – jęknęła z rezygnacją – skasowałam wszystkie zdjęcia po naszym rozstaniu. Nie chciałam, żeby coś mi Cię przypominało. I udało mi się prawie zapomnieć, ale pojawiłeś się znowu… w tym podniecającym, miętowym wydaniu, pomyślałam jak wspaniale pasowałbyś do zapachu „ czystej bawełny” jakie piękne zdjęcia mógłbyś mi zrobić na moim nowym łóżku z Juska, moją nową lustrzanką… chciałam Cię odzyskać.
Lady pociągnęła nosem a po chwili , kiedy osłupieni Adi i Tess stali wciąż się w nią wpatrując, lekko zsunęła się z krzesła i zasnęła z głową na kobaltowej spódniczce, cicho pochrapując.
O świcie, kiedy Dębica spowita była jeszcze poranną mgłą i pierwsze promienie słońca przebijały się przez korony podkarpackich drzew, Tess i Adi złapali wczesny PKS z przystanku nieopodal posiadłości Lady Vanili, który miał ich zawieźć do cywilizacji. Tess nawet nie próbowała domagać się u kierowcy żadnych profitów. Już na pierwszy rzut oka oceniła, że miętę to on widział wyłącznie w swoim ogródku a poza tym wczorajsza nalewka mocno szumiała jej w głowie. Zanim zasnęła wtulona w rękaw nowej parki Adiego, walczyła jeszcze przez chwilę z kacem i niepokojącymi myślami. Dlaczego jej ukochany tak stanowczo schował pendrive z kompromitującymi zdjęciami? Do czego będzie mu on potrzebny? Co tak naprawdę łączyło go z Vanilą i czemu na wyrafinowanej skórze Tess nie pojawiła się wysypka po zetknięciu z chińską koronką? Zmęczenie jednak wygrało i Tess, podobnie jak pewna klasyczna bohaterka, postanowiła pomyśleć o tym wszystkim jutro.


Wersja 3, autor: Piecyczek

Tess przeglądając zdjęcia śmiała się do rozpuku. Nie pamiętała kiedy ostatni raz tak wybornie i szczerze się bawiła. Chyba było to podczas wyjścia do opery. Wróć. Wtedy udawała do zdjęć, gdyby nie bilety od jednego ze sponsorów nigdy nie zawitałaby w tak nudne i snobistyczne miejsce, no ale przecież hajs się musi zgadzać.
-Jak to mówią grosz do grosza i kupisz bambosza?- mruknęła w myślach Tess -Bez sensu,tak pojedynczo?Już lepiej zamówić od sponsora całą parę,kto by paradował w jednym bamboszu?- dociekała dalej, równocześnie fotografując swoim ajfonem zdjęcia stylizacji Vanilli . Były tak słabe , że żal by było gdyby słuch o nich zaginął po skasowaniu całej zawartości dysku. 

Tymczasem wystraszony i trzęsący się niczym osika Adi otwierał kolejną butelkę 40% trunku. Całym swoim miętowym jestestwem kibicował spiskującej w jaskini lwa blogerskiej połówce.

-Jak tam wódeczka Vanilciu, prima lux?- zapytał przez zaciśnięte gardło.
- Prosiłam byś mówił do mnie Vi mój drogi.Chociaż Tobie wybaczę wszystko... - jej ton nagle przybrał nostalgiczną barwę, którą miętowy książe znał bardzo dobrze z czasów ich związku.
To zdarzyło się w pewne wakacje. Adi był wtedy kelnerem w jednym z popularniejszych dębickich lokali - Pub City. Wiele pereł Dębicy próbowało go usidlić. Udało się to dopiero Domikuelli, którą poznał na jednym z oazowych wyjazdów. Połączył ich Jezus i nocleg na pryczach. Pewnego dnia Domi przyszła do niego z prośbą czy nie zechciałby pomóc wieloletniej przyjaciółce , która jest początkującą blogerką i potrzebuje chłopaka do sesji. Domikuella podkreśliła,że jest to dla niej priorytet ponieważ ta obiecała w zamian podzielić się z nią nowo przybyłymi chińskimi precjozami. Ponieważ Adi zawsze był lojalny i ślepo zapatrzony w swoje dziewczyny od razu przystał na propozycję wypożyczenia się do sesji. I tak oto poznał swoją pierwszą, wielką miłość. Już podczas sesji, między drzewami Vanilla skradła mu pocałunek po to by chwilę później kokieteryjnie szepnąć do ucha :
-Chodźmy do mnie.Zapalę świece i obejrzymy razem porno.
I tak oto miał początek związek pełen namiętności.Vanilla i Adi stali się nierozłączni jak Dolce&Gabbana,Paprocki i Brzozowski,Lajf i stajl.Ich szczęście zburzyła dopiero decyzja rodziców oblubieńca, którzy postanowili wysłać syna na nauki do stolicy. Z błogich wspomnień wyrwał go płacz towarzyszki.
- I właśnie wtedy to się stało - krzyczała histerycznie Vi, próbując ręką zbierać spływający niczym kaskada z dębickiego źródła makijaż. Ten widok dał znak Adiemu, że przed chwilą powiedziała coś ważnego. Jego twarz przybrała odcień najjaśniejszego podkładu od Chanel.
-Mogłabyś proszę to powtórzyć - szepnął ledwo słyszalnie, nie mogąc uwierzyć w to co przed chwilą usłyszał. Sytuacja robiła się dramatyczniejsza niż na otwarciu Zary w dniu wyprzedaży.
-I wtedy gdy wyjechałeś do Warszawy nie żegnając się ze mną byłam tak zdenerwowana, że dostałam zawału. I przez to poroniłam. A następnie straciłam wszystkie zęby!!!- bełkotała dalej.
-Że coooo?? Na rany Korsa ! Co żeś powiedziała? - warknęła Tess, która właśnie powróciła na przyjęcie.
-Straciłam mój perlisty uśmiech. Wszystkie zęby mam sztuczne. Musiałam zacząć sprzedawać moje ciuchy z Romłe po jednym założeniu do sesji by opłacić dentystę, dasz wiarę? Inwestycja była konieczna bo kto by przysyłał gifty blogerce bez klawiatury. Zostały mi jeszcze dwa do wstawienia- lamentowała dalej Vanila.
-Wcześniej. Co powiedziałaś wcześniej??
-Wcześniej? Że poroniłam dziecko, które miałam mieć z Adim - uśmiechnęła się triumfalnie w kierunku zaszokowanej rywalki.
Tess popatrzyła błagalnie w kierunku Adiego. Niestety był on tak osłupiały, że tego nie dostrzegł.Tak samo jak faktu, że jego dziewczyna wciąż ma pończochę nałożoną na głowę.
- To koniec. Oszukałeś nas. Mówiłeś, że Coco jest pierwszym Twoim dzieckiem. Róbcie sobie co chcecie, ja wracam do Warszawy. - blogerka odwróciła się i poszła po swoje rzeczy. Pierwszy raz nie cieszył jej odniesiony triumf. Ani myśl o paczkach od sponsorów kłębiących się na pobliskiej poczcie. Oddałaby wszystkie torebki od Sabriny Pilewicz za to by jej miętowy książe ją objął i wybiegł razem z nią. Żeby to co przed chwilą usłyszała okazało się wstrętnym kłamstwem. Żeby było jak dawniej.


Wersja 4, autor: carrie

Tess wybornie się bawiła oglądając galerię koleżanki po fachu…
Pośród wielu plików i folderów o intrygująco brzmiących nazwach : „precjoza” czy „zakupy romwe love love love” Tess próbowała odnaleźć, to czego szukała. Choć korciło ją, aby zajrzeć do katalogu „oczekujące kampanie” Tess była zacięta niczym maszynka do golenia, którą otrzymała od sponsora wieki temu. Nagle jej oczom ukazał się zbiór zdjęć zatytułowanych „Miś pADI”. Drżącymi rękami, które zdobiły paznokcie pomalowane w najmodniejszy print, zdecydowała się otworzyć folder. Poniżając się i jadąc drugą klasą PKP do Dębicy, a nadto mając w ofercie Warsa zamiast starbunia, Tess nie wiedziała czego się spodziewać, ale to co ujrzała, przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Zbiorek zawierał kilkanaście fotek Adiego w objęciach Vanilli, która nonszalancko i łapczywie zarzucała na niego swoje ręce niczym macki ośmiornicy wystające zza czerwonego gorsetu, który równie dobrze mógłby służyć za kostium do najnowszej „Gry o Tron” czy rekwizyt do taniego erotyka. Najgorsze było jednak to, że Adi miał blond pasemka, które połyskiwały w słońcu przebijającym przez drzewa leśnej scenerii, kolczyk w uchu i koszulkę z Kelly Family. Jak to możliwe, żeby zarosła mu dziurka? – zastanowiła się Tess.

Pełna złości i oburzenia jednym ruchem skopiowała zdjęcia na swój pendrive ukryty w szmince IeSeL (…ach te cuda techniki – Tess wzdychała z podnieceniem za każdym razem, kiedy go używała…) a następnie usatysfakcjonowana usunęła kompromitujące zdjęcia.

„Teraz muszę bezpiecznie usunąć pendriva” – pomyślała Tess, jak to było?? Chyba trzeba powolutku wyjąć z tego śmiesznego gniazdka, tak po ciuchutku..o tak, właśnie tak! - Uradowała się dziewczyna.
Trzymając atrapę szminki, Tess w geście triumfu podskoczyła na paluszkach i dopiero po chwili przypomniała sobie, że pod podłogą mogą kryć się krwiożercze myszy, pisnęła i uciekła na przyjęcie. Po krótkiej chwili odnalazła Adiego, który wyraźnie wstawiony, komplementował fioletowo-plastikowe kolczyki Vanilli.
Co za wstyd, pomyślała dziewczyna – trzeba jak najszybciej stąd uciekać.
Wtedy Vanilla dojrzawszy Tess, donośnym i lekko bełkoczącym głosem oznajmiła gościom imprezy, z których każdy był posiadaczem mniej lub bardziej żenującego bloga, że oto na uroczystości jest nie kto inny, jak Tess-najsłynniejsza polska blogerka. Zaczął się dziki szał, ludzie powyciągali swoje plebejskie smartfony, bo przecież nikt nie posiadał tego jedynej słusznej firmy na „Aj”. Zewsząd zaczęły błyskać flesze i choć Tess uwielbiała być w centrum wydarzeń, teraz nie w głowie było jej pozowanie na ściance z sidingu. Podeszła do swojego pijanego chłopaka i równie wstawionej Vanilli i zaczęła go ciągnąć w stronę wyjścia.
- Tess masz coś na twarzy, zachichotała Lejdi.
- A ty… ty… - Tess próbowała wymyśleć ciętą ripostę – jesteś rozmazana.
- Dziś robiłam sobie zdjęcia lustrzanką i tak ma być – odparła Lejdi.
Uznawszy tę odpowiedź za wystarczającą, czy po prostu nie znajdując odpowiedniejszej puenty, Tess ruszyła ku wyjściu zajadle ściskając miętowy rękaw swetra Adiego.
Cudem dotarli na dworzec, wszak w Dębicy nie było przecież metra. Blogerka opadła na ławkę i już chciała odpocząć, kiedy na ekranie jej telefonu mignęła ikonka oświadczająca powrót do cywilizacji – dostępność sieci WiFi. Tess postanowiła szybko zobaczyć, co też słychać w blogerskim grajdołku, lecz gdy otworzyła pierwszą lepszą stronę, nie mogła uwierzyć w to co widzi: cały Internet zmówił się przeciwko niej, na wszelkich podrzędnych blogaskach, na kundelku i żyrafce wisiały jej zdjęcia z dębickiej imprezy. Pal licho towarzystwo oraz pijanego Adiego u boku, ale na każdym zdjęciu miała pończochę na głowie, którą zapomniała ściągnąć po szpiegowskiej akcji w pokoju Vanilli. Tess była załamana – Oto zwieńczenie mojej kariery. Trzeba będzie wrócić na studia do Białorusi – załkała.
Tymczasem na stację wjechał rozświetlony pociąg. Przez głowę Tess przemknął wierszyk:
Stoi na stacji lokomotywa
Wielka, śmierdząca tłusta oliwa
Stoi i sapie, dyszy i dmucha
Zewsząd smród pach od ludzi bucha
I pełno ludzi w każdym wagonie
A wszystko to krowy i świnie – 
Co nie ustąpią miejsca biednej dziewczynie.
Kiedy tak zapłakana siedziała na podłodze między I a II klasą, kurczowo ściskając ledwo co ściągniętą pończochę i jednym okiem łypiąc z wściekłością na Adiego, który w najlepsze spał wtulony w jej ramię, usłyszała głos jakby z zaświatów:
- Przepraszam, czy Pani to Tess, ta słynna blogerka? Zapytał mężczyzna. Jestem pod wrażeniem Pani wczorajszego outfitu, zwłaszcza nakrycia głowy, jakby od samego projektanta! 
W tym momencie wręczył jej wizytówkę, na której widniał napis: Hans Klop, menadżer Vatta Lingerie i zadał to jedno magiczne pytanie, które przywróciło Tess wiarę w to, że są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie:
- Czy zechciałaby Pani zostać twarzą naszych rajstop?


Wersja 5, autor: Zy Ta

 Adi z trudem skoncentrował wzrok na swojej drżącej dłoni nalewające niewiadomego pochodzenia płyn +40% do brudnego kieliszka. Zdziwił się – słyszał gdzieś że profesjonalnym fotografom nie drżą ręce. Zza stołu zastawionego wyrafinowanymi imprezowymi przysmakami uśmiechała się do niego Lejdi. Starała się wyglądać lubieżnie – niestety efekt bardziej przypominał kręć karku połączony z nagłym porażeniem mięśni twarzy. Chłopak wzdrygnął się i silnym postanowieniem upicia jej tej nocy polał jej myśląc -ku chwale blogosfery!
Tymczasem Tess pogrążała się w odstręczających odmętach zdjęć Venili. Większość z nich miłosiernie pozostawiono bez przeróbek, jednak do niektórych z nich dodano w paincie wzniosłe cytaty z wierszy Poświatowskiej i Księdza Twardowskiego. Wszystkie cytaty miały głęboki  sens w połączeniu z obrazami– niektóre sugerowały głęboki weltschmerz z powodu upaprania na trawniku nowych chińskich szpilek (mimika pełna cierpienia, głowa zwrócona w dół, zgarbione ramiona, włosy opadające na twarz), inne zaznaczały głęboką zadumę nad istotą toalety (pełna wzniosłości poza na sedesie). Tego typu kwiatki męczyły mózg - nawet Tess, u której ów narząd zanikł z racji przewlekłego nieużywania. To dziwne- z racji studiów psychologicznych na prestiżowej uczelni  i pracy w uznanej agencji PR powinna być bystra jak strumień hajsu od reklamodawców. Westchnęła ciężko. W pończosze na twarzy pociła się w jak blogerka pisząca posta. Skarpetka ta nie przepuszcza powietrza bo jest sztuczna jak jej zrobione rok temu usta ale przysłał ją sponsor więc pewnie napisze że jest wspaniała. A może wystarczą zdjęcia? Wrzuciłaby do nich te kubki z Ikei i upiekłaby gołębia i wróbla na jednym ogniu. Czy jakoś tak. Z westchnieniem zdjęła z twarzy ten smętny glut który pozostał po pończoszce i wtedy wiele rzeczy zdarzyło się naraz.
Gdzieś zza zasłony dobiegł ją straszliwy krzyk – połączenie szoku i trwogi, w efekcie brzmiący jakby odkurzacz zassał świnkę morską. Tess podskoczyła przerażona a zza firanki wyskoczyła blond włosa nastolatka ubrana w coś w stylu piżamy w latające oczy. Tess zerwała się z krzesła ale dziewczyna już była przy niej piszcząc.
- O matko matko to ty<3 Najpiękniejsza! Jesteś moją ulubioną blogerką!:** Jak jak bym chciała mieć takie nogi kochana! Co robisz że masz takie nogi? Jak szyte przez projektanta!  #Tess  #idzbycpieknagdzieindziej <3
Gdyby Tess miała odrobinę poczucia humoru wykraczającego poza jej sztywny jak stosunek Grzejnika do fanów sposób bycia, wykorzystałaby okazję by dzięki swoim nogom odziedziczonym po matce zareklamować swoją nową markę mejdbajmam. Jednak nim dziewczyna ogarnęła sytuację zza kanapy dobiegł ponury, lekko podduszony głos.
- Też mi piękne nogi, osobiście wolę trochę ciałka. Wyglądasz jak patyk. Powinnaś przytyć. Anorektyczka.
Dziewczyna w piżamie w oczy zaczerwieniła się ze złości naskoczyła na Głos Zza Kanapy.
- Każdy ma prawo być takim jakim chce!!!!! Tess nie daj się hejterom! !!!!!!1 Hejtujesz bo zazdrościsz! Pewni sama masz tłuste balerony! 
Głos zza kanapy zabulgotał i po krótkiej szamotaninie ze ścianą zza oparcia wyłoniła się…
- Piękno-Moda-Zakupy Anastazja! – wykrzyknęły obie podczas gdy wspomniana blogerka gramoliła się na drugą stronę. Była fanką fitnessu i zdrowego jedzenia, po blogoświatku krążyły jednak pogłoski że tak doskonałą figurę uzyskała poprzez łóżko – wiedziała do czyjego wskoczyć. W tym wypadku również jak widać – za czyim się schować.
- O mój borze – zapiszczała dziewczyna z oczami – o mój borze Anastazjaaa! Jesteś moją ukochaną blogerka! 
Anastazja jednak nie zwracała uwagi na popiskującą jak mały szczeniak dziewczyną i spojrzała na Tess groźnie.
- Co tu robisz? – zapytała.
- Raczej co ty tu robisz? – Tess postanowiła zgrywać twardziela. By było jej łatwiej w myślach wizualizowała sobie walkę o ostatnie łupu podczas wyprzedaży w Zarze. Atmosfera zrobiła się gorąca, dziewczyny mierzyły się wzrokiem.
- Uroda przemija, styl pozostaje –wygłosiła sentencjonalnie dziewczyna z oczami korzystając z tej pauzy w konwersacji. Blogerki otrząsnęły się zdziwione a autorka uwagi wyjaśniła – to motto mojego bloga, zaobserwujecie?. Anna-maria-fashion –warderobe.blogspot.com. Zapraszam też na instagram i na aska…
- Przyszłam po tajemną recepturę diety Lejdi Venili– rzuciła obojętnie Anastazja by przerwać ten wywód - musi być gdzieś tu w komputerze…
Postawiona pod ścianą Tess musiała wyznać jaki był cel jej przyjścia.
- Fajnie że podejmujecie się takich inicjatyw dla dobra Twojego bloga – powiedziała poważnie dziewczyna z oczami– podziwiam ludzi którzy narażają się na takie niebezpieczeństwa dla swoich czytelników.
Tymczasem w mózgu Anastazji włączył się tryb detektywa i z podejrzliwą miną rozejrzała się dookoła.
- Może nas być tutaj więcej – powiedziała.
W szafie znalazły jeszcze dwie początkujące blogerki w codziennych, casualowych stylizacjach -rurkach, basicowych topach i konwersach. Dziewczyny kłóciły się właśnie zacięcie bo jedna z nich usiadła drugiej na Korsie. Ponieważ każda reklama na blogu jest płatna, a dziewczyny wydały wszystkie oszczędności na etui na klucze z LV, przyszły tu by włamać się na bloga Venili i zareklamować się na nim.  Za biurkiem skulona siedziała jakaś dziewczyna, która okazała się być tu w poszukiwaniu zdjęć domniemanego faceta Lejdi. Słyszała, że nagrywa on teledysk hiphopowy i była nim żywo zainteresowana.  Natomaiast w stercie precjozów na podłodze zakopała się fanka jednego z hejterskich, plujących jadem blogów szydzących z ciężkiej pracy blogerek . Dziwczyna chciała „zainspirować się” (czyli tak naprawdę ukraść ale ciii….) niepublikowanymi zdjęciami Lejdi Venili i tym samym zdobyć wieczną sławę w gronie innych grubych, samotnych kobiet bez celu w życiu. Zdjęła z twarzy maskę gazową i w kilku słowach wyraziła pogardę dla zgromadzonego towarzystwa. 
Wtedy jedna z początkujących blogerek oburzyła się i w imieniu Venili zażądała  trzykrotnej ceny  rynkowej zdjęć. Tess licząc ze wśród nich znajdzie felerne zdjęcia Adiego natychmiast zaproponowała kupno. Druga początkująca blogerka płakała nad zgniecionym Korsem. Dziewczyna z oczami korzystając z zamieszania zaczęła robić sobie sweet focie z blogerami. Anastazja podskakiwała w miejscu, robiła pompki i przysiady a potem wrzuciła na insta fotkę z podpisem „ja już po wieczornym treningu a wy?” i masą hasztagów o tym że życie bez fitness to nie życie. Potem nieszczęsna dziewczyna w oczy przez przypadek nadepnęła na nieszczęsnego Korsa początkującej blogerki i wszystkie zaczęły krzyczeć i kłócić się ze sobą nawzajem.
W zgiełku i jazgocie nikt nie zauważył jak otworzyły się drzwi i do pokoju wpadła spleciona ze sobą ściśle para. Chłopak trzymał kobietę w uścisku, wodził rękami po jej ciele i mruczał:
– Ach Venilo, pryszcze na twych plecach są jak droga mleczna a usta twoje pełne niespodzianek- jak kosmos!
Ręce jego nie napotykały na żadne przeszkody w postaci uwypukleń, krągłości czy jakichkolwiek kształtów na ciele Venila toteż nie bardzo wiedział co robi. Nie przeszkadzało mu to gdyż był pijany jak bela. Oraz ponieważ jego dziewczyna również nie odznaczała się kobiecością.
To był Adi!
Venila szybko zorientowała się co się stało – zamarła, jednym sprawnym ruchem odepchnęła chłopaka który runął jak kłoda na ziemie (chińskie szmaty zamortyzowały upadek, Adi powiercił się i zachrapał). Potem skierowała na zgromadzone w pokoju dziewczyny mściwy wzrok i wycedziła groźnie przez niekompletne uzębienie.
-  Alkohol jest sprawą zdrowego żołądka, a nie zdrowego rozsądku!
Ponieważ dziewczyny nie zareagowały dodała wyniośle.
- To sparafrazowany cytat Marka Hłasko. Piszę to zawsze na końcu notki żebyście wiedziały jaka jestem oczytana! Ale teraz… zapłacicie mi kochanieńkie!
I z grobową miną sięgnęła za siebie…

Wersja 6, autor: Sol


Tess wybornie się bawiła oglądając galerię koleżanki po fachu, aż nagle podskoczyła niczym porażona ogromem. Zza pleców ktoś z dziwnym akcentem wykrzyczał jej imię. Zlękniona rozejrzała się wokoło. Myślała, że jest tu sama niczym manekin na wystawie wyprzedażowej, jednak jej nadzieje okazały się złudne.
– Ty jesteś Tess, prawda? Pamiętasz mnie? Musisz mnie pamiętać. - Dziewczyna nie pozwoliła nawet odpowiedzieć na żadne pytanie. - Co Ty tu robisz? Ale fajna impreza, Vanilia też Cię zaprosiła? A ta pończocha? Czemu masz pończochę na twarzy? Nie jesteś aż tak brzydka, żebyś musiała ją nosić. No może nie jest z Tobą najlepiej, ale bez przesady. - Tess z trudem powstrzymała się, żeby nie trzasnąć jej jednym ze stojących obok świeczników. Skoro Vanila i tak zrobiła im już pierdyliard zdjęć, to czemu mają się marnować.
– To najnowszy trend. Ja się... Ja go... - Tess miała to słowo na końcu języka. Wiedziała, że było ono trendy w zeszłym sezonie. - Zainspirowałam się! - wielki kamień spadł jej z języka.
– A co Ty tu robisz? Czemu przeglądasz komputer Vanili?- nieznajoma zaczęła być podejrzliwa, co stawiało pod znakiem zapytania całą mizerną akcję. Tess przybrała rozbrajający uśmiech, jak wtedy, gdy negocjowała ze sponsorami kontrakt na tabletki zwiększające porost włosów. To nic, że jej włosy nadal przedstawiały obraz nędzy i rozpaczy. Hajs się zgadzał.
– No bo wiesz... Tylko obiecaj, że nic nie powiesz. Od lat Lady Vi jest moją... tą no... inspiracją no. Guru taką moją. I ja już zupełnie nie wiem o czym miałabym pisać. Było 10 sposobów na..., 15 pomysłów dla.... Pokazałam moją kolekcję butów, apaszek, szminek, spodni. No i już sama nie wiem, co jeszcze. A ona jest zawsze taka...
– Oryginalna, co nie? - Tess nie śmiała zaprzeczać, choć w głębi duszy cierpiała słysząc to porównanie. Dla niej Lejdi Vanilia była oryginalna niczym LV na tureckim bazarze. - No dobra, nic nie powiem, ale kiedyś będziesz musiała udzielić wywiadu dla mojej telewizji! Koniecznie! Do zobaczenia na dole! - dziewczyna zbiegła po schodach, które zatrzeszczały złowieszczo.

W tym samym czasie Adi próbował ostudzić lubieżne zamiary Lady Vi, niestety z miernym skutkiem. Widać działał na nią niczym darmowe ciuchy z chińskich hurtowni.
– Może by tak... Rozpalić w kominku? - zapytał próbując odciągnąć jej uwagę od swojego torsu opakowanego w najnowszą koszulkę z Zary.
– Och, tak. Zapach wosku wyzwala we mnie... dzikie żądze. - szepnęła prawie namiętnie, choć wyszło jak zwykle, i wskazała na jeden z kominków Janki Kendl.
– Nie, nie, ten tam – chłopak pokazał na zapuszczony i pokryty pajęczyną kominek, znajdujący się w rogu pokoju.
– A tamten - zaśmiała się Vanila. - no niestety, nie miał mi kto narąbać drewna. Do tego trzeba prawdziwego mężczyzny, takiego... drwala – puściła do niego oczko. Chłopak w niemym przerażeniu wysłał Tess sms'a. ”Zwijamy się stąd natychmiast! Będę czekał przed wejściem”. Wiedział, że kompromitujące zdjęcia, to nie jest najgorsze, co może go spotkać w Dębicy. Pomyślał, że czas najwyższy na happy end, choć nie wierzył w powodzenie hakerskiej misji Tess. Nie żeby wątpił w jej zdolności informatyczne... Nie zdążył sformułować myśli, gdy skrzypiące drzwi otworzyły się z hukiem. Do domu wkroczył wysoki, zarośnięty mężczyzna z siekierą na ramieniu.
– A więc, to jest to Twoje spotkanie z dziewczynami – ryknął – ja tu mam dla Ciebie precjozo, a Ty się zabawiasz z jakimś...- tu nieznajomy obdarzył Adiego spojrzeniem od stóp do głów i spojrzał w uśmiechem na Lejdi. - no, nie mówiłaś, że masz TAKICH kolegów.
Adi nigdy by nie przypuszczał, że obcisła koszulka z Zary i rurki kiedyś ocalą mu życie.
– To ja już może sobie pójdę. - wybąkał i pobiegł do wyjścia. Kątem ucha usłyszał jedynie krzyk Vanili „Lustrzanka! Prawdziwa? Teraz będę miała takie feszyn rozmazane zdjęcia, och....”. Za drzwiami rozejrzał się uważnie. Tess, z nieco nadmiernie wypchaną torebką i wspólnym bagażem, stała pod płotem.

–  Udało się? - zapytał niepewnie
–  No w sumie... Nie. - Adi nie był zaskoczony – ale, ale... Popatrz co mam. - powiedziała

wyciągając z torebki laptopa Lejdi. - Może tobie się uda. - Chłopak zamarł w przerażeniu. Wiedział, że zaoczny kurs internetowy z prawa na nic mu się zda, kiedy pójdzie siedzieć za kradzież. Tą wizję zwizualizował przed ukochaną.
– Nie jestem taka głupia jak myślisz. - popatrzył na nią z powątpiewaniem – zasymulowałam włamanie. No wiesz... Oglądałam na filmach, otworzyłam okno, nawet nie musiałam robić bałaganu.

–  Nikt Cię tam nie widział? - powątpiewał.
–  No widziała jedna dziewczyna – Tess zrozumiała swoją krytyczną sytuację - Och nie! Jestem skończona – załkała – będę musiała... będę musiała iść...- słowa nie chciały przejść jej przez gardło -będę musiała iść do pracy. W blogosferze jestem skończona.
Adi objął ją ramieniem.
- Kochanie nie będzie tak źle. Masz przecież jakieś doświadczenie? Wspominałaś o tej agencji Pijarowej. - Tess zaszlochała smutno.
- To był staż. Wywalili mnie po dwóch dniach, bo nie umiałam nawet zaparzyć kawy. Moje życie jest do niczego.
- Może zrobisz jakąś wyprzedaż, będzie na kilka miesięcy. Ot, ta Twoja kolekcja kosmetyków.
- One są tylko do zdjęć. Mają po kilka lat. Bałabym się z nich korzystać. - Adi zrozumiał, że czas najwyższy ratować ukochaną.
– No to zobaczymy, co my tutaj mamy. - wyjął pendrajwa w kształcie szminki i skopiował całą zawartość dysku. - Będzie na wszelki wypadek. – uśmiechnął się, gdy system potwierdził pełen format dysku. - jesteśmy uratowani. - powiedział podrzucając komputer przed drzwi. - nawet się nie zorientuje się, że coś było nie tak. Wziął dziewczynę za rękę i ruszyli niespiesznie na ostatni pociąg do cywilizacji.
Nad ranem Tess obudziła się z głową pełną pomysłów na nowe posty. „10 sposobów na wygodną podróż pociągiem”, „Największe wpadki na domówkach”, „Jak urządzić dom w stylu vintydż”. Znów będzie na topie. Zerknęła pełna obaw na bloga Lejdi, ale tam, nie pojawiło się nic nowego. Widać Vanila miała coś innego do roboty przez całą noc. Czas zabrać się za nowe wiadomości. Przez dwa dni nieobecności jej skrzynka powinna pękać od nowych ofert. Wybrała pierwszą z brzegu. Musiała przeczytać ją kilka razy, zanim dotarło do niej znaczenie.
– ADI! Nie uwierzysz! - rzuciła się w ramiona ukochanego, który właśnie wrócił z pracy – Nie uwierzysz, gdzie lecimy w przyszłym miesiącu! Niu Jork Feszyn Łik stoi przed nami otworem na oścież!