Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kocim Okiem czyli why so serious?. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kocim Okiem czyli why so serious?. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 lutego 2015

Kocim Okiem czyli why so serious.



Hellou, witam ponownie po staremu, na wniosek i prośbę czytelników. Nie obiecuję, że będzie co miesiąc, ale postaram się jak mogę. Dziś będzie o snobizmie, który podobno jest obcy blogerkom, o specjalnym szacunku do markowych ciuchów, poszukiwaniu wiosny, szoku kulturowym zagranico, również trochę o węchu i o sprzedawaniu swojego fit wizerunku. Czyli właściwie jak zwykle - o wszystkim i o niczym. 
  • jednym z wdzięczniejszych "obiektów" jest Nasza Mała Feszynelka vel Nie Jestem Snobistyczną Pipą. Och, a może jednak jesteś, droga Elajzo. Niedawno Fash udała się na luksusowe zakupy do Lądą, a dokładniej do tzw miasteczka outletów, niedaleko Londynu. Zakupiła tam kilka markowych rzeczy i jak to na Elizę przystało, połączyła je od razu z tandetnymi ciuszkami od Prajmaniego. Gwoli ścisłości, nikt z redakcji nie ma nic do Primarka samego w sobie, ale łączenie ładnych i porządnych tkanin i materiałów ze zmechaconymi ciuchami z byle sieciówki jest co najmniej dziwne, zwłaszcza, że w wielu sieciówkach można dostać całkiem przyzwoicie wyglądające ubrania. Feszynelce najwyraźniej nie spodobało się, że ktoś to zauważył, więc szybko opublikowała posta z tonami dystansu do siebie i swoich strojów. Cytuję z jej bloga: Wiecie co, trochę śmiać mi się chce kiedy ludzie oburzają się na widok torebki Chanel zestawionej np. z płaszczem z Primarka. Ze niby nie wypada, że Chanel to tylko z Chanel trzeba nosić, przecież należy okazać jakiś szacunek! „Znawcy mody” uznaliby więc poniższą stylizacje za ogromne faux pas. Płaszcz z primarka za ok. 60zł i torebka Celine Boston? No cóż, nie zamierzam zaprzestać tego haniebnego procederu. Lubię kupować ubrania w sieciówkach i lubię je łączyć z markowymi akcesoriami. To tylko akcesoria, co z tego, że markowe. Naprawdę nie trzeba specjalnie ich traktować ani okazywać im szacunku (sic). Nam też się chce śmiać, gdyż w nawiązaniu do pogrubionego można by się zastanawiać czy to nie ta sama osoba, która jeszcze niedawno pokazywała zdjęcia i inspiracje związane z garderobą, która wygląda jak ołtarzyk dla butów i torebek? Buty na "dywanikach", specjalne oświetlenie na każdej półeczce... Zresztą, popatrzcie i oceńcie sami. Czy Pipa to nie wiemy, ale Snobistyczna na pewno :) Eliza, żeby łączyć drogie ciuchy z tanimi, trzeba mieć dystans i to potrafić. Patrząc po tym jak bardzo lubisz eksponować markowe gadżety nawet na swoim ołtarzyku, wnioskujemy, że Tobie tego dystansu brakuje. 
screenshot pochodzi z bloga fashionelka.pl
screenshot pochodzi z instagrama Fashionelki

  • Ciąg dalszy newsów z bloga Elajzy. Właściwie tylko honorowa wzmianka oraz mała sugestia do zastanowienia się. Eliza prowadzi blog lajfstaljowy. Wydawało by się, że zawartość takiego bloga opowiada o niej, o jej stylu życia. Jak zatem ma się do tego fakt, że aby uczynić bloga ciekawym, musi się posuwać do kupowania zdjęć? Wychodzi na to, że życie Naszej Małej Fashionelki nie jest takie interesujące a ona sama ma raczej słaby wkład w blogasa. Dziwne, że w ogóle ktoś się tym jeszcze interesuje... Wystarczy zresztą spojrzeć na pierwszy wpis z podróży do Tunezji. Fasz, mistrzyni absurdu, nie może się nadziwić, że w jednym domu może żyć wielopokoleniowa rodzina, bo jej europejski móżdżek tego nie ogarnia. No cóż, bo to takie niezwykłe i tylko biedny plebs poza cywilizowaną Europą tak mieszka. 
  • Szarliza, kolejny orzeł blogosfery, również nie zawodzi. Poszukiwania wiosny w styczniu są naprawdę... interesujące. Wiosno, gdzie jesteś? Podpowiadamy: kalendarzowa dopiero za trochę więcej niż miesiąc a kiedy pogoda się naprawdę poprawi - nikt nie wie. Ale o tym chyba uczą na lekcjach przyrody w klasach 1-3. Fashionelka najwyraźniej tego nie widziała, że jej psiapsióła usilnie poszukuje wiosny, bo we wpisie z Tunezji pyta - być może retorycznie - kto się spodziewa upałów w styczniu. Można powiedzieć, że się dobrały idealnie. 
screenshot pochodzi z instagrama charlizemystery
screenshot pochodzi z bloga fashionelka.pl

  • Ciągnąc temat Królowej Żenady 2014, zastanawiamy się jak ktoś, kto posługuje się tak dziwnymi konstrukcjami mógł napisać i wydać z sukcesem książkę. Okej, przy książce podniosły się głosy twierdzące, że te sławne chochliki to może być wina korekty. Ale na blogu i fejsiku korekty brak ich tam, a Szarli jak wypisywała głupoty tak dalej je wypisuje. "Makijaż make up no make up" oraz "malowanie się kolekcją" chyba powinny znaleźć się w podsumowaniu 2015 r jako najdziwniej sformułowane zdania. I nie, nie zwalajmy tego na żadne pomyłki. To jest po prostu jej styl, nie do podrobienia.
screenshot pochodzi z bloga charlizemystery.com
screenshot pochodzi z facebooka charlize mystery

  • Blogerki wypisujące bzdury - ciąg dalszy. Królowa Dębicy chyba zapadła na omamy węchowe, jeżeli coś takiego w ogóle istnieje. Obdarowana świeczkami, zobowiązana do napisania recenzji wypisuje te swoje bzdurki ku uciesze czytelników. W świeczce o zapachu wanilii burbońskiej, Lejdi doszukuje się nut alkoholowych. No brawo. Szkoda tylko, że wcześniej nie wygooglała czym jest wanilia burbońska i skąd pochodzi ta nazwa. Ale Kama wie lepiej, tak miało być. 
screenshot pochodzi z bloga newlifewithfashion.com

  • Olfaktoria, kolejna "luksusowa" blogerka tym razem próbuje swoich sił w złapaniu kampanii i ciuszków za free. No cóż, można i tak, publicznie, żeby wszyscy widzieli, w sumie nie dziwi nas to jakoś bardzo i pasuje do niej. Może to jakaś forma pocieszania się, że po tym, że po tak długim czasie włażenia Kominkowi vel Żejsą Hątowi między pośladki, nie dostała się do jego rankingu?
screenshot pochodzi z instagrama olfaktoriapl

  • Gosia, największa porażka bloga Makelifeeasier, znów zalicza wtopę. Fit blogerka, pozująca na miłośniczkę zdrowego stylu życia i zbilansowanych diet, reklamuje.... dietę w proszku pod pozorem noworocznego postanowienia zgubienia kilku kilogramów. Potwierdza to teorię, że panie z MLE zareklamują wiele, nawet jeżeli nie jest to spójne z ich wizerunkiem. A może Kasia powinna przemyśleć, czy głupoty wypisywane przez Gosię nie szkodzą wizerunkowi całego MLE? No chyba, że firma od diet w proszku aż tak dobrze płaci.
screenshot pochodzi z bloga MLE

  • Dejna, znana również jako DEYNN, znów nie umie w fotoszopa. A tak się chwaliła swoimi umiejętnościami oraz pracą jako graficzka komputerowa. Niestety obróbka zdjęć aplikacjami dostępnymi na komórkę widocznie jest trudniejsza. Ale za to jakie ładne fale tworzy! A teraz tak na poważnie - powiedzcie, po co dziewczyna z całkiem fajnym ciałem musi się aż tak poprawiać?

czwartek, 11 grudnia 2014

Kocim Okiem czyli why so serious. Wieczorek mizernej literatury.

Witam po długiej przerwie w Kocim Oku. Formuła plotkowa nieco się wyczerpała i - szczerze mówiąc - mocno dała mi się we znaki, gdyż śledzenie tylu różnych blogasów z tyloma bzdurami jest po prostu nudne. Ale źródło jadziku nie wyschło, zatem postanowiłam wykorzystać je do stworzenia czegoś nowego a zarazem starego - Kocim Okiem w wersji pseudo felietonów albo czegoś zupełnie nie felietonowego, natomiast zawierającego sporą dawkę subiektywnego spojrzenia na Gwiazdy i Rozgwiazdy Blogosfery. Zainauguruję ten nowy cykl moimi refleksjami po zapoznaniu się z dziełem Karoliny Glinieckiej aka Charlize Mystery.  
Pierwsza i właściwie główna refleksja da się wyrazić popularnym gestem:



I właściwie w tym miejscu można by zakończyć, gdyby nie chochliki, smaczki i inne precjoza. Żeby nie narazić się na odebranie mi prawa do krytyki, postanowiłam naprawdę zapoznać się z książką. Nie, nie kupiłam jej, aczkolwiek szukałam (nie jest prawdą, że stoi świetnie wyeksponowana w empikach, bo akurat to dotyczy blogerskiej książki ale innej, autorstwa Zosi z makecookingeasier). Ale widziałam, bodajże w ążejkową niedzielę, jak jakieś młode dziewczątka nabywały tę ciężką, dosłownie i w przenośni, literaturę; aż chciało się trzepnąć trzymanym w ręce Mystic Artem i kazać odłożyć szarlizowe wypociny na półkę. Tak czy inaczej, książka wpadła w moje ręce i odleciałam na planetę szyku i stylu, czyli miejsce, w mniemaniu naszych guru modowych, zapewne mi obce. 

Żeby nie było, że tylko hejtuję, postaram się wymienić to, co mi się podobało. Są pewne rzeczy, które obiektywnie można uznać za plusy, więc tym bardziej subiektywnie jestem w stanie przyznać, że takowe istnieją. Niewątpliwie książka jest ładnie wydana. Sprawia estetyczne wrażenie, jak i cały blog Karoliny. Nie będę odlatywać ekscytując się twardą okładką jak to czynią recenzenci na stronie empiku *hyhyhyhyhy* bo to chyba oczywiste. Książkę zdobią ładne fotografie zaczerpnięte wprost z bloga. No i tematyka - ciekawa, ale raczej dla osób naprawdę nieogarniętych modowo i mających problem z najprostszymi zestawami, bo każdy kto ma chociaż odrobinę gustu i zdrowego rozsądku raczej wie jak się ubrać. Szkoda tylko, że potraktowano wszystko po macoszemu, wypełniono treścią skopiowaną z internetu razem z błędami, a mimo wszystko bez żadnych przypisów. I koniec! 

Początek i sławny już chochlik, który miał podobno się pojawić w kilkunastu egzemplarzach, złośliwie rozprzestrzenił się po co najmniej kilkudziesięciu. Dobre niemodne duszki ze wszystkich zakątków kraju donosiły, że chochlik usadowił się we wszystkich sprawdzonych książkach. O ile jedno czy dwa takie potknięcia można zwalić na wydawnictwo czy korektę (tak myślę, nie znam się, nie mam tyle tupetu by publikować jakiekolwiek wypociny tego poziomu), o tyle cały szyk zdań i styl pisania jest nie do podrobienia i od razu wiadomo która blogerka mocno się spociła nad tym arcydziełem. Treściowo wcale nie jest lepiej. Zdradzę wam tu mały sekret - tego typu porady można dostać zupełnie za darmo. W internecie! Śmieszne jest to jeszcze bardziej w kontekście faktu, że właśnie stąd autorka czerpała pełnymi garściami (a może stronami) i teraz każe sobie za to płacić. Internet przecież pęka w szwach od równie odkrywczych rad, a o klasycznej małej czarnej w zestawie ze szpilkami mogą powiedzieć wam nawet wasze mamy, bo jest to masthew nie od dziś. Dziwią mnie szalenie opinie wystawione książce na stronie empiku, a zwłaszcza stwierdzenie, że tego typu poradnika brakowało na rynku. HELOŁ! Jadąc dębickim klasykiem, primo - poradników o modzie i jak się ubierać jest mnóstwo. Ostatnio nawet wyszedł poradnik napisany przez inną blogerkę - Radzką. Nie wiem czy jest lepszy czy gorszy, na pewno nie bardziej odkrywczy, być może lepiej napisany, stąd jednak moja ciekawość - dlaczego akurat szarlizowa książka miałaby być czymś bez czego nie można się obejść? Secundo - co jest w tym poradniku takiego, czego nie ma w internetach? I wreszcie tertio - naprawdę chcecie wydać pięć dyszek, żeby ktoś wam powiedział, że do małej czarnej można założyć szpilki? Gdzie te wszystkie kreatywne i oryginalne młode dziewczyny? Gdzie wasz własny styl i pomysłowość? Jeśli naprawdę potrzebujecie, żeby ktoś wam mówił jak się ubrać, podając tak banalne porady, to wątpię w pokolenie wyznawców Szarlizy - rośniecie na ludzi, którym blogerka, która nie do końca radzi sobie z własnym stylem, musi wiązać wirtualne sznurówki. Czym innym są rady jak się ubrać aby nie popełnić nietaktu lub nie ośmieszyć się przy konkretnej okazji, ale podpowiadać ludziom co można założyć do sukienki? Czekam na poradniki w stylu "Jak żyć czyli o lajfstajlu". Już widzę te rozdziały o robieniu musli na śniadanie, o kadrowaniu kiwi i ananasa do zdjęcia na insta czy o właściwym zakomponowaniu kubka z kawą wśród prasy o modzie. Ehe. 

Wróćmy na ziemię i weźmy na warsztat kilka ciekawostek. Bełkocik typowy dla stylu blogerki czyli rozpływanie się na temat własnej figury typu kolumna. I zderzenie dwóch różnych światów. Akapit pierwszy: "Kobiecość bez krągłości" vs akapit drugi "… musimy pracować nad nadaniem naszym kształtom szczypty kobiecości". No to jak jest Szarlizo? Masz tę kobiecość czy musisz ją sobie nadawać? I znów, akapit drugi "… możemy pozwolić sobie na stylizacyjne szaleństwa…" vs akapit trzeci gdzie Szarli poucza nas o dobieraniu właściwych proporcji. To szaleństwo na miarę zrezygnowania z ulubionych lodów czekoladowych na rzecz truskawkowych.  Kolejna sprawa to błędy merytoryczne. Nie będę się rozpisywać na temat tego, co napisane zostało już na blogu Zapach szyty na miarę - polecam lekturę, gdzie jedna z autorek miażdży Szarlizę i jej (nie)wiedzę na temat tego, czym właściwie jest tkanina. Ale jak to sama Karolina mówi - błędy są nieważne, a inteligentni ludzie zrozumieją o co chodzi w książce. Droga Karolino, w imieniu ludzi inteligentnych czuję się obrażona, że uważasz, że możesz traktować nas z góry, jak debili i wciskać nam swoje wypociny z błędami. Jakość treści, którą wydałaś, nie nadaje się do przyswojenia przez ludzi inteligentnych. Żeby nie być gołosłownym, na stronie 253 opisywany jest kapelusz fedora i wspomniana księżniczka Fedora Romazowa. Taki sam błąd w nazwisku istniał do 8 grudnia na stronie wikipedii poświęconej temu kapeluszowi. 



Za wskazanie błędu z fedorą dziękuję czytelniczce, która opisała to na naszym fanpage :) 
Ciekawostka ze strony 34 - Biała koszula była oznaką niewinności! Droga Karolino, do dziś biały kolor ma podobną symbolikę i naprawdę nie ma to znaczenia czy jest to koszula czy sukienka. Jak myślisz, dlaczego suknie ślubne są białe? Charlize proponuje by zainwestować w koszule jedwabne. Nie pamiętam ile razy na jej blogu takowe koszule gościły. Oh wait. Zapomniałam, że porządne materiały to nie jest to, w czym autorka gustuje. Strona 80 i sukienka empire. Cytuję "Ze względu na moją miłość do Nowego Jorku powinien to być mój ulubiony krój". Chciałabym zrozumieć bezpośrednią relację miedzy sukniami w tym stylu a NYC. Nasze forumowiczki wpadły na pomysł, że Szarli pewnie skojarzyła z Empire State Building… Strona 117 i małe pouczenie "pamiętaj jednak, by wkładając boyfriendy, zawsze nosić dopasowaną górę" powiedziała Szarli. I wkleiła obok zdjęcie w boyfriendach i luźnym swetrze. Dobrze, że posłuchała swoich rad i założyła szpilki! 

Dalej nie dam rady. Pominę już nieustanne powielanie stereotypów i schematów, jak np ten, że na mini mogą sobie pozwolić jedynie posiadaczki nóg do nieba. Jeśli autorka w ten sposób zamierza pouczać czytelniczki co wolno a czego nie, to gratuluję. To takie innowacyjne i zachęcające do eksperymentów i szukania własnego stylu. Dziwacznych konstrukcji zdań, przecinków, apostrofów już nawet nie wspominam. To je Szarliza, tego nie zmienisz. 

Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, jak Adi trąbi wszem i wobec, ile to Karolina włożyła pracy w pisanie tej książki. Niewykluczone, ostatecznie przepisywanie internetu to też męczące zajęcie. Dodatkowo ani żadna korekta (chyba wyjątkowo niestaranna), ani też żaden porządny recenzent nie podołał trudowi wyłapania i wylistowania błędów merytorycznych, od których aż się roi. Stylistykę zostawmy w spokoju, wszak to Karolina, nie ma się co spodziewać nie wiadomo czego. Ale treść? Dlaczego żaden specjalista nie zrecenzował tego dzieła pod tym kątem? Dlaczego to się ukazało i wprowadza ludzi w błąd?

Podsumowując, blogerka udowodniła kilka rzeczy. Raz - że uzywając argumentu "spełnianie marzeń" można wydać absolutnie wszystko i nikt nie sprawdzi poprawności ani źródła. Dwa - że bezczelnie można wmawiać ludziom, że popełnione błędy są nieważne bo liczy się jedynie ogrom włożonej pracy a to, że książka, zamiast uświadamiać, wprowadza w błąd, nie ma dla autorki ABSOLUTNIE ŻADNEGO ZNACZENIA. Drodzy nabywcy, zostaliście potraktowani jak idioci, którym można wcisnąć ładnie przygotowany bubel. Droga Karolino,  wybacz, ale muszę być dosadna: gówno opakowane w złoty papierek wciąż pozostaje gównem. 

*Wpis ma charakter ironiczny
**Przecinki dedykuję bohaterce i autorce książki

czwartek, 21 sierpnia 2014

Kocim Okiem czyli why so serious?

Witam wszystkich czytelników spragnionych newsów z blogosfery, co prawda z małym poślizgiem ale i mnie dopadła w końcu karma i rozbolały mnie niemodne zatoki. Na szczęście karma sobie w końcu poszła i mogę się z wami podzielić odrobiną jadziku. 

- Zacznijmy nietypowo jak na Niemodne, czyli od pozytywnej wiadomości. Jak donosi pudelek (oraz inne plotkarskie serwisy), polska blogerka znalazła się na liście najlepiej ubranych ludzi, ogłoszonej przez Vanity Fair. Klaudia Adaszewska, prowadząca bloga Splendor By Claudia, to względnie nowe nazwisko w polskiej blogosferze; pierwsze wpisy na blogu są z zeszłego roku. Nie bywała wcześniej na pudelku tak często jak inne gwiazdy rodzimego podwórka, więc tym bardziej interesująco wygląda jej debiut. Ocenę stylizacji i ogólnej koncepcji bloga pozostawiamy już wam, my natomiast gratulujemy Klaudii sukcesu i wyróżnienia. Miło jest widzieć, że można coś osiągnąć, nie sprzedając swojej twarzy pseudo zdrowym soczkom, suplementom wspomagającym wątrobę czy środkom do czyszczenia toalet i być docenionym, niezależnie od tego czy ma się miliony lajków czy nie. 

- Wszyscy wiemy, że niektóre blogerki lubią zaginać rzeczywistość przy pomocy photoshopa lub innych edytorów zdjęć. Filtry na instagramie czy poprawa kolorów to mały pikuś przy tym, co czasami widać na blogach. Zawsze zastanawiamy się, czy to jeszcze dbałość o estetykę na blogu, czy może już swoiste targowisko próżności i absolutny brak dystansu do siebie i akceptacji cech, które nawet przecież nie są niedoskonałe! Pierwsza swagerka blogosfery, znana lepiej jako DEYNN lub "Przepraszam, że nie mam A", często lubi chwalić się swoją figurą, eksponując do kadru biust, pośladki, brzuch czy uda. Wszystkim, które jej zazdroszczą, proponujemy przyjrzeć się bliżej zdjęciom. Czy wy też chcecie mieć samozaginające się panele? Taki to #workout - w fotosklepie.  Tym sposobem każda z was może mieć idealne pośladki. (dziękujemy czytelniczce za zgłoszenie - być może fotka jest starsza i nie pochodzi z ostatnich tygodni ale dopiero niedawno nam to nadesłano)

instagram DEYNN

- Jessica Mercedes to szalenie zapracowana osóbka, zwłaszcza od momentu kiedy zaprezentowała nam nową wersję swojego bloga, aspirującego teraz najprawdopodobniej do bycia serwisem modowo lifestyle'owym. Rozumiemy, że parcie na sławę jest wielkie, niestety chyba Jess przeliczyła się z realizacją i pomysłami, bo jak na razie część tego bloga tworzą artykuły żywcem przepisane / przetłumaczone z zagranicznych portali. Coraz mniej faktycznej mody i stylizacji, coraz więcej treści, którą można znaleźć gdzieś indziej i nie trzeba się specjalnie natrudzić, żeby to znaleźć. Przepisywanie to naprawdę kawał ciężkiej roboty, pewnie dlatego powstał Jemerced Team. Brawo Jess, w końcu znalazłaś niszę dla siebie - kopiowanie, bo kreatywnością nazwać tego nie można. Dla zainteresowanych: znajdź różnice między oryginałem a artykułem Jess. A takich artykułów jest tam więcej. 

- Kolejną osobą, która nie waha się "pożyczać" zdjęć i artykułów z internetu (a przynajmniej jeszcze nie tak dawno temu tak robiła), ucinając im podpisy autorów, jest Fashionelka. Ale teraz zaskoczyła nas jeszcze bardziej, kopiując od samej siebie. Uniwersalny przepis na tartę z porem i łososiem jest tak świetny, że można nim obskoczyć 2 kampanie reklamowe - Elektrolux i Hepatil - licząc, że da się zrobić w konia czytelników i niczego nie zauważą. Co prawda Eliza zdążyła już wykasować przepis na tartę z oryginalnego wpisu (zobaczcie na fotce poniżej - przepis numer II się zmienił ;) ) ale webarchive pamięta (link!). To się nazywa pracoholizm - skopiować swój stary post. Eliza, czas na wakacje! Może do Belgii na talerz frytków? 

fashionelka.pl


- Odkąd blogerki robią wyprzedaże na różnych portalach, zawsze zastanawiamy się, jak rozumieć określenie "nowe, nie używane". Czy "raz założone do zdjęć" jest naprawdę nie używane? Najwyraźniej tak właśnie jest. Kamila, Lejdi z Dębicy widocznie zainspirowała się swoimi bardziej doświadczonymi koleżankami z branży, ponieważ tak właśnie zaczęła opisywać swoje aukcje. To nic, że można znaleźć zdjęcia na których ubrana jest w sprzedawane ubrania. Raz założone do zdjęć - nie liczy się. W ten sam sposób można sobie urabiać fanów, robiąc konkursy z okularami. Dziwne tylko, że 200 osób połakomiło się na zwykłe okulary, z nie wiadomo jakim filtrem, ale może to kwestia tego, że za darmo... 


Facebook Anewlife


- Somersby znów zawładnęło blogami i blogerami. Od jakiegoś czasu próbują nam wmówić, że selfie to przeżytek i należy robić sobie jedynie zdjęcia z przyjaciółmi, tagując je jako friendsie. Zaangażowani do tego celu ci sławniejsi i ci mniej znani wrzucają w czeluście internetu zdjęcia wspólne (ach te blogerskie przyjaźnie, zamknięte hermetyczne środowisko) lub też z przyjaciółmi spoza podwórka. Jak widać przyjaźnie nieźle się opłacają, dosłownie i w przenośni.

- Na blogu Styloly pojawiła się ciekawa sesja. Jest to finał akcji PGE energia inspiruje - do zobaczenia pod tym linkiem. Daleko nam do stwierdzenia, że jest ona kreatywna i pomysłowa, bo żeby powyginać się nad urządzeniami i poeksponować ciało, naprawdę nie trzeba udawać się do żadnej elektrowni. Szkoda, że dziewczyny zmarnowały pomysł na pokazanie naprawdę czegoś interesującego oprócz własnych kształtów, zupełnie bez związku z PGE, energią i elektrownią. No ale na co innego można liczyć w blogosferze modowej?

- Polityka opublikowała artykuł o blogerach. Wzmianka o Kasi Tusk wzbudziła w nas sporo śmiechu. Nie wiemy, czy było to zamierzone, ale sposób w jaki autor artykułu wypowiedział się o czytelniczkach Kasi albo powinien je obrazić albo, cóż, prezentuje ich poziom intelektualny, ewentualnie sugeruje, że są w grupie wiekowej, która nie interesuje się niczym poza zabawą lalkami. Ostatecznie premier jest tylko jeden i to wciąż ten sam od kilku lat ;)


Facebook Polityki
- Końcówkę oddajemy ponownie Jej, Małej Fashionelce. Eliza z dumą oznajmiła nam niedawno, że przestała być snobistyczną pipą i teraz jest sobą, bardziej przystępną dla plebsu. Tony dystansu do siebie, pokazywanie się bez makijażu i z przesuszonymi włosami to niekoniecznie dobra droga ale Królowa frytków i poliestrowych wdzianek przeszła najwyraźniej nagłą metamorfozę i zaczęła pisać w bardziej wyluzowanym stylu, serwując dodatkowo porady godne Kapitana Oczywistego. Tak bystrzaki, to nowa, lepsza Eliza! Ciekawe czy ta nagła przemiana miała coś wspólnego z coraz słabszymi i śmiesznymi kampaniami na blogu? Może to jakiś przytyk w stronę blogerek, które wciąż mogą liczyć na bardziej ekskluzywne produkty? Niestety Eliza, żeby móc sobie pozwolić na luksus bycia sobą i jednocześnie prowadzić ciekawego bloga, najpierw trzeba być kimś. 


fashionelka.pl








środa, 16 lipca 2014

Kocim Okiem czyli why so serious?

Witam wszystkich miłośników Kociego Oka! W pierwszym wakacyjnym wydaniu dowiecie się jak umalować się kosmetykami znanej firmy i udawać, że nic się nie stało, jaka wyspa grecka jest najbardziej trendy i dlaczego, co nowego w zdrowiu i urodzie i jakie kompleksy są najbardziej dręczące, oraz jakie jest nowe zastosowanie ekskluzywnych toreb po zakupach! 


  • Zacznijmy od Elizy "Frytków" Fashionelki, która ostatnio jest mistrzynią wpadek wszelkiego rodzaju. Pani psycholog tak świetnie przyjmuje krytykę wszystkich, którzy wytkną jej błąd, że nazywa ich ścierwami. To jest właśnie klasa, o której najwyraźniej ma świadczyć szanelka, no bo przecież nie ten język czy kampanie reklamowe Hepatilu. Mała rada Elizo - jeżeli boli Cię, że ktoś zauważa Twoje błędy (niewątpliwie prawdziwe, a nie zmyślone hejciki, bo to wszystko można było znaleźć na Twoim blogu lub profilu na facebooku!), to po prostu przestań je popełniać. Zastanów się co publikujesz, bo nie zmoderujesz całego internetu, jedna już próbowała i nie wyszło. Najlepszym przykładem z ostatnich tygodni jest filmik z niezbyt udanym makijażem kosmetykami od Maybelline. Był on według nas jednocześnie kolejnym dowodem na to jak nisko blogerka ceni swoje czytelniczki. Makijaż został wykonany na przysłowiowe "odwal się". Wiele niepochlebnych komentarzy pojawiło się pod tym filmikiem, ale jak szybko się pojawiły tak i zniknęły. Widocznie psychologia nie pozwoliła Elizie skutecznie radzić sobie z krytyką, bo jedyną jej reakcją, oprócz usunięcia niewygodnych opinii, było ustawienie filmiku jako prywatny, tak aby już nikt nie mógł zobaczyć i skomentować. Może lepiej byłoby po prostu skonsultować się z kimś, kto pomógłby zrobić porządny makijaż a nie stwierdzać, że cokolwiek się wrzuci do sieci, jest świetne i jakieś naiwne dziewczyny to kupią, bo to jest ewidentny brak szacunku do czytelnika i widza a także zwykłe niechlujstwo. To samo tyczy się "trendowatych" wysp i frytków. 
  • Na blogu MLE znów pojawiła się Małgosia i jej mądrości o zdrowiu, urodzie i dietach. Gosia już w pierwszym akapicie demonizuje depilację, robiąc z niej niemalże temat tabu, a włosy na ciele porównuje do małego kompleksu. Następnie wywód o cellulicie i mamy gotowy obraz kobiety, dla której jej wszystkie "przypadłości" są źródłem kompleksów. Oczywiście, zgadzamy się, że warto walczyć o piękne ciało, skórę i włosy, ale przedstawianie tego wszystkiego jako źródło kompleksów jest świetnym sposobem na wmówienie młodym dziewczynom, że właśnie tak jest. No bo skoro takie bjuti guru jak Gosia tak twierdzi, to znaczy, że to coś, czego należy się wstydzić. Psycholog sportowy chyba powinien trochę inaczej podchodzić do tematu. 
  • Siostry z bloga miikax3 znów zaskakują. Pamiętamy je jako mistrzynie fotoszopowania nóg. Uda dziwnie wydłużone, w tle chodniki zaginające czasoprzestrzeń - to była znana nam klasyka. Ale dziś pokazujemy wam coś nowego, wyższy level plebejskiego wyobrażenia o luksusie. Na pewno część z was słyszała o sprzedawaniu papierowych toreb po zakupach na allegro. Tu sprzedaży nie było, siostry miikax3 postanowiły dodać luksusowego blasku wnętrzu garderoby i oprawić ekskluzywne torby w ramki... 
http://www.miikax3.com/

  • Szarliza znów nas zaskakuje, chociaż właściwie to można się było tego po niej spodziewać, wszak jest mistrzynią wszelkich niuansów jeśli chodzi o naginanie rzeczywistości. W tym miesiącu Karolina zorganizowała wyprzedaż zawartości szafy i na allegro pojawiły się przeróżne precjoza. Oczywiście, nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie dwa różne zdjęcia na aukcjach. Jedno przedstawiało sukienkę, która była przedmiotem aukcji, drugie - sukienkę podobną do niej. Zupełnie nie wiadomo po co Karolina postanowiła umieszczać takie "inspiracje", które nie podlegają sprzedaży. Może z nudów, pomiędzy umieszczaniem na blogu kolejnych postów sponsorowanych, postanowiła dodać "coś od siebie"? Drugą dziwną sprawą przy okazji sprzedawania rzeczy jest to, że wiele z nich pojawia się jako "nowe", chociaż widzieliśmy je na blogu czy przypadkowych zdjęciach Karoliny. Mamy nadzieję, że prawdą jest to, że sprzedaje faktycznie rzeczy nowe (bo np dostaje po dwie - trzy) a nie chodzi z metką aby móc potem sprzedać jako nowe. 

  • Przy okazji, gratulujemy kolejnej "luksusowej" reklamy. Siedzenie na balkonie i popijanie mielonej Tchibo jest takie pracochłonne, że Karolina nie ma czasu na modę i - jak widać - na staranny makijaż. Wyszło raczej jak made by Fashionelka. 

  • Jakiś czas temu wystartowała odmieniona strona Jemerced. Jessica najwyraźniej postanowiła zająć się czymś innym niż jedynie pokazywaniem outfitów i stylizacji, bo na stronie możemy znaleźć coraz mniej samej autorki, coraz więcej postów - zapchajdziur o wątpliwej jakości. Być może blogerce skończyły się pomysły, nie ma już za wiele do zaoferowania od siebie i postanowiła przepisywać newsy z zagranicznych i polskich portali, tak aby wszyscy uwierzyli, że życie wokół niej kręci się nieustająco i na szybkich obrotach. Mianowała się też CEO & Founder i zaprasza wszystkich do pracy w swoim teamie. Pamiętajcie, hejterzy o brzydkich twarzach i nudnych zawodach nie mają wstępu, zwłaszcza jeśli obcy jest im instagram! 
  • Miss Gizzi, niedawne odkrycie blogosfery, publikuje na swoim blogu apel do blogerek, który pewnie już większość z was widziała, ale postanowiłyśmy go przypomnieć. List ten  jest w zasadzie kwintesencją tego, co zawsze chciałyśmy powiedzieć i przekazać naszym Niemodnym blogiem, jedynie formuła była inna. Żarty żartami, widocznie przekaz powinien być ciut cięższy, cytujemy więc: "Do kurwy nędzy, Dżesi, ani w życiu ani w blogowaniu nie chodzi o to, żeby mieć dużo par butów! Każdy dziś ma setki butów i co z tego? Czy Wy nie rozumiecie, że im bardziej chwalicie się, jakie to macie zajebiste życie i dużo butów, tym bardziej ludzie Was nienawidzą? Trzeba być ze wsi, żeby tym się chwalić! Gdybyś powiedziała, że masz buty,w których Marlena Dietrich śpiewała w filmie “Błękitny anioł”, to może jeszcze bym się zainteresował. Ja na przykład mam w Warszawie tylko osiemset par (bo większość mojej wieloletniej kolekcji została we Wrocławiu) i jakoś sobie radzę, boso nie chodzę… A Mafashion nie lepsza, zaraz musi krzyknąć, że ona ma więcej. Nie wiedziałem, że zostając blogerką zostanę wciśnięty w problemy nastolatek grających w gumę… (Moja Barbie droższa i ładniejsza od twojej / mój tata bogatszy od twojego / siedzę z tobą / już nie siedzę z tobą…) [...] Jak widać, według mnie, można być kaszalotem bez ani jednego buta i spełniać kompetencje idealnej blogerki.". Nic dodać, nic ująć, wedle powiedzenia - człowiek ze wsi wyjedzie, wieś (mentalna) z człowieka - nigdy. 
  • Jessica Mercedes nie odpuszcza. Jest żywym przykładem tego, że moda może mocno zaszkodzić i nie mówimy już tego w kontekście mentalności ale o całkiem zwyczajnym masakrowaniu sobie figury czy też pokazywaniu się w czymś nieestetycznym. Tak jak na przykład te buty. Na pierwszy rzut oka wyglądają jak stopki do mierzenia obuwia. Po bliższym przyjrzeniu się da się zauważyć, że to jednak but. Całość prezentuje się dosyć nieestetycznie, no ale czego się nie robi dla haj feszyn?
afterparty.pl






wtorek, 17 czerwca 2014

Kocim Okiem czyli why so serious?

Witam w Kocim Oku! Przed wami trochę przesunięte w czasie wydanie kocich bazgrołów. Zmiana jest na stałe i od czerwca Kocie Oko będzie pojawiało się w połowie każdego miesiąca, podsumowując mniej więcej ostatnie 4 tygodnie. A co zdarzyło się w maju i na początku czerwca? Której blogerce powinniśmy wręczyć symboliczne Srebrne Usta Blogosfery? Kto znów nie popisał się znajomością angielskiego? Kto myli się w zeznaniach przy okazji różnych kampanii reklamowych? Takie newsy tylko u nas!

  • Mistrzynią języka angielskiego jest niepokonana do dziś Charlize Mystery, chociaż inne blogerki dzielnie depczą jej po piętach. Ale oczywiście to wszystko nam się tylko wydaje i to nie jest tak, że Karolina nie umie angielskiego, tylko wredny Pudelek i inni hejterzy się na nią uwzięli i kłamią, że Szarliza nie potrafi wysłowić się w tym języku. Na pewno właśnie tak jest a wszyscy czytelnicy w tym momencie ulegają zbiorowemu omamowi wzrokowemu i oczywiście nikt nie widzi, że język angielski dla samej zainteresowanej jest jak jej pseudonim - mystery. Chest like a cake? It good or bad, say me? 
instagram Charlize Mystery

  • Do grona blogerek dla których język angielski jest czasami mystery, dołączyła właśnie Kasia Tusk, chociaż w tym przypadku i tak jest nieźle - posty po angielsku od jakiegoś czasu ukazują się na jej blogu, może nie są perfekcyjne, ale widać że Kasia jakieś pojęcie o języku ma i przynajmniej się stara. Ale tym razem blogerka zaliczyła wpadkę - chciała nam pozachwalać precjoza ze swojej plażowej torby, niestety nie zauważyła, że plaża to beach a nie bitch. Tego raczej nie da się wytłumaczyć żadną literówką. Również sam wpis nie powala. Kasia ostatnio chyba zbyt serio traktuje motto swojego bloga; wszystko ma być lekkie i niezobowiązujące. Blogerka funduje nam mały tutorialik jak zachować się na plaży i co ze sobą zabrać. Podejrzewamy, że każdy się raczej domyśla, że mycie rąk słoną morską wodą po zjedzeniu arbuza to średnio udany pomysł. Dzięki pannie Tusk dowiemy się również, że baletki i trampki na plażę odpadają. No shit Sherlock. Ale z drugiej strony to właściwie dlaczego by nie jeśli ktoś ma ochotę i fantazję? Czekamy na inne, równie odkrywcze porady tego lekkiego i coraz bardziej nurkującego w odmęty totalnego odmóżdżenia serwisu. Może następnym razem dowiemy się jak pokroić arbuza nożykiem stojąc w morzu. 
  • makelifeeasier.pl
  • Szukanie źródeł pożyczonych obrazków to trudna praca, prawie pracoholizm. A zresztą, po co szukać źródeł, dopóki nikt nie zauważył, że obrazek jest "pożyczony"? Na blogu fashionelka.pl w poście traktującym o pysznej i sycącej #homemaid kawie pojawiły się fotki, które jakby nie do końca należały do Elizki. Jakimś dziwnym trafem fotki te w pierwszej wersji posta również nie zostały podpisane a nazwa bloga z którego pochodziły została ucięta. Po pewnym czasie najwyraźniej Eliza zorientowała się, że nie wygląda to najlepiej i stwierdziła, że oczywiście ma zgodę autorki na wykorzystanie tych zdjęć nawet bez podpisu a niedługo potem wkleiła zdjęcia oryginalne - z podpisem. Ale ciekawe jak to interpretować w świetle informacji, którą my uzyskałyśmy od właścicielki oryginałów. Fashionelka taka szlachetna, podpisała z dobrej woli. W kontekście niedawnego wpisu o pracoholizmie można by zacząć się martwić o Fash, że szukanie źródeł obrazków i pisanie z prośbą o zgodę na ich pożyczenie musi być wyczerpujące ;) To co Elizka? Heheszki? 
fanpage Fashionelki

  • Niejednokrotnie wspominałyśmy wspaniałe umiejętności niektórych blogerek w posługiwaniu się Photoshopem. Ostatnio gwiazdami są siostry z bloga miikax3. Szczupłe dziewczyny a i tak wyszczuplają sobie łydki, w dodatku tak nieudolnie, że chodnik chyba nie wytrzymał i się wygiął. To już obsesja?
http://www.miikax3.com
  • Ostatnio gwiazdą głupich wypowiedzi jest niewątpliwie Jessica Mercedes.  Seria rozpoczęła się tekstem o lajkach jako wyznaczniku sławy, deprecjonowaniem sławnych ludzi tylko dlatego, że nie mają konta na facebooku czy instagramie z taką ilością polubień jak ona. Potem było szukanie fotografa, który przede wszystkim ma mieć instagram, a teraz to cudo o hejterach. Kiedyś miałam jeszcze jakiś szacunek dla niej i jej - niewątpliwie jakiejś - pracy nad blogiem, ale z każdą tak idiotyczną wypowiedzią ten szacunek malał, aż w końcu przerodził się w ogromną niechęć. Oczywiście Jessice to zwisa, bo przecież kto by się przejmował hejterami ze strasznymi twarzami i beznadziejnymi zawodami, anonimowe lajki gimbazy i mieszkańców Turcji są najważniejsze. Popatrzcie co Jessica pisze do narodu. Zawód blogerki taki szanowany, potrzebny i poważny, twarz taka najpiękniejsza. Sorry Jessica, bez makijażu jesteś całkiem przeciętną dziewczyną znikąd, taką jak wiele innych na tym świecie, a wybiłaś się na wmawianiu innym dzieciakom, że jest wyjątkowa. W swoim tekście zdefiniowałaś samą siebie. Trudno będzie Ci skompletować sensowny Jemerced Team, kolejny pomysł zerżnięty żywcem od Chiary. Ale jacy fani taka Chiara z bazara
cytat z facebooka Jessiki, fotka z http://www.eska.pl/hotplota

  • Szarliza nigdy nie może się zdecydować co w chwili obecnej promuje. Nie tak dawno rozwodziła się nad zaletami suplementu Inneov i jego zbawiennego wpływu na włosy. Wtedy tez przyznała, że nie wierzy w tak zwane domowe sposoby bo wiadomix, że suplementy (i kosmetyki) od sponsora są lepsze i zawsze działają. Ale już na początku czerwca zmieniła zdanie. Okazuje się, że od kilku tygodni włosy (które od kilkutygodniowego stosowania suplementu nagle stały się piękne, zdrowe i błyszczące) jej się plączą więc najlepszym rozwiązaniem będzie maska Kemon. Ponieważ nakładana jest w domu, została mianowana domowym sposobem. Logika level master. Sponsorzy, wyciągnijcie stąd jeden wniosek - Szarliza sprzeda wszystko. Nawet to, co zaprzecza poprzednim kampaniom. Co za spójność wizerunkowa. 
  • Maff najwyraźniej zmęczyło pozowanie na ściance. Chociaż ona jedna potrafi od czasu do czasu wyluzować i zrobić sobie żarcik z pozowania pełnego zadęcia w wykonaniu innych gwiazd naszej blogosfery. Niestety, niektórym kije od szczotki wszczepione w kręgosłupy i zakonserwowane na stałe uśmiechy skutecznie przeszkadzają w rozluźnieniu i byciu naturalnym, a szkoda, bo to przecież młode dziewczyny, same robiące się na woskowe kukły o wyglądzie swoich własnych ciotek.
pudelek.pl



czwartek, 1 maja 2014

Kocim Okiem czyli why so serious - świętujemy ciężką pracę blogerską!

Witam wszystkich czytelników w dniu święta pracy - jakby nie patrzeć również święta blogerek! Odkąd moda zadomowiła się na dobre w blogosferze, niemalże nie ma wywiadu, żeby nie było słychać jaka to ciężka i trudna praca. Prowadzenie bloga to przecież nie przelewki! Górnicy, strażacy, chirurdzy, pracownicy platform wiertniczych, czy przedstawiciele innych trudnych zawodów, odpowiedzialni za ludzkie życie i bezpieczeństwo - czapki z głów! Klękajcie narody, oto nadchodzą zmęczone życiem i strudzone pracą blogerki modowe i lajfstajlowe! Nasze ulubienice szczycą się tym ile to szacunku mają do swoich fanów i jak ciężko pracują, aby dostarczyć nam wrażeń estetycznych i bodźców intelektualnych za pośrednictwem swoich blogów. Im bardziej wczytujemy się w niektóre posty tym intensywniejsze odnosimy wrażenie, że najwięcej ciężkiej roboty wykonał fotograf i/lub grafik obrabiający zdjęcia. Jeżeli w tym momencie blogerka dodaje, że stworzenie posta kosztuje ją 8 godzin roboczych dziennie, to zastanawiamy się, jak to w ogóle możliwe, bo w takim czasie kiedyś można było napisać dwa niezłe wypracowania maturalne, a nie sponsorowane wypociny z pięcioma akapitami na krzyż. Co więc składa się na tę ciężką pracę? Czego ciekawego dokonały w kwietniu? Zobaczmy!
  • Szokujący news z blogosfery! Jedna z blogerek, nawiasem mówiąc goszcząca kilkukrotnie w wyborach Miss Outfitów, zastanawiała się nad usunięciem bloga modowego i założeniem bloga o sobie, fitnessie i szeroko pojętym lajfstajlu. Komentatorki od razu wyłapały tę nutkę zawodu w poście Mary-Kate Fashion, że ma za mało dochodów z bloga. Biedne są te mniej popularne blogerki, takie smutne zderzenie z rzeczywistością, kiedy to okazuje się, że za samo istnienie i pisanie bloga nikt nie płaci :< a liczyć można jedynie na mały gratis za reklamę albo zniżkę za kampanię. Drogie blogerki, takie są uroki samozatrudnienia, praca nie jest zawsze pod nosem, a za to, co wykonujecie z własnej woli, nie angażując się w relację z jakąś firmą nikt nie musi wam płacić. Łączymy się w bulu i nadzieji. Wpisujcie miasta. 

facebook Mary Kate fashion
  • Jeśli chodzi o perspektywy oraz w nawiązaniu do wypowiedzi Mary-Kate Fashion, polecamy udać się do Fashionelki. Ona widzi nasz kraj jako pełen perspektyw, ludzie po prostu nie potrafią ich dostrzec! Elizka z takim poświęceniem zakasywała rękawy i robiła w branży IT od 16 roku życia, że skończyła jako blogerka lifestylowa. A mówiło się kiedyś, że informatyk to taki poważny zawód, tymczasem przypadkowo można zakończyć karierę przebierając się w różne ciuszki i pisząc głębokie przemyślenia o samobójstwach, przemieszane z kwiatuszkami, ślubami Tiffany Blue i słodkim psiakiem. 
  • Papa Komin chyba się zdenerwował i skarcił blogerki bez pokazywania palcami: "No wiem wiem, ale niestety u niektórych znanych blogerów, palcem ich nie pokażę, ostatnio zapanowała moda na nieinformowanie o sponsoringu, co mnie strasznie wkurza. I wolę nie być z nimi kojarzony". Nasz niemodny zmysł od razu wychwycił która z kumpelek Kominka ma problem z przyznaniem się, że post jest reklamą. Chyba Szarliza już nie pogra z nim w bilard w Nju Jorku. Obstawiamy również, że być może od tego momentu wszystkie wpisy zaczną być chociaż troszeczkę oznaczane, pokrętnym kluczem, jaki tylko sama Karolina mogła wymyślić, co nie znaczy, że czytelnicy będą dokładnie wiedzieli, że spis powstał z inicjatywy sponsora. 
  • Jess albo się przytyło albo jednak ma problem ze stylizowaniem samej siebie. Patrząc na te zdjęcia po prostu trudno odnieść wrażenie inne niż jedno z dwóch powyższych. No cóż, jak się nie ma czasu dbać o sylwetkę to się niestety tyje i nie ma w tym nic dziwnego. Słodkie kawusie ze starbunia nie mają zero kalorii. Niemniej taka znawczyni mody jak Jessica chyba powinna mieć chociaż śladowe pojęcie o maskowaniu mankamentów własnej figury i uwypuklaniu zalet. Brak talii, na niektórych zdjęciach biust niemalże pod brodą i zaburzone proporcje sylwetki to chyba najbardziej rzucające się w oczy "zniszczenia" jakich dokonało połączenie tej spódnicy z taką koszulką. Moda to nie tylko pokazywanie nowych ciuszków, to także umiejętność łączenia trendów, stylów i kolorów. A tego pannie Jemerced zabrakło tym razem, niejednokrotnie przecież pokazała, że potrafi się ubrać z gustem a jednocześnie ciekawie i niebanalnie. Patrząc po jej wymownej ripoście, Pudel chyba trafił w czuły punkt, z którego blogerka doskonale zdaje sobie sprawę. 
facebook Jemerced i fotka z Pudla
  • Święta nie były często poruszanym tematem na blogach, widocznie Wielkanoc nie jest powodem do jarania się aż tak jak Bożym Narodzeniem, kurczaki i jajka nie są feszyn, tak samo jak kiełbasa w koszyczku ze święconką. Ale na pewno na jedną z blogerek mogliśmy liczyć. Eliza nie ominie żadnego tematu, również takiego, w którym nie ma za bardzo co dodać od siebie, ale świetnie wychodzi jej kopiowanie z internetu. Tym razem kopiowanie zakończyło sie tak, że żadne z "pożyczonych" zdjęć nie zostało podpisane. Zabawnie wygląda to w porównaniu z tym, co Eliza wypisywała u Szarli w kwestii tego jak to "pudel ukradł zdjęcia" i ile odszkodowania Szarliza powinna za to zażądać. Ale cóż, w blogerskim świecie podróba to inspiracja a kradzież zdjęcia to "znalezione gdzieś w necie". W dodatku z uciętym napisem nazwy bloga. Mamy nadzieję, że Fash wyciągnie z tego jakiś wniosek i będzie konsekwentna w obie strony, zarówno kiedy będzie oskarżała kogoś o kradzież zdjęć jak i gdy sama będzie je "pożyczała". 
  • U Szarlizy jak zwykle miesiąc pełen reklam, prawie połowa wszystkich postów to sprytnie ukryte (według nowej definicji) posty sponsorowane. Jeden z jej zrodzonych w bólach tekstów, ten o suplementach, naprawdę nas wzruszył. Karolino, to chyba najwyższy czas, kiedy należy pochylić głowę i przyznać się do problemu z polszczyzną, przynajmniej przed samą sobą. Może warto zatrudnić ghost writera albo chociaż kogoś, kto robiłby korektę. Dodatkowo ciekawostką jest, że Szarliz nie wierzy w naturalne i domowe sposoby na pielęgnację, bo nie zostały naukowo potwierdzone. To interesujące, że jakiś czas temu z wielkim zacięciem reklamowała produkty do włosów firmy Paul Mitchell, z naciskiem, że takie dobre bo zawierają tyle naturalnych precjozów. Widocznie te składniki działają tylko wtedy gdy odpowiednio dużo kosztują, mają znaną nazwę i logo i oczywiście sponsor je przyśle do testów. Przypomnijmy jeszcze najciekawsze konstrukcje zdań z posta o suplementach. 8 razy "włosy" w tak krótkim tekście plus inne łamańce stylistyczne - to z tym teraz będzie kojarzyć się Inneov, ciekawe czy o to firmie chodziło. Sponsorze kolejnego posta, dołącz słownik synonimów i kurs powtórkowy z polskiego dla maturzystów bo inaczej będziesz kojarzony podobnie. 
fragment postu na blogu vivivi.charlizemystery.com

I mały smaczek na koniec:
komentarze na blogu vivivi.charlizemystery.com

Pudel nie musi pisać "takich treści", sama je piszesz i mówisz Karo. Czy to poniżej to też jest slang nowojorski?

instagram charlizemystery
  • Photoshop to trudne narzędzie. Nie wszyscy mają wysoko rozwiniętą umiejętność posługiwania się tym czy innymi programami graficznymi, co widzieliśmy niejednokrotnie na blogach naszych rodzimych gwiazd. Ale siostrzyczka z bloga miikax3 zagięła rzeczywistość (a dokładniej chodnik) w bardzo interesujący sposób. Może ktoś jej da korepetycje z posługiwania się takimi trudnymi narzędziami?
http://www.miikax3.com/2014/04/red-jacket-sneakers.html

http://www.miikax3.com/2014/04/red-jacket-sneakers.html

  • Kasia Tusk informuje nas na swoim instagramie, że jeżeli w Trójmieście jest burza, to jest to idealna pora aby napisać post. Zbliżenie na krocze panny Tusk zastanawia nas co właściwie blogerka chciała tym zdjęciem wyrazić, bo ani spodni nie widać całych, ani bluzki. Może to tylko zapowiedź, zanim cała Polska przekona się o kopii stylizacji, łącznie z torbą z kwiatami? Kasiu a co zrobisz jak przez burzę zabraknie Ci prądu? Pojedziesz na przejażdżkę na sponsorowanym rowerze, jak poprzednio? 

  • Nie tylko Charlize czy Jessica są fankami "inspiracji" by Romwe czy Choies. Macademian Girl także skusiła się na podróbkę. Co z tego, że sukienka ładna jak blogerka świadomie promuje wspieranie przemysłu podróbkarskiego. Oryginał i podróba, jakże podobne a mimo wszystko inne.  Taka "osobistość" szczycąca się znajomością branży powinna mieć świadomość, że podrób się nie promuje. Ciekawe, że redakcja Zeberki, która opublikowała ten artykuł, opisała to jako MG w sukience Valentino, jedynie delikatnie sugerując, że być może jest inaczej a największym obciachem miało być to, że w tej kreacji prezentowała się Kris Jenner. 
http://www.zeberka.pl/art/macademian-girl-w-niebieskiej-sukience-od-valentino-29454
  • Wisienką na kwietniowym torcie będzie w miarę nowa "aferka", gdzie bohaterką jest ponownie Jessica i niezastąpiony tropiciel absurdów, nasza konkurencja ;) Freestyle Voguing. Od czasu "mężczyzny po lewej" chyba nie było lepszego smaczku wykrytego przez Tobiasza. Bufoniaste rękawy w stylu Marii Antoniny przechodzą do listy najlepszych blogerskich tekstów. Jess popłynęła. Zamiast elokwencji - ignorancja. A matura była tak niedawno… 
    https://www.facebook.com/FreestyleVoguing?

poniedziałek, 31 marca 2014

Kocim Okiem czyli why so serious? Wiosenne newsy z blogosfery.

Witam wszystkich czytelników i czytelniczki w kolejnej, tym razem wiosennej odsłonie Kociego Oka. Dziś przypomnimy wam do czego służą lustrzanki, a także  jak wygląda zdrowy tryb życia i dieta na rozbudowę mięśni, wspomnimy o nowym Ksienciu Blogosfery i o tym jak to zagraniczna publiczność nie poznała się na polskich outfitach. Zapraszam! 

  • Słowo się rzekło w zapowiedzi i na pierwszy ogień idzie uświadomienie ludu w kwestii aparatów. Drodzy amatorzy i profesjonaliści zajmujący się fotografią - zapomnijcie o wszystkim, czego się nauczyliście do tej pory na kursach, z podręczników a także samodzielnie. Oto bowiem Bogini Mody Podkarpackiej śpieszy się donieść wam Prawdę Objawioną na temat lustrzanek. Mamy nadzieję, że weźmiecie to sobie do serca i następne fotki takimi aparatami będą już porządnie rozmazane! Kama, dziękujemy za uświadomienie. Fotografia już nigdy nie będzie taka sama. 

  • Jakiś czas temu Fashionelka odgrażała nam się, że ma masę pomysłów i będzie publikować posty nawet 2 razy dziennie. Cóż, chyba moje ulubione powiedzenie z poprzedniego posta, że jaki lajf taki stajl wiele mówi o stylu życia Elizki - najwyraźniej tam też pustka i nic się nie dzieje… Albo może ich brak tam. To znaczy pomysłów. Eliza, a tak dobrze idą Ci te posty w stylu "10 czegoś tam", co to dla Ciebie opisać "10 najgorszych wpadek księdza udzielającego ślubu" czy "10 najdroższych i najgorzej układających się garniturów na panu młodym" - masz przykład na zdjęciach z własnego ślubu! Ewentualnie może być post o absurdach z innego kraju. Podpowiadamy, że w cywilizowanym świecie to się na ogół nazywa różnice kulturowe. 
Niestety ten kryzys który przeżywa Eliza, jest większy niż myślałyśmy. Ostatni filmik na youtube opublikowany ponad miesiąc temu, bieda! Eliza zatem ratuje się jak może, podając na asku linki do swojego bloga. Nie ma to jak sztucznie nabijać sobie odwiedzin, no ale jak stare przysłowie blogerskie mówi - hajs musi się zgadzać. 
  • Szarliza nigdy, ale to naprawdę nigdy nie przestanie nas zadziwiać i prowokować do śmiechu. Patrząc na zdjęcie marnej sałatki, w której właściwie prawie nie ma białka, oraz czytając komentarz o rozbudowaniu mięśni nie możemy się oprzeć wrażeniu, że chyba ktoś jej zrobił psikusa doradzając takie menu. Dodając do tego ten wspaniały trening (do zobaczenia na insta u wildfox7, link)możemy być pewne, że żaden mięsień w ciele Karoliny nie poczuje się zobligowany do jakiejkolwiek rozbudowy, nie wspominając już o fakcie, że rozbudowa mięśni u kobiety to trudny i żmudny proces i wymaga naprawdę porządnej diety a nie dokarmiania się fastfoodami o wątpliwej wartości zamiennie z sałatką ze śladową ilością białka. Chociaż są takie okazy na tym świecie, które twierdzą, że po skalpelu Chodakowskiej urosły im mięśnie! Strasznie chciałabym to zobaczyć, może niepotrzebnie chodzę na siłownię?

Odnośnie zdrowego trybu życia, który podobno preferuje Karolina, od razu przypomina nam się to:


Rozsądniej byłoby nazwać to dietą na "skinny fat", przynajmniej byłoby zgodne z prawdą. Bardzo nam się to kojarzy z zapiskami menu Kamy, chyba jeszcze z czasów smallworlda. 
  • Kolejna akcja związana z piwem Somersby pojawiła się na wielu blogach, niestety nie doczekałyśmy się żadnego wpisu o nowym "warzywnym" ;) smaku. Za to można odnieść wrażenie, że niektórzy blogerzy są w stanie zareklamować właściwie wszystko. Nieważne, czy pasuje to do profilu bloga, ważne, że hajs się zgadza. Zabawne, że wystarczy spersonalizować butelkę dodając na etykiecie pseudonim blogera i publiczność się ślini i szaleje. 
  • I znów zbiorowa ekscytacja w blogosferze odnośnie następnego Ksiencia ujawnionego przez blogerkę. Tym razem Lejdi z Dębicy odkrywała karty powoli, na początku drażniła nas niby mimochodem wspominając gdzieś w komentarzu o swoim lubym, później zaczęły się zapewnienia, że gdyby nie on, nie miałaby tej magicznej, rozmazującej luszczanki. I wreszcie jest! Doczekaliśmy się publikacji fotki - Ksionże nie okazał się być mientowym, niemniej jak jedna z naszych czytelniczek ładnie podsumowała na asku, może wpisuje się w nowy pożądany typ bad boy. Patrząc na scenerię, od razu nasuwa się jedno skojarzenie - Kama ma chyba słabość do dzikiej natury i silnych, męskich Leśnych Drwali. 
  • Jessica Mercedes zawsze jest dumna gdy ktoś udostępnia jej zdjęcia. Według niej to synonim popularności i sławy. OK, jakiejś popularności na pewno, tym bardziej, że zdjęcia czasami pojawiają się na portalach zagranicznych, nie tylko polskich. Tym razem trafiła na Forever 21, który ma miliony fanów.
    Ale niestety w tym przypadku Jess nie może ponarzekać na polaczki - cebulaczki co nie znają się na modzie, bo tym razem jej wspaniała kreacja została zjechana również zagranico. Najlepsze komentarze na screenie poniżej (link do całości). Uwielbiam ten "So I walked into a circus tent today". 

  • Najsłabsze ogniwo MLE czyli Gosia zaczyna zaprzeczać sama sobie. Pewnie wszystko po to, by umiejętnie wpleść reklamę Tymbarka w post. Uroczy opis co warto zjeść na pierwsze śniadanie i jak ważny jest to posiłek zgrzyta mi okrutnie z tym, jakie śniadanie Gosia kiedyś pokazała na blogu. Ale jak widać, był to tylko malutki wstęp do tego, aby już w drugim śniadaniu wrzucić soczek, by zadowolić sponsora. Nie mamy pojęcia jak ma się to do tytułu wpisu - Forever Young. To znaczy, że taki soczek załatwi nam minus 5 lat i kilka mniej zmarszczek? 
  • Właściwie to nie lubię poświęcać połowy Kociego Oka Szarlizie, ale co zrobić, jak ona jest jedną wielką chodzącą katastrofą PRową. Darujemy już dietę i ten uroczy filmik z ćwiczeniami (ciekawe czy Adi, Moderator Internetów już poprosił o usunięcie?), mimo to nadal jest o czym pisać. Plac Pigal (ktoś wie gdzie to jest?), magiczna nowojorska woda w kranach, która rozjaśnia włosy lepiej niż rozjaśniacz (nic tylko importować w butelkach i sprzedawać, ale biznes!) to jeszcze ta żałosna reklama Avonu. Oczywiście wszyscy wierzymy, że to tak z dobrego serduszka Karolina nagle przerzuciła się z luksusowych Szaneli i Diorów (które pokazywała zaledwie kilka dni wcześniej) i specjalnie dla biednego plebsu zareklamowała Avon, tak aby jej czytelniczki mogły sobie w końcu pozwolić na coś co ona ma. Podejrzewamy, że zacznie się zwiększone wyciąganie kieszonkowego od rodziców a gimnazja w całej Polsce zostaną opanowane przez zapach Little Black Dress. 
  • Poruszenie w blogosferze wzbudziła również Maff publikacją swoich najnowszych fotek, na których chwali się perfekcyjną (?) figurą i nową fryzurą. O ile fryzura okazała się być peruką, o tyle figura jest jak najbardziej prawdziwa. Co kto lubi, dla nas za chuda. Mamy nadzieję, że nie podąży w stronę lansowanej skinny fat przez jej koleżankę z branży!

Wasz Koteł Niemodny